piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 6


Minęło kilka dni, jeden podobny do drugiego. Rano chodziłyśmy na treningi chłopaków, potem zakupy, a wieczorami imprezy. I tak przez wszystkie trzy dni. Wczoraj dziewczyny pojechały do siebie, została tylko Martyna. Kolejnego poranka obudziłam się po szóstej wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i wyszłam z mieszkania żeby pobiegać. Wielkimi krokami zniżały się urodziny tej sieroty, a ja jeszcze nie miałam prezentu, więc postanowiłam, że przy okazji dziś coś jej kupie. Po godzinnym bieganiu wstąpiłam do Łódzkiej Galerii. O dziwo było tam dużo ludzi jak na tak wczesną godzinę. Kupiłam kawę i poszłam szukać czegoś sensownego. Wychodząc z Cropp'a grupka fanów poprosiła mnie o autografy i zdjęcia, bez chwili zawahania zgodziłam się.
Po krótkiej rozmowie z kibicami udałam się do kolejnego sklepu, w którym kupiłam Martynie śliczną sukienne, następie udałam się do Empi'u żeby kupić jej nową płytę Happysad'u. Patrząc na zegarek zauważyłam ze jest już 10 i stwierdziłam,że moja przyjaciółka nie długo się obudzi, a ja murze schować prezent. Wychodząc mijałam się z mężczyzną bardzo przypominającego Bartka Kurka, ale nie miałam czasu żeby mu się lepiej przyjrzeć. Z zakupami w ręce biegłam w stronę mieszkania. Po cichu przekręciłam klucz w zamku, miałam szczęście koleżanka Dąbek spała w najlepsze, schowałam prezent, wzięłam prysznic, cały czas myśląc o chłopaku. Po głowie chodziły mi myśli, że może to był Bartek, a ja przeszłam jak gdyby nigdy nic. Przebrałam się w wygodne ciuchy, umalowałam się i uczesałam włosy, poszłam robić śniadanie.

OCZAMI BARTKA:
Przyjechałem do Polski na urodziny młodego, postanowiłem, że najpierw pojadę do mojego mieszkania w Łodzi i z tamtą wyjadę do Nysy. W piątek rano wstałem dość wcześnie  postanowiłem iść pobiegać, w końcu niedługo zaczyna się sezon reprezentacyjny i nie można stracić formy. Przebiegałem koło galerii, kiedy zorientowałem się ze nie mam prezentu, a urodziny już jutro. Była dopiero dziewiąta, a było tam dużo osób. W jednej chwili obok mnie pojawiło się kilka dziewczyn z którymi pozowałem do zdjęć. Nagle do galerii wyszła dość wysoka, szczupła brunetka w dresie, tętniła życiem. Jak na zawołanie obok niej także pojawiła się grupka młodzieży, z którymi robiła sobie zdjęcia czy rozdawała autografy. Widać było, że sprawiało jej to przyjemność, uśmiech nie schodził jej z twarzy. Nie miałem pojęcia kto to jest, ale była taka inna. Nagle usłyszałem jak ktoś ją pyta "Pani Diano czy można prosić o autograf  moja siostra uwielbia Panią, a ma za tydzień urodziny". Ona bez zawahania podpisała zdjęcia i poprosiła dziewczynę o telefon ( kiedy usłyszałem jej głos ciarki przeszły mnie po całym ciele), nagrała życzenia, porozmawiała jeszcze chwile z grupą, przeprosiła i odeszła. Po dłuższych poszukiwaniach kupiłem Kubie grę na Xboksa, o której gadał mi od miesiąca (szczerze miałem nadzieje, że tylko jej nie kupił). Postanowiłem zajść jeszcze do Empiku i kupić jakąś nowa płytę do samochodu. W przejściu minąłem się z NIĄ. Szła szybko, nawet na mnie nie spojrzała, widać było, że gdzieś się spieszy. Około 11 wróciłem do mieszkania, wziąłem prysznic, zapakowałem prezent i ruszyłem w stronę rodzinnego domu, cały czas miałem przed oczami JĄ, dlaczego zrobiła na mnie takie wrażenie, przecież dużo jest takich dziewczyn, więc  dlaczego akurat ona? Całą drogę zadawałem sobie te pytania, jednak nie dostałem odpowiedzi.

