sobota, 2 listopada 2013

rozdział 17

Budząc się koło niego czuję się szczęśliwa, bezpieczna i kochana. Ciesze się, że mogę obudzić się rano i zobaczyć jego zaspaną, czasem nieogoloną mordkę. Niestety wiem, że to nie będzie trwało wiecznie i nasze wakacje niedługo się skończą. Pomimo upłyniętych już dwóch tygodni od Ligi Światowej, ja wiem, że on o niej myśli choć nie chcę tego pokazać.
-Mmm chodź tu do mnie - z moich rozmyśleń wyrywa mnie jego zaspany głos, przyciąga mnie do siebie i mocno przytula
-Tak mi dobrze - odwracam się i całuje mojego ukochanego bardzo namiętnie
-To co dzisiaj zostajemy w łóżku ? - pyta poruszając brwiami w górę i w dół
-Co Ty żartujesz sobie przyjechałeś na Teneryfę żeby w łóżku leżeć, w Łodzi było zostać - powiedziałam i zaczęłam wstawać
-Nie ważne gdzie, ważne, że z Tobą - przyciągnął mnie do siebie i pocałował- Ale tak serio to wstawaj, bo idziemy na Jet Ski
-Skąd wiedziałeś ? - byłam w szoku tym gdzie mnie zabiera
-W spale rozmawiałaś o tym z Krzyśkiem i widziałem jak Ci się to podobało - pocałowałam go i poszłam założyć mój nowy  strój kąpielowy, wyszliśmy.
 Było tak cudownie, całe dnie spędzaliśmy na pięknej wyspie cały czas razem, ale w głowie nadal miałam te okropne myśli, że za dwa miesiące będę musiała się z nim pożegnać.
-O czym myślisz kochanie? - zapytał przy kolacji
-Aa o czym ja mogę myśleć ? - odpowiedziałam pytaniem
-Myślałem, że Ci się tu podoba - spuścił głowe w dół
-Oczywiście, że tak - podnoszę jego podbródek - Tylko ja nie mogę sobie jakoś wyobrazić tego, że za kilka miesięcy ja będę tak daleko od Ciebie
-Może się przejdziemy ? - zapytał nagle
-Chodźmy - chwycił mnie mocno za rękę jak by się bał, że mu ucieknę. Szliśmy chwile w ciszy nagle się zatrzymał spojrzał mi głęboko w oczy i zaczął swój monolog
-Czy Ty myślisz, że mi jest łatwo ? Będę tyle kilometrów zdalna od Ciebie, jesteś dla mnie ogromnym wsparciem, teraz po tej Lidze było mi ciężko, ale wiedziałem, że jesteś obok i zawsze mogę na Ciebie liczyć. Chciałbym, żeby tak było zawsze, że mogę podejść do band i przytulić się do mojej ukochanej w smutku lub radości i pomimo tego, że znamy się tak krótko wiem, że chce spędzić z Tobą całe swoje życie, ten rok we Włoszech nie zmieni nic i proszę Cię nie myśl już o tym, bo dołujesz i mnie. Kocham Cię - zaskoczył, a ja wbiłam się w jego usta , dosłownie bo go ugryzłam :)
-Ja Ciebie też, bardzo  - teraz to on złożył namiętny pocałunek na mych ustach
-Aa mówiłem Ci, że cudownie  wyglądasz? - spytał
-Nic takiego nie słyszałam - zaśmiałam się
-Jesteś tutaj najpiękniejsza - podniósł mnie i pocałował. Wziął mnie na ręce i tak wróciliśmy do pokoju.
Będąc na wyspie zrozumiałam, że chce być z nim zawsze i na zawsze, dlatego będąc już w pokoju zaczęłam go namiętnie całować, na początku był w lekkim szoku, ale po chwili zrozumiał o co mi chodzi, chwycił mnie w swe silne ramiona i zaniósł do sypialni. Wiedziałam, że czeka na mój znak, dlatego zaczęłam zdejmować mu koszule, potem to on  przejął inicjatywę i zaczął mnie rozbierać. Zanim zaczął spojrzał na mnie, uśmiechałam się wiedziałam, że to mu wystarczy, był tak strasznie delikatny, jakby bał się, że zrobi mi krzywdę.
-Kocham Cię - powiedział zmęczony i zdyszany
-Kocham Cię - na te słowa zaczął pracować jeszcze szybciej, moje paznokcie wbijały się w jego plecy. Pomimo, że byłam nie doświadczona czułam się cudowanie. Po chwili opadł na moje zmęczone ciało, ciężko oddychając. Po chwili nasze oddechy się wyrównały.
-Czy Ty - przerwał
-Tak, pierwszy raz  - odpowiedziałam, bo wiedziałam o co mu chodzi
-Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy- mocno przytulił się do mojego nagiego ciała
-Dla mnie też - powiedziałam tuląc się w niego, nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy
Budząc się rano nie zobaczyłam siatkarza tylko piękną białą róże, z dołączoną karteczką:
Śpioszku jeśli wstaniesz proszę ubierz się i zjedź windom na parter tam dostaniesz kolejne wskazówki 
PS. Bardzo Cię Kocham  
 Zrobiłam tak jak pisało, ubrałam się </ a> i zjechałam windom na sam dół. Rozejrzałam się, nigdzie nie widziałam nic specjalnego podeszłam do recepcji, akurat była polska recepcjonistka wiec zaczęłam z nią rozmawiać
-Dzień dobry ja chciałam zapytać czy nie ma może Pani jakiejś informacji dla mnie, gdyż mój chłopak zostawił mi karteczkę z której nic nie wiadomo tylko tyle, ze mam znaleźć więcej na dole dlatego pytam, bo w wokół nic nie widzę.
-Pani Diana tak?
-Tak, przepraszam nie przedstawił się
-Tak jest dla Pani informacja proszę bardzo, powodzenia życzę - uśmiechałam się i odeszłam na bok aby przeczytać
Wiedziałem, że mam mądrą dziewczynę która pójdzie i zapyta, a nie będzie szukać :) 
Kochanie wyjdź z hotelu, stoi przed nim taksówka, wsiądź do niej i  o nic się nie martw kierowca wie gdzie ma jechać i ma zapłacone 
- Good morning
-Good morning - uśmiechał się i ruszył, na fotelu zobaczyłam tym razem czerwoną róże, z karteczką
Nie wyrywaj płatków przecież wiesz, że Cie kocham ;*
Nagle kierowca się zatrzymał spojrzał na mnie i powiedział
-He loves you - spojrzała i się uśmiechałam - go ;)
-Thank you, goodbye
Wysiadłam z taksówki i zdałam sobie sprawę, że nie wiem co dalej. Nagle podbiegł do mnie jakiś chłopczyk i wręczył i karteczkę
Chwyć małego za rączkę on Cię zaprowadzi 
-Dasz mi rączkę ? - mały się uśmiechnął i chwycił moją dłoń, prowadził mnie do zatoki na której dał mi kolejna karteczkę
Teraz daj małemu buziaka i idź cały czas prosto nawet jeśli miałabyś wpaść do wody;)
Kucnęłam do malucha, nadstawił policzek i uciekł, spojrzałam jeszcze raz na kartę
-Jaki on jest głupi- powiedziałam sama do siebie i się zaśmiałam. Szłam prosto i nagle stanęłam przed pięknym luksusowym jachtem. Naglę ktoś mnie mocno przytulił
-Myślałem, że już nie przyjedziesz, tęskniłem
-Wystraszyłeś mnie głupku - odwróciłam się i go pocałowałam
Ciąg dalszy nastąpi ...

wtorek, 1 października 2013

Rozdział 16

Przez cały tydzień błąkałam się po całym mieszkaniu bez celu. Brakowało mi chłopaków. Strasznie za nimi tęskniłam, przez ten miesiąc staliśmy się rodziną, bez której teraz nie wyobrażałam sobie mojego życia. Rozmawiałam z nimi tylko ze dwa razy, gdyż cały czas mieli treningi przed pierwszymi meczami z Brazylia. Dzisiejszego dnia miała przyjechać do mnie Natusia, cieszyłam się na jej przyjazd. Dawno się z nią nie widziałam, chciałam nadrobić ten czas. Koło dziesiątej wstałam, ubrałam się i wyszłam zrobić zakupy. Postanowiłam zrobić jej maleńki prezent i kupiłam jej piękny zegarek, który spodobał jej się podczas ostatniej wizyty. Podczas powrotu do domu zatrzymała mnie mała dziewczynka prosząca o autograf i zdjęcie, niby nic, a tak cieszy ;).  Szybko weszłam do mieszkania i zaczęłam robić obiad, Natala miała być za godzinkę, a nic nie było gotowe. Pierwszy raz na jej przyjazd tak się stresowałam, sama nie wiem czemu.
Kiedy wszystko było gotowe, w drzwiach zobaczyłam moja ukochana przyjaciółkę, wyściskałam ja za wszystkie czasy, zjadłyśmy obiad i zaczęłyśmy rozmawiać.
-Naprawdę zdaje mi się, że Karol nie jest ze mną szczęśliwy. Sama zobacz jaki Bartek jest czuły i kochany wobec Ciebie, a Karol ? Ja nie wiem, może przesadzam, ale ostatnim czasem cały czas się kłócimy on jest jakiś poddenerwowany gdy ze mną rozmawia, a przecież nigdy tak nie było, już sama nie wiem co mam o tym myśleć
-Daj mu trochę czasu, może po prostu chodzi o te mecze, wiesz bronią tytułu, może będzie okej musisz myśleć pozytywnie - starałam się ja pocieszyć.
Rozmawiałyśmy tak jeszcze długo, aż koło północy poszłyśmy spać.
-Natala zaspałyśmy! Kurwa jest dwunasta, wstawaj do cholery ! - zaczęłam się drzeć na całe mieszkanie
Obie nerwowo wstałyśmy. Natala zajęła łazienkę, a ja zajęłam się śniadaniem.
-Kochana jak Ty pięknie wygadasz - powiedziałam widząc
przyjaciółkę
-No Ty też niczego  sobie
- hahaha dzięki - zaśmiałam się - liczyłam na coś bardziej oryginalnego
-Nie przeginaj
-To co jedziemy ? - spytałam
-Tak chodź - zeszłyśmy na dół i ruszyłyśmy w dwugodzinną podróż
//
-Cześć kochanie, gdzie jesteście ?
-Będziemy za jakieś 20 minut, bo są korki
-Przyjedziecie pod hotel czy na Torwar od razu ?
-Wiesz co nie jadłyśmy praktycznie nic wiec chyba na hale
-Dobrze, to do zobaczenia, bardzo tęsknie
-No ja też, do zobaczenia
//
-Bartuś dzwonił ?
-Tak, pytał się za ile będziemy
-Oj zakochańce wy
-A wy to nie ?
-No dobra może trochę, nie mówiłam Ci wczoraj, ale zastanawiałam się czy się do Łodzi nie przeprowadzić
-Kochana  to cudowny pomysł, zamieszałybyśmy we dwie
-Nie obraź się, ale myślałam żeby zamieszać z Karolem.
-Głupia ja
-Wiesz kocham go, chce z nim być, a tak mało się widujemy, chce budzić się przy nim i zasypiać po prostu być - na te słowa zrobiło mi się strasznie przykro, łza spytała mi po policzku- Dianka czy ja powiedziałam coś nie tak ?
-Nie oczywiście to normalne, po prostu za kilka miesięcy Bartek wyjeżdża i jakoś sobie nie mogę tego wyrazić
-Ej on tu jeszcze jest wiec nie rycz mi tutaj tylko głowa do góry, jedziemy na pizze
Po godzinie byłyśmy już pod warszawska hala, na którą schodzili się już biało-czerwoni kibice, gdy zobaczyłam mojego ukochanego serce od razu mocniej mi zabiło, on od razu podszedł i się do mnie przytulił, nie liczyło się nic tylko jego obecność.
-Tak strasznie tęskniłem -wyszeptał mi do ucha
-Ja też - powiedziałam łamiącym się głosem
-Ej maleńka co się dzieje ?
-Nic, po prostu bardzo mi Ciebie brakowało, ale nie ważne porozmawiamy po meczu, trzymam kciuki - pocałował mnie i odszedł
Mecz rozpoczął się pd zagrywki Siuraka, ale Brazylijczycy bez problemów zdobywają pierwszy punkt, przez pierwsze minuty nie radzimy sobie najlepiej i przegrywamy 7:3. Po kilku ciekawych akacjach doprowadzamy do remisu, ale przegrywamy pierwszego seta do 22. Widząc miny chłopaków, aż serce się kraje. Bartek spojrzał tylko na mnie lekko się uśmiechnął i wszedł na płytę boiska by rozpocząć drugiego seta, który  też został przegrany przez naszych.
-Kochanie będzie dobrze, dacie rade - pocieszałam przygnębionego Bartusia
-Nie wiem co się z nami dzieje, na treningach wszystko było okej, a teraz jesteśmy bezradni
-To jest dopiero pierwszy mecz wszystko się jeszcze może zdarzyć
- Muszę już iść - pocałował mnie i odszedł
Ten set nie zaczyna się dla chłopaków szczęśliwie już na samym początku przegrywają 3:0, ale nie poddajemy się i walczymy punkt za punkt. Po bloku na Vissottcie w naszych chłopakach budzi się chęć do walki. Grają lepiej, cały czas prowadza, ale Brazylijczycy nie poddają się i nas gonią przy stanie 18:18  zaczyna się walka. Przy stanie 22:21 zadziałał potrójny blok Polskiego zespołu, teraz już nic nie może ich zatrzymać i wygrywają tego seta do 22. Na twarzach chłopaków po raz pierwszy dzisiaj pojawił się uśmiech każdy wierzy, że to może być ten przełomowy moment i jeszcze wygramy z reprezentacja Brazylii. Następny set zaczyna się od prowadzenia przeciwników, cały czas to my gonimy Brazylijczyków, niestety nieskutecznie i przegrywamy z nimi 3:1. Chłopaki dziękują kibicom, zrezygnowani schodzą z boiska, od razu podchodzę pod bandy reklamowe do których od razu podchodzi mój ukochany i się przytula.
-Kocham Cie- szepcze mu do ucha
-Dobrze, że jesteś - przytula mnie jeszcze mocniej
-Niech się Pan nie przejmuje, jesteście od nich lepsi i w niedziele im pokarzecie, ja w was wierze i nie tylko ja, kochamy was i znamy wasze możliwości. Dumni po zwycięstwie wierni po porażce - mówi mała, może pięcioletnia dziewczynka, rączką prosi aby siatkarz się zniżył , daje mu buziaka w policzek i odchodzi. Na twarzy Bartka od razu pojawia się uśmiech.
Spędzam z Kurkiem cudowny wieczór, chodź wiem, że myśli o przegranym meczu nie okazuje tego, długo rozmawiamy, rozchodzimy się dopiero około drugiej. Budzę Natalkę, śpiąca w ramionach mojego przyjaciela, zmęczone wracamy do Łodzi od razu zasypiam.
Liga światowa szybko się kończy dla chłopaków, są załamani chcieli obronić tytuł, stać na podium niestety nie udało im się to. Niestety ...



poniedziałek, 16 września 2013

to juz osiem lat ...