OCZAMI DIANY:
Kiedy skończyłam do kuchni wparowała zaspana Martyna, widząc śniadanie dosłownie rzuciła się na nie
-Jejku kochana jesteś - powiedziała jedząc parówki
-Aa nie uczyła mamusia, że się z pełną buzią nie mówi - wyszczerzyłam się
-Może uczyła nie pamiętam - skrzywiła się. Dalszą część śniadania jadłyśmy w ciszy, potem Martyna przebrała się, ja tylko zmieniłam buty i pojechałyśmy na zakupy. Po trzech godzinach miałam już: spodnie, spodenki, bluzę, marynarki, kilka T-shirtów i szpilki. Zmęczone udałyśmy się na kawę i ciastko. Długo rozmawiałyśmy śmiejąc się i wspominając, w końcu stwierdziłyśmy, że jedziemy do Kłosa, który powinien być już w domu. Podjechałyśmy pod blog i szybko ruszyłyśmy w stronę mieszkania siatkarza. Stałyśmy pod drzwiami dzwonią, pukając i krzycząc.
-Ej a może on jeszcze nie wrócił - powiedziała niepewnie Martyna
-Powinien już być jest 18 więc skończył trening i spokojnie dojechał - stwierdziłam, szukając telefonu w torebce
-Czego szukasz ? - zapytała koleżanka Dąbek
-Telefonu, nigdzie go nie ma, mam nadzieje, że go nigdzie nie zostawiłam - powiedziałam przemrożona
-Nigdzie go nie ma, bo jest w Twojej ręce Idioto -  odparta moja przyjaciółka śmiejąc się ze mnie. Gdy tylko się zorientowałam, że ma racje zaczęłam śmiać się z nią. Wybrałam numer Kłosa, zajęty  Próbowałam drugi raz, znowu. Za trzecim razem odebrał:
-Dzwoniłem do Ciebie, a Ty cały czas zajęty, co Ty sobie wyobrażasz ? - powiedział z oburzeniem w głosie
-Oo nie mój drogi to ja dzwoniłam do Ciebie i to Ty miałeś zajęty - powiedziałam podnosząc głos, po  czym usłuchałam śmiech - z czego tak się śmiejesz cwelu ?
-Z nas, bo Ty dzwoniłaś do mnie, a ja do Ciebie - wydukał śmiejąc się po czym dołączyłam do niego
-Zacny milordzie możesz mi powiedzieć gdzie TY do cholery jesteś? Stoję pod Twoimi drzwiami z Martyna około 20 minut, a Ty nie raczysz otworzyć - powiedziałam po czym znowu usłyszałam śmiech po drugiej stronie słuchawki - a tym razem z czego się śmiejesz ? - zapytałam już lekko podirytowana
-Bo wiesz ... Dianka ... ja właśnie... ja właśnie  stoję ... pod Twoimi drzwiami... i czekam aż mi otworzysz - powiedział śmiejąc się wniebogłosy  słysząc to sama wybuchłam śmiechem, Martyna patrzyła na mnie zdezorientowana - to poczekaj my już jedziemy.
-Gdzie jedziemy? Gdzie tamten debil? - dopytywała Martyna
-Karol stoi pod naszymi drzwiami - mówiąc to znowu zaczęłam się śmiać  a ona ze mną. Po 10 minutach dojechałyśmy pod mój blok, samochód odstawiłyśmy na parking po czym z zakupami ruszyłyśmy w stronę mieszkania. Na schodach siedział Kłos z opakowaniem pizzy i z jakimś wypożyczonym filmem. Zaprosiłam go do środka po czym jeszcze raz dokładnie sobie wszystko opowiedzieliśmy. Razem z Martyna rozsiadłyśmy się na kanapie, a Kłos włączył komedie. Przez 2 godziny śmialiśmy się w głos, prawie z każdej sytuacji. Około 23 Karol pojechał do siebie, a my wykąpane,w piżamach zaczęłyśmy rozmawiać zajadając chipsy ( tak wiem, że mi nie wolno, jej z reszta też nie, ale pobiegamy i zrzucimy :D ).
-Wiesz, bo ja w niedziele to już wracam do Kielc - skrzywiła się, od razu z mojej twarzy znikł uśmiech
-Naprawdę ? Myślałam, że ten tydzień jeszcze zostaniesz - powiedziałam
-Nie, Pawełek wraca w czwartek, a wtedy chciałabym być już w domu - oczy jej zabłyszczały na samo wspomnienie o nim widać, że bardzo tęskni
-No tak lepiej żebyś była - odpowiedziałam z udawanym uśmiechem. Wiem, że tęskni za tym trollem  ale ja się z nią widzę tylko kilka razy w roku, on ją ma na co dzień
-Ej słuchaj, bo Ty masz teraz tydzień wolnego tak ? - spytała dziwnie podekscytowana, kiwnęłam głowa w górę i w dół zgadzając się - to może pojedziesz do mnie na 3 dni, a przy okazji odwiedzisz mamę i Goskę ( moją siostrę ) dawno się z nią nie widziałaś - powiedziała patrząc mi w oczy - to jak zagaszasz się ? - spytała z nadzieja
- Wiesz bardzo chętnie, ale chłopaki maja mecz w niedziele o Mistrzostwo i chciałabym tam być i ich wspierać, a Ty wyjeżdżasz  niedziele - stwierdziłam smutno
-Debilu, ale to możemy nawet w nocy wyjechać, a nawet w poniedziałek jeśli się tylko zgadzasz
-Jasne, ze się zgadzam - rzuciłam się jej na szyje. Pogadałyśmy jeszcze chwile po czym poszłyśmy spać.