Wszyscy pamietamy o tym dniu, dniu, który na zawsze będzie w naszych sercach, w serach prawdziwego kibica, dzień 16 września 2005 roku zawsze będzie w naszej  pamieci, niestety tego właśnie dnia straciliśmy cudowanego siatkarza, a mianowicie Arkadiusza Gołasia, ale  zawsze bedzie w naszych serduchach i pamieci !

Tam na dnie.. został Twój ślad...

8 lat... jak jeden dzień zleciało...
serce kibica, pamiętać nie przestało..



http://www.youtube.com/watch?v=ZLcU-nkOa_U

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 15

Obudziły mnie głośne krzyki dochodzące z za drzwi, wstałam i wyszłam z pokoju.
-Czy moglibyście się zamknąć z łaski swojej? - wykrzyczałam pół żywa
-O.o jest i Diana - krzyknął Winiar
-Spytajmy jej - rzucił Możdżonek 
-Dlaczego nam nie powiedzieliście? - spytał oburzony Piter
-Ja jako Twój przyjaciel nie powinienem się dowiadywać z gazet - powiedział Karol
-Ale panowie o co chodzi? - spytałam ziewając
-O to! - krzykneli chórem i pokazali mi zdjęcie w gazecie, zaczęłam się śmiać
-Przepraszam bardzo, ale z czego Ty się śmiejesz? - spytał Zator
-Jak to z czego? Z was ! Wielkie mi  haaloo - po raz kolejny się zaśmiałam 
-Co się tak wszyscy drzecie? - na korytarzu zjawił się równie jak ja zaspany Kurek - O cześć kochanie- pocałował mnie, a wszyscy siatkarze wielce się zdziwili. 
-Zobacz jesteśmy w gazecie - pokazałam mu, a ten zaczął czytać  zamieszczony artykuł
-26-letni siatkarz Bartosz Kurek wraz ze swoją dziewczyną Diana Wróblewską byli widziani w ostatnim czasie na gdańskiej plaży. Para przyjmujących podczas weekendowego odpoczynku okazywała sobie wiele czułości i ciepła. Świadkowie odpoczywający wraz z siatkarzami komentują zdarzenie tak :
- Widać, że są ze sobą od dawna. Spędzali ze soba każda wolną chwile, ale pomimo to nie zapominali o fanach i nie odmawiali zdjęcia czy autografu ;
- Podczas tego krótkiego pobytu można było zauważyć, że dogaduja sie bez słów, są po prostu dla siebie stworzeni.
Młodej parze życzymy szczęścia, miłości i samych sukcesów zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym . - Zakonćzył 
-Ale trzeba przyznać ładnie wyszliśmy - wszyscy wybuchli śmiechem 
-Chodźcie na śniadanie - krzyknął łysy terrorysta
-Ja jeszcze muszę iść do pokoju
-Och Dianka jaka ładna piżamka - wszyscy nagle na mnie spojrzeli
-Nie patrzcie tak na moją przyszłą żonę - zasłonił mnie Bartek 
-Patrzcie jaki zorro - powiedział Krzysiek 
-Dobra chodźmy już - powiedział El'capitano
Wchodziłam do pokoju, a tu nagle ktoś zasłonił mi oczy ręką i zaczął namiętnie całować
-Bartuś musze się przebrać - mówiłam między pocałunkami 
-To ja całą no spędziłem samotnie, a Ty teraz mnie wyganiasz? - powiedział smutno - Dobrze, pójdę - odwrócił się i zaczął wychodzić z pokoju. - Co Ty robisz wariatko? - spytał kiedy wspokoczyłam  mu na plecy
-Ja też tęskniłam - pocałowałam go - Ale teraz wyjdź, bo sie muszę przebrać 
-Ja chętnie popatrze - zaczął śmiesznie poruszać brwiami 
-Tam są drzwi - pokazałam, siatkarz skradł mi jeszcze buziaka i wyszedł z pokoju. 
Przypomniałam  sobie, że dziś jest dzień mojego wyjazdu. Nie chciałam rozstawać się z chłopakami i tym bardziej teraz z Bartkiem, ale wiem, że teraz nic nie może im przeszkadzać. Szybko spakowałam swoje walizki i wyszłam z pokoju. Stołówka była już zamknietą wiec poszłam na hale, w której powinni trenować nasi siatkarze, niestety nie było ich tam. Zrezygnowana wróciłam do pokoju i zaczęłam przeglądać różne strony internetowe, na których było teraz pełno naszych wspólnych zdjęć. Wszystkie zapisałam sobie na komputerze. Podczas tego krótkiego wyjazdu tak naprawdę nic się pomiedzy nami nie zmieniło, ale było inaczej. Teraz wiem, ze on jest mój i nie oddam go nikomu za nic na świecie. Z mojego transu wyrwał mnie dźwiek SMS od mojego Bartusia.
Bartuś:
Kochanie musimy porozmawiać proszę Cię wsiądź do windy i naciśni -1
Ja:
Coś się stało?
Bartuś:
Nie pytaj, tylko zrób o co Cię proszę. 
Zmartwiona i lekko poddenerwowana ruszyłam w stronę windy. Zobiłam to co nakazał siatkarz, wysiadając na wskazanym piętrze nie widziałam komplentnie nic. Nagle poczułam kogos dotyk na sobie. Napastnika uderzyłam z łokcia w brzuch. 
-Ałł nie tak mocno - usłyszłam 
-Przepraszam nie chchaiałam, ale nic nie widze
-Dobrze, choć tam bedziemy mogli spokojnie porozmawaiać
W tych ciemnościach nie widziałam nic i w dodatku martwił mnie ten obojetny głos ukochanego. Nagle otworzył jakies wielkie drzwi, a wszyscy krzykneli NIESPODZIANKA. Początkowo nic nie widziałam, bo bylam oślepiona jakimiś światłami, ale nie dało się nie rozpoznać bandy dwumetrówców. Na stałach było pełno jedzenia i różnych trunków, na scenie stały mikrofony a, nad nimi napis : JESTEŚ JEDNĄ Z NAS !
Troszeczkę się wzruszyłam, to było takie miły, niedługo mają bardzo ważne mecze, a oni robią mi przyjęcie na pożegnanie. Tak bardzo się do nich przyzwyczaiłam i ich pokochałam, że nie wiem jak wytrzymam bez nich. 
-Proszę wszystkich o uwage i cisze, bo jednak zmienie zdanie i nie będziecie mogli się dziś napić - zaśmiał się Andrea - Dzisiaj chciałem po raz ostatni w naszym gronie powitać , a zarazem pożegnać naszą kochana Diankę. Podkręślam naszą, bo nie każda kobieta jest w stanie wytrzymać z taką bandą tyle czasu - wszyscy wybuchli smiechem, a ja śmiałam się przez łzy, poczułam jak mój kochany przytula mnie do siebie - Ten miesiąć był dla mnie bardzo owocny, nie tylko dlatego, że trenowałem was moi drodzy  panowie, ale też dlatego, że zyskałem córkę, tak Dianko mówie o Tobie. Przez ten miesiac widziałem jak dawałaś z siebie wszystko, jak pokazywałaś, że potafisz walczyć, jak płakałaś z braku sił, jak cieszyłaś się z każdego zdobytego punktu, w końcu nie każdy potrafi pokonć Igłę, a Tobie się to udawało, ale najbardziej cieszyły mnie Twoje szczęsliwe oczy kiedy byłaś blisko naszego Bartsia. Nie chwaląc się od samego początku wiedziałem, że coś z tego bedzie i ciesze się, bo oboje zasługujecie na szczęscie. A co mnie boli najbardziej to brak powołania dla Ciebie do reprezentacji i jeśli sytuacja się powtórzy sam nakope Makowskiemu. Kończąc swój monolog jeszcze raz dziękuje, nie tylko w imieniu chłopaków, ale też swoim, bo po raz pierwszy miałem córkę, zawsze mam tylko bandę goryli - wszyscy po raz kolejny wybuchli smiechem, a ja wtuliam się w ramiona kochanego Anastasiego.
Następnie na scene wgramolił się nie kto inny jak Krzysiu 
- Raz, dwa, raz, dwa, no już waszą uwagę ściagnąłem- jak zwykle wszyscy wybuchli smiechem - Nasz trener powiedział prawdę pokonałaś mnie byłaś nawet lepsza od Kurasia 
- Ej ! - krzynął Bartuś
- Kochanie wątpisz w to ?! - spytałam 
-Już go krótko trzyma - znowu na sali towarzysto się pobudziło- Pierwszego dnia Twoja obecność była dla nas zaskującym przeżyciem dlatego iż żadko trenuje z nami ktoś kto nie jest powołany i w dodatku to kobieta. Tym którzy Cię nie znali wydawało się co taka drobniutka dość wysoka brunetka może nam pokazać ? A Ty pokazałaś, pokazałaś nam jak walczyć do końca choć nie wszyscy w Ciebie wierza to własnie Ty pokazywałaś, że mogą się mylić. Na boisku już nie byłaś ta maleńką osóbką, tam byłaś górą, którą nie każdy da radę pokonać, ale znajdą się i tacy co będą próbować, ale Ty pojedziesz im taką piekną prostą. I teraz choć nas opuszczasz to i tak jesteś z nami, bo zawsze będziesz w naszych serduchach i w moich filmikach no i będzie jeszcze Kuraś, który teraz będzie gadał jak ma z Toba dobrze i jak on Cię kocha, potem też tak bedzie gadał o waszych dzieciach i jestem tego tak pewny dlatego, że kochacie siebie bardziej niż siatkówke, a to wielka sztuka. - Po tych słowach tylko przytuliłam się do Igiełki 
- Nie wiem co mam wam powiedzieć, to może być dziwne, bo wam zawsze wiedziałam co powiedzieć - zaśmiali sie - Ten miesiąć to najlepsze co mnie w życiu spotkało i chyba osobiście powinnam podziekować Makowskiemu, że mnie nie powołał. Spotkanie z wami wszystkimi było kiedyś marzeniem, które miało lipne szanse na zrealizowanie, a tu prosze pozanałam was. I teraz czuje się osobą spełnioną dlatego iż mam was i nie potrzebuję wiecej do szczęscia. Wiem również to, że w nocy o północy będę mogła na was liczyć. Dzięki trenerowi poznałam miłość swojego życia, cudownych przyjaciół, ale też wiele się nauczyłam, a szczególnie kręcenia nadgarsteiem tak żeby zmylić Igłę, a skoro zmyliłam najlepszego libero na świecie to żadna siatkarka mi nie straszna. Trenerze Tobie dziękuje za to, że byleś chodź nie musiałeś, wspierałeś mnie i uczyłeś, zawsze z chęcią wstawałam z łóżką na myśl o trenigu, który stał się dla mnie piorytetem. Teraz wyjeżdzam z bólem serca, bo będe za wami strasznie tęsknić, ale wiem, że spotkamy się nie raz. Dziękuje wam z całego serducha za wszystko, a teraz się porządze i pijmy !
Wszystko zleciało strasznie szybko, z każdym siatarzem zamieniłam kilka słów, Andrea podziękował mi, ze tak ich zmieniłam i wparłam w nich nowego ducha. Nawet nie wiem kiedy wypiła godzina dwudziesta, godzina ta wskazywała, że już czas, juz muszę się z nimi pożegnać, ale na szczęscie nie na długo.  Poszłam z Bartkiem na góre po swoje rzeczy. 
- Będzie mi tu Ciebie cholernie brakowało - powiedział ze łzami w oczach 
- Kochanie już niedługo znowu sie zobaczymy i zobaczysz jeszcze będziesz miał mnie dosyć. Teraz musisz się skupić na meczu, ja zawsze będe przy Tobie. - przytuliłam go mocno, a spływającą łzę szybko wytarłam
- Kocham Cię - szepnał mi do ucha 
- Ja Ciebie kocham bardziej - pocałował go 
Razem z Bartusiem zeszliśmy na dół gdzie czekała na mnie cała osiemnastosobowa drużyna wraz ze sztabem i trenerami. Ostatni raz przytuliłam się z każdym i odjechałam. Do mojego łódźkiego mieszkanka dojechałam po dziesiątej, usiadałam na swojej wygodnej kanapie i od razu usłyszałam telefon.
  //
-Słucham?
-Kochana wiem, że jesteś zapracowana, ale żebym ja dowiadywała się o Twoim związku z gazet? - usłyszałam głos przyjacióki
-No wiesz treningi, ten wyjazd, nie było okazji żeby to zrobić
-Opowiadaj, a nie zrzędzisz mi tutaj teraz
-No więc... - zaczęłam opowiadać dokładnie z każdym szczegółem 
-Ale z niego słodziak, Karol taki nie jest ...
-Oj daj spokój, wiesz że Cię kocha 
-Tak wiem od Ciebie lamusko
-Ej bez takich mi tu 
-Kiedy się widzimy ?
-Oj Natalka no jak to kiedy? W piątek mecz i umaiwałyśmy, się że jedziemy razem ode mnie - wykrzyczałam do słuchawki 
-Całkowicie o tym zapomniałam, w taki  razie do zobaczenia
-No pa mordko - posłałam jej kilka całusków
//
Napisałam jeszcze Kurasiowi sms i zmęczona całym dniem zasnałam. 

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 14

Następnego poranka obudziłam się w swoim pokoju wzięłam szybki prysznic, ubrałam i wyszłam na śniadanie. Tak jak myślałam na stołówce nie było żadnego siatkarza, wzięłam swoją porcję i siadłam przy oknie. Cały czas rozmyślałam gdzie Bartek może mnie dzisiaj zabrać. Po wyjściu ze stołówki poszłam do pokoju, włączyłam laptopa i odpisałam wiadomości od znajomych. Nawet nie zorientowałam się jak minęły mi 3 godz, szybko przebrałam się i gotowa wyszłam z budynku. Na ławce siedział już Bartuś
-Zgadnij kto to - powiedziałam zakrywając oczy siatkarzowi, ten tylko odwrócił się i pocałował mnie w policzek - To gdzie jedziemy? - spytałam w drodze na parking
-Dowiesz się w swoim czasie - powiedział otwierając mi drzwi od strony pasażera
-Wiesz, że Cię nienawidzę - było to bardziej stwierdzenie niż pytanie 
-Wiem, że mnie kochasz - zaśmiał się i mnie pocałował
-Ooo jak szłodko - powiedziałam przyciągając siatkarza bliżej siebie
-Rzygam tęczą - powiedział pomiędzy pocałunkami
-Chyba mieliście już jechać dzieciaki- otworzył nagle drzwi Ignaczak, odruchowo oderwaliśmy się od siebie
-Igła jak mogłeś taką romantyczną chwile przerwać - zaśmiał się stojący z tyłu Kuba
-Aaa walcie się - pokazałam im język i zamknęłam drzwi, przyjmujący zaśmiał się
-To jak jedziemy ? - spytał
-Jedziemy - na te słowa Bartek odpalił samochód i ruszyliśmy w stronę Łodzi. Bartuś zatrzymał się na jednej ze stacji aby zatankować samochód. Spojrzałam na widniejący przede mną GPS i oczom nie wierzyłam
-GDAŃSK?! SERIO?! - spytałam
-A czemu nie? - spytał zdziwiony siatkarz
-To jest ponad trzysta kilometrów, a my mamy dzień - powiedziałam lekko zdenerwowana
-Jeden cały dzień tylko dla siebie - ujął moją twarz w dłonie i ją pocałował. Nagle jakiś młody chłopak wylał nam na szybę wiadro wody oboje zaczęliśmy się śmiać. Dalsza droga minęła nam na zdzieraniu gardeł , po 4 godzinach dojechaliśmy. Zatrzymaliśmy się przed ładnym czterogwiazdkowym hotelem. Bartek wyjął nasze torby złapał mnie za rękę i ruszył w stronę wejścia.
-Dzień dobry rezerwacja na nazwisko Kurek - powiedział do recepcjonistki
-Proszę oto klucz, trzecie piętro, pokój 101 - powiedziała blondyna ciesząc się jak głupia
-Dziękuję - uśmiechnął się i wziął klucz
-Jakie czułości - zaśmiałam się
-Zazdrosna? - zrobił minę w stylu ;>
-O Ciebie? Proszę Cię nie rozśmieszaj mnie - odpowiedziałam śmiejąc się
-Wiesz co poczekaj idę się po numer wrócić - powiedział kładąc rzeczy na podłodze, złapałam go za koszulkę, mocno do siebie przyciągnęłam i namiętnie pocałowałam.
-Nadal chcesz iść po ten numer - spytałam zadziornie
-Chyba będę miał ciekawsze rzeczy do roboty - zaśmiał się i mnie przytulił. Lubiłam gdy oplatał swoje silne ramiona wokół mojej szyi mocno przyciskał mnie do siebie, czułam się wtedy taka bezpieczna
-To tutaj - wyrwał mnie z rozmyśleń głos przyjmującego - Ale tu ładnie, jejku Bartuś zobacz jaki piękny widok - powiedziałam otwierając balkon, siatkarz od razu do mnie podszedł i znowu mnie przytulił.
-Zbieraj dupcie idziemy na spacer - powiedział po dłuższej chwili. Po wyjściu z hotelu szybko dotarliśmy nad nasz piękne Polskie Morze, pogoda była idealna na takie spacery. Szliśmy wzdłuż plaży trzymając się za ręce
-Zobacz jaki piękny zachód słońca - powiedziałam odwracając się w stronę Bartka -Zostaniesz moją dziewczyną? - spytał mnie Bartuś szepcząc mi do ucha
-TAAAK! - Krzyknęłam, siatkarz od razu przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Obiął mnie od tyłu i tak patrzyliśmy na zachodzące słońce
-Chodź dalej - powiedział po dłuższej chwili błagalnym głosem
-Ale ..
-Proszę - przerwał mi w pół Kurek łapiąc mnie za rękę
-Skoro tak bardzo chcesz - szliśmy dłuższą chwile, nagle moim oczom ukazał się zastawiony stolik, na nim świece, a obok kelner
-Dziękuje - powiedział Bartuś podając mi piękną czerwoną róże
-Ale za co ?
-Za zrobienie mnie najszczęśliwszym facetem na Ziemi - na te słowa pocałowałam go 
-Kocham Cię - powiedziałam patrząc mu głęboko w oczy
-Ja Cię kocham bardziej - powiedział czule całując mnie w czoło. Przy kolacji długo rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Do hotelu wróciliśmy koło dwudziestej.
-Idę kąpać się pierwsza - krzyknęłam od razu w drzwiach
-A może tak razem? - spytał poruszając śmiesznie brwiami
-Bartuś główka Cię boli, że takie pierdoły wygadujesz? - zaśmiałam się i weszłam do sypialnianej części pokoju - Bartek cholera jasna dlaczego tu jest tylko JEDNO łóżko - wydarłam się -No bo wiedziałem, że się zgodzisz - powiedział jak to by było oczywiste
-Weź sobie poduszkę, bo śpisz na kanapie - powiedziałam wchodząc do łazienki. Pod prysznicem zastanawiałam się nad sensem tego związku. Niby teraz jesteśmy razem i wszystko ładnie, pięknie, ale za kilka miesięcy już tak nie będzie, będziemy musieli rok żyć z dala od siebie i na samą myśl o tym nasuwa się pytanie CZY DAMY RADĘ?
-Misia długo jeszcze ? - z rozmyśleń wyrwał mnie głos Bartka
-Dziesięć minut - wyszłam z prysznica, umyłam zęby, założyłam piżamę i wyszłam
-Nareszcie - powiedział teatralnie Bartek po czym wszedł do łazienki. Ja położyłam się na łóżku i patrzyłam w sufit - Nad czym tak myśli moja księżniczka?
-Jak sobie wyobrażasz przyszłość ? - spytałam
-No jak to jak oczywiście z Tobą - powiedział i pocałował mnie w czółko
-Ale ja się pytam o ten rok, Ty wyjedziesz do Rosji ja zostanę - powiedziałam, a po moich policzkach poleciały pojedyncze łzy
-Ej księżniczko nie płacz - otarł moje łzy - Wiem, że wyjeżdżam, ale wiem, że damy rade. Wiem też, że krótko się znamy, ale zobacz jak nas do siebie ciągnęło, pokochałem Cię od pierwszego obejrzenia i nie zaprzepaszczę tego. Chce być z Tobą na zawsze - powiedział i przytulił mnie mocno
-Jesteś pewien? - spytałam cichutko, od podniósł mój podbródek i patrząc mi głęboko w oczy powiedział -Gdybym nie był nie pokochałbym Cię i nie chciałbym być z Tobą na zawsze - pocałowałam go
 -Dziękuje - powiedziałam
 -Za co ? - zaśmiał się
 -Za miłość - on pocałował mnie
-Ale szłodko - powiedzieliśmy jednocześnie i wybuchliśmy śmiechem
-Ej idziemy spać jest po jedenastej - powiedziałam patrząc na zegarek
 -To dobranoc -powiedział przyjmujący po czym zgasił lampkę i wtulił się w poduszkę
 -Że co proszę? Do widzenia - powiedziała pokazując drzwi
 -No, ale misia tam jest niewygodnie - mówił
 -Było nie być takim pewniakiem kochanie - powiedziałam po czym pocałowałam go w policzek i w ręce dałam poduszkę
-Serio muszę iść? - zapytał wstając
-Musisz - powiedziałam od razu
-Co za baba - powiedział pod nosem
 -Słyszałam - zaśmiałam się, zostałam sama, wtuliłam się w poduszkę i chciałam usnąć, ale nie mogłam cały czas słyszałam kręcenie się Bartka na kanapie
-No dobra chodź tu - na te słowa dwumetrowiec w chwili pojawił się obok - Tylko bez zbereźnych myśli - powiedziałam śmiejąc się
 -A przytulic się mogę? - niepewnie spytał
-To Twój obowiązek - powiedziałam po czym wtuliłam się w jego tors i tak zasnęłam. Rano obudziłam się wtulona w mojego Bartusia, jak to fajnie brzmi mojego, nie chcąc go budzić więc nic nie zrobiłam. Wpatrywałam się w jego zaspaną mordkę, tak bardzo chciałabym budzić się już przy nim codziennie. Zaczęłam gładzić jego twarz budząc go przy tym, ten nic nie mówiąc przysunął mnie do siebie i mocno pocałował.
 -Dzień dobry - powiedziałam
 -Kocham Cię - zanucił pod nosem
 -Tak się mogę budzić zawsze
 -To jak po powrocie wprowadzam się do Ciebie ? - zaśmiał się
-Ty to teraz myśl o meczu, bo pierwszy już w piątek
-Z taka czirliderką jak Ty to każdy mecz wygramy - zaśmiał się i pocałował mnie
 -Co dzisiaj robimy?
-Zjemy na mieście, bo na śniadanie w hotel nie ma co liczyć, potem pójdziemy na plaże, wrócimy i tak koło szesnastej jedziemy
 -To ja idę zająć łazienkę - powiedziałam wstając z łóżka 
-Nie zapomniałaś czegoś?
-Czego? -zrobiłam minę ;> Bartek nagle wstał i wyjął ze swojej walizki mój strój kąpielowy
- Skąd go masz?
-Poprosiłem Kłosa żeby pojechał, a że miał klucze to żaden problem - zaśmiał się
-Ale dziady, muszę zmienić zamki w drzwiach - zaśmiałam się i weszłam do łazienki, ubrałam się i umalowałam po czym wyszłam. Bartek był już ubrany, wszedł do łazienki tylko umyć zęby. Ruszyliśmy uliczkami Gdańska trzymając się za ręce, niektórzy ludzie prosili nas o autografy ( tak mnie też, oczywiście większość Bartka to przecież oczywiste ). Weszliśmy do przytulnej restauracyjki, zamówiliśmy śniadanie po czym ruszaliśmy na plaże. Pogoda była cudowna, było ponad 28 stopni ciepła, rozłożyłam się na ręczniku, Bartek od razu wskoczył do wody, która o dziwo też była ciepła.
-Chodź do wody - usłyszałam skamlenie
 -Nie, chce się zrelaksować i poleżeć - powiedziałam nie otwierając oczu, nagle poczułam, że się unoszę szybko otworzyłam oczy i obaczyłam jak mój ukochany niesie mnie w stronę morza - Boże,jak ja Cię nienawidzę - powiedziałam po czym zanurzyliśmy się w wodzie. Początkowo nie chciałam nic robić, bo byłam zła, ale potem zaczęliśmy się wygłupiać, pluskać, skakać, pod woda pokazywaliśmy sobie serduszka i całowaliśmy się. Wychodząc z wody widzieliśmy, że sporo osób robi nam zdjęcia, ale nie przejmowaliśmy się tym. Około piętnastej ruszyliśmy do hotelu, szybko się ogarnęliśmy i tak tak jak planowaliśmy wyjechaliśmy. Całą drogę śpiewaliśmy, widzący nas ludzie mieli niezły ubaw. W Łodzi zatrzymaliśmy się i postanowiliśmy coś zjeść, jak się okazało lubiliśmy tą samą restaurację, więc też tam pojechaliśmy. Po godzinie ruszyliśmy w dalsza drogę, którą całą przegadaliśmy. Po niecałej godzinie byliśmy w spalskim ośrodku, oboje zmęczeni pożegnaliśmy się i poszliśmy do swoich pokoi. Od razu poszam pod prysznic, założyłam piżamkę i poszłam spać.

niedziela, 26 maja 2013

Rozdział 13

Tydzień w spalskim ośrodku minął strasznie szybko. Z siatkarzami zachowywaliśmy się jakbyśmy się znali dobrych kilka lat. Z Krzyśkiem robiliśmy chłopakom różne akcje, z których ubaw miała cała reprezentacja. Z każdą minutą moja kolekcja zdjęć powiększała się. Na treningach szło mi całkiem dobrze, cały czas byłam chwalona, a to przez chłopaków czy trenerów. Z Bartkiem codziennie poznawaliśmy się coraz bardziej, dużo rozmawialiśmy, staraliśmy się każda wolną chwile spędzać razem.  Dzisiaj na treningu zabawiłam się w panią fotograf i przyznam, że podobało mi się to. Usiadłam na chwile aby popatrzeć na graczy, a dokładnie na tego jednego. Cały czas zastanawiałam się czy nam coś z tego wyjdzie, a nawet jeśli przecież Bartuś gra jeszcze jeden sezon w Rosji, a ja w Łodzi. Cały czas będą treningi, mecze, wyjazdy, nie wiedziałam co o tym myśleć, jedyne co wiedziałam to nie chciałam go stracić, dogadywaliśmy się bez słów wystarczyło jedno spojrzenie, uśmiech. 
-Zakochałaś się siostrzyczko - z moich rozmyśleń wyrwał mnie nie kto inny jak Karol
-Kto? Że niby ja? Żartujesz sobie chyba - odpowiedziałam na jego zarzuty mocno gestykulując, choć tak naprawdę nie wiedziałam co czuje
-Gdybym Cię nie znał, to może był uwierzył - zaśmiał się mój towarzysz
-Karol te Twoje stwierdzenia są wyssane z palca 
-Przecież widzę jak na siebie patrzycie, jak się czujecie swobodnie w swoim towarzystwie, jakbyście się znali całe życie
-Od kiedy z Ciebie taki poeta ? - zapytałam, śmiejąc się z przyjaciela
-Nie zmieniaj tematu młoda - zaśmiał się Kłos
-Ale to nie ma sensu, on będzie w Rosji, ja tutaj, będziemy się widzieć raz na miesiąc jak dobrze pójdzie - stwierdziłam smutno, opierając głowę na jego ramieniu. Wiedziałam, że on mi powie prawdę i wszystko zatrzyma dla siebie. 
-Ale czy nie warto zaryzykować dla miłości ? - Zapytał mnie 
-Wiesz, że już trochę wycierpiałam, nie chce też cierpieć przez miłość, zawsze starałam się być ostrożna co do uczuć, a z Bartkiem jest inaczej, najchętniej oddałabym mu całą siebie, jak jestem z nim ni innego się nie liczy chciałabym by to trwało wiecznie - powiedziałam po chwili namysłu
-Tak samo mam z Natalią - powiedział cicho
-Z Natalą? - powtórzyłam, całkowicie zapomniałam o swoim postanowieniu
-Tak, jest inna niż dziewczyny, które znam, no z wyjątkiem Ciebie, ale Ty to siostra z mojej krwi więc się nie liczysz 
-Dzięki naprawdę miły jesteś - przerwałam mu, oboje zaczęliśmy się śmiać, w jednej chwili chłopaki na nas spojrzeli, ale ja widziałam tyko uśmiechniętego Bartka - Przyjdź do mnie do pokoju po treningu to pogadamy na spokojnie - poprosiłam środkowego
-Kończymy - powiedział AA
-Będę za pół godziny - powiedział Kłos po czym przytulił mnie
-Idź, bo śmierdzisz - zaśmiałam się odpychając przyjaciela od siebie. Sama usiadłam jeszcze na płycie boiska i zaczęłam oglądać zrobione dzisiaj zdjęcia. 
-Jak Cię nie powołają do reprezentacji za rok będziesz naszym fotografem - podszedł i pocałował mnie w policzek
-Przestraszyłeś mnie głupku, myślałam, że nikogo nie ma - powiedziałam nie odrywając oczu od siatkarza 
-Zostaliśmy tylko my - powiedział zabierając mi aparat 
-Co Pan robi Panie Kurek? - zapytałam nie odrywając od niego wzroku
-Czekam aż się Pani mną zajmie - zaśmiał się - No już wstawaj, podbijamy - podał mi dłoń i wpadłam w jego ramiona. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, przy nim czas się zatrzymywał nie liczyło się nic tylko ON. Stanęłam na palcach i cmoknęłam go w policzek, po czym uciekłam.
-Po co uciekasz skoro wiesz, że Cię złapię - krzyknął kiedy byłam po drugiej stronie boiska
-Próbuj - zaśmiałam się, uciekałam przed nim dłuższą chwile, ale wiadome było, że to bydle kiedyś mnie dorwie
-Teraz Cię już nie puszcze - uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek
-Chodź zobaczymy na co Cię stać - zaśmiałam się mu prosto w twarz
-Żebyś się nie zdziwiła moja droga - powiedział biorąc piłkę z kosza, zaśmiałam się słysząc słowa MOJA. Odbijaliśmy dłuższą chwile, śmiejąc i wygłupiając się. 
-Chodź pójdziemy na spacer przed następnym treningiem - powiedział Bartuś ciągnąc mnie w stronę wyjścia 
-Bardzo chętnie, ale obiecałam Karolowi, że z nim pogadam - odpowiedziałam zatrzymując go, jego mina zrzedła
-Wolisz Kłosa - powiedział, ucierając niewidzialne łezki
-A żebyś wiedział - zaśmiałam się i znowu zaczęłam uciekać
-Osz Ty małpiszonie - zaczął mnie gonić, po chwili wylądowałam pod nim, ten wielkolud zaczął mnie łaskotać, był jedną z nielicznych osób, która wiedziała  gdzie mam łaskotki w tak krótkim czasie.
-Bartuś proszę przestań - mówiłam przez śmiech
-Ja Cię puszczę i uciekniesz do innego - zaśmiał się 
-Ale wrócę - na te słowa przestał mnie łaskotać
-Obiecujesz? - spytał teatralnie
-Obiecujesz - zaśmiałam się - Ale chodź już - poprosiłam łapiąc go za rękę
-Uuu robi się gorąco - oboje zaczęliśmy się śmiać 
-Aparat - krzyknęłam przy wyjściu
-To o czym Ty myślisz? - zaśmiał się Kurek
-Tylko o Tobie - odpowiedziałam mu tym samym, Kurek objął mnie swoim ramieniem i ruszyliśmy w stronę ośrodka. Tak jak myślałam pod moimi drzwiami stał już Karol
-Ile można czekać - zaśmiał się
-To ja rezygnuje ze spaceru z przystojnym dwumetrowcem, a Ty narzekasz - powiedziałam z uśmiechem otwierając drzwi.
-I Ty nadal uważasz, że się nie zakochałaś? - spytał mnie siatkarz 
-A Ty nadal swoje, znam się z nim niecały tydzień, a Ty mi z takim tekstem wyjeżdżasz 
-Po prostu widzę jak was do siebie ciągnie, zresztą nie tylko ja - odpowiedział na moje słowa
-Lubimy ze sobą spędzać czas to wszystko - stwierdziłam 
-Oszukujesz samą siebie - na te słowa łzy napłynęły mi do oczu, wiedziałam, że mój przyjaciel ma rację, ale nie chciałam tego przyznać, wiedziałam, że niedługo moja bajka się skończy i będę musiała wrócić do szarej rzeczywistości. Karol widząc moje zakłopotanie od razu podszedł i mnie przytulił  
-Karol ja nie wiem co zrobić, chyba pierwszy raz naprawdę się zakochałam i  czuje, że chciałabym spędzić z Barkiem całe moje życie. Jest osobą, która swoim uśmiechem poprawia mi humor, przy nim czuje się szczęśliwa. Chciałabym aby tak było już zawsze, że to przy nim będę się budzić, zasypiać, że to z nim będę się cieszyć z wygranego meczu i z nim pocieszać się po przegranym. Z nim każdy dzień jest lepszy, przy nim czuję się wartościową osobą, kimś lepszym, on sprawia, że cały czas się uśmiecham, ale boje się, cholernie się boje tego roku, on będzie tak strasznie daleko ode mnie i ja nie będę mogła z tym nic zrobić.  - łzy spływały po moich policzkach jedna po drugiej, powiedziałam to pierwszy raz głośno. Karol nie powiedział nic tylko mocno mnie przytulił. Nagle do pokoju wszedł Krzysiek 
-Dianka o osiemnastej u - widząc mnie zapłakaną i Kłosa który mnie przytulał zaciął się - Co się stało młoda? 
-Co się stało? - nagle w drzwiach pojawił się Bartman 
-Nic - powiedziałam ocierając łzy
-Jak to nic przecież płakałaś - powiedział Igła podchodząc do mnie
-Nic się nie stało, przepraszam pójdę się ogarnąć przed treningiem - powiedziałam 
-Ale pł... - zaczął Ignaczak 
-O osiemnastej u Ciebie? - zapytałam, on tylko pokiwał głową - Będę - odpowiedziałam po czym zniknęłam na drzwiami łazienki, gdy usłyszałam jak drzwi się zamykają znowu wybuchłam płaczem.
Oczami Bartka:
Przez tydzień bardzo się zbliżyliśmy do siebie z Dianą. Wiedziałem, że to ta jedyna, ale bałem się jej tego powiedzieć w końcu ja za kilka miesięcy będę od niej tak daleko nie wiedziałem co zrobić. Po skończonym treningu chciałem ją zabrać na spacer, ale musiała pogadać z Karolem, to normalne w końcu są przyjaciółmi, a odkąd tu jest nie ma dla niego w ogóle czasu. Poszedłem do pokoju i od razu rzuciłem się na łóżko.
-Ty nie z Dajaną? - spytał Piter widząc mnie w pokoju
-Nie, musiała pogadać z Kłosem - powiedziałem bez emocji 
-Czyżbyś był zazdrosny? - spytał po raz kolejny
-Dlaczego miałbym być? To jej przyjaciel, skoro nic ich nie łączyło przez dwa lata to dlaczego teraz by miało ?
-Ani trochę nie jesteś zazdrosny? Ja o Olkę bym był - stwierdził Nowakowski
-Może trochę - przyznałem się 
-Wiedziałem, w końcu jak się kogoś kocha to tak jest - wypalił ni stąd, ni zowąd, nic nie odpowiedziałem - Milczysz, czyli kochasz - dodał po chwili mój przyjaciel
-Nie wiem co czuje - odpowiedziałem na jego stwierdzenie 
-Nie wiesz czy nie chcesz się przyznać, że zakochałeś się w naszej Diance - Pit mnie rozgryzł, ale co się dziwić znamy się od kilku lat, przez kilka miesięcy w roku mieszkamy w jednym pokoju, a w sezonie klubowym mamy stały kontakt telefoniczny. - Stary czemu jej tego nie powiesz ? Przecież widać, że ona czuje to samo - dokończył Cichy
-Bo nie wiem czy to ma sens, jest dla mnie bardzo ważna, pomimo tego, że znam ja tak krótko to już w tej galerii jak ją pierwszy raz zobaczyłem wiedziałem, że jest jedyna. Chciałbym żeby było jak z Tobą i Olką, ale to nie możliwe, Ola zawsze jest przy Tobie, tam gdzie będziesz Ty, będzie i ona, a Dianka jest siatkarką, która kocha to co robi i nie przepuści sezonu żeby nie grać nawet jeśli by chciała nie pozwolił bym jej. Chciałbym, żeby ten rok minął szybko, żebym mógł z nią być, budzić się przy niej i zasypiać, pocieszać ją i cieszyć się po wygranym meczu, ale to na razie nie jest możliwe. - wygłosiłem swój monolog
-Dlaczego nie? - spytał 
-Piter nie rozumiesz? Ona będzie ode mnie ponad tysiąc kilometrów będą jeszcze mecze, wyjazdy, będziemy widywać się naprawdę rzadko
-Ale jeśli się kochacie czy nie warto zaryzykować niż potem żałować, że się nie spróbowało? - to pytanie pozostało bez odpowiedzi, bo do pokoju wszedł Igła
-O osiemnastej u nas robimy małe party przychodzicie? - zapytał
-Przecież jutro trening - odpowiedział Piter
-A właśnie, że nie - pokazał mu język - Andrea powiedział, że jak sparing zagramy tak jak dziś ćwiczyliśmy mamy dwa dni wolnego. - powiedział zadowolony z siebie Ignaczak 
-To jasne, że wpadamy - odpowiedziałem 
-Diana pojedzie po jakieś procenty, bo Andrea ją wielbi więc się nie skroi, że pijemy - na te słowa cała trójka wybuchła śmiechem 
-Dobra panowie za dziesięć minut trening zbieramy się - wparował do pokoju Jarski, wszyscy razem ruszyliśmy w stronę hali, szybka rozgrzewka i zaczęliśmy grać. Już tradycją było to, że grałem w drużynie z Dianką, tym razem dołączyli do nas Ziomek, Piter, Kłos, Zati i Zibi. Pokonaliśmy chłopaków szybkim 3:1.
-No jak tak zagracie na lidze to złoto mamy w kieszeni - zaśmiał się trener - A teraz macie wolny weekend, ale proszę bez szaleństw.
W szatni zrobiliśmy listę co Dianka ma kupić, śmialiśmy się, bo wyszło tego całkiem sporo, a ona biedna ma jechać sama.
-Dianka poczekaj - krzyknąłem widząc ją jak wchodzi do pokoju - Mogę Cię gdzieś zabrać na ten wolny weekend ?
-To zależy gdzie - uśmiechnęła się
-To już moja słodka tajemnica - odpowiedziałem
-No niech będzie, to o której mam być gotowa? - spytała
-Tak koło dwunastej? 
-Dobrze śpiochu - przytuliła mnie
-Tylko weź sobie ubrania na następny dzień i piżamkę
-Uuu robi się ciekawie - zaśmiała się i weszła do pokoju 
Oczami Diany:
 Wróciłam do pokoju, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i ruszyłam w drogę. Weszłam do najbliższego spożywczaka i wybierałam to co było na liście. Podchodząc do kasy każdy się na mnie dziwnie patrzył, fakt to musiało być dziwne 3/4 wózka zajmowały przeróżne trunki alkoholowe, reszta to soki, wody i przekąski. Zapłaciłam i ruszyłam w stronę mojego samochodu. Siatkarze czekali już na mnie przy wejściu, każdy wziął po jednej reklamówce i ruszył w kierunku pokoju Igły. 
-To jak gramy w butelkę ? - spytał Winiar 
-Najpierw trzeba jakaś opróżnić - zaśmiałam się 
-Pff żaden problem - odpowiedział mi Dziku, faktycznie żaden, każdy siatkarz napił się po kieliszku i po trunku nie było śladu.
-Kręć Dianka - podał mi butelkę Marcin, zakręciłam i wypadło na Igłę
-Prawda czy wyzwanie - spytałam
-Wyzwanie - odpowiedział pewny siebie
-Udawaj małpę - wszyscy wybuchli śmiechem 
-Do naszego Krzysia to żaden problem - odezwał się Bartman . Krzysiek zaczął skakać i wydawać z siebie dziwne odgłosy, wszyscy mieli z niego niezły ubaw.
-Kochanieńka zemszczę się zobaczysz -odgrażał się Igła
-Oj dobra, dobra, kręć - powiedziałam podając mu butelkę, wypadło na Bartmana
-Wybij całe piwo na raz - powiedział bez namysłu Krzysiek 
-Jeszcze się porzyga - zaśmiał się Ziomek 
-Spokojnie, damy rade - powiedział Zibi po czym wypił piwo. Graliśmy już godzinę chłopaki byli nieźle wcięci tylko ja z Bartkiem mało piliśmy, z powodu jutrzejszego wyjazdu.
-Wiesz co Diana jesteś wredna - wydukał pijany Bartman - Myślisz sobie, że możesz mieć każdego ? To się grubo mylisz! - krzyknął
-Zibi uspokój się - powstrzymywał go Kubiak
-Nie!  Niech się każdy dowie jaka jest! Na meczu o mistrzostwo Polski przytulała się z każdym siatkarzem, z Kłosem to w ogólne co chwile, potem co pewnie myślałaś, że na tekst "Gratuluje" sobie kolegów znajdziesz lub poderwiesz któregoś? Teraz jesteś tutaj nie wiadomo po co, przyznaj się jak poderwałaś Anastasiego ?
-Zbyszek zamknij się albo zaraz dostaniesz w mordę - powiedział zdenerwowany Kurek
-A i jeszcze nasz Bartuś, jemu też już dałaś - nie wytrzymałam wybiegam z pokoju, biegłam nie patrząc pod nogi, po policzkach spływały mi łzy, wybiegłam na zewnątrz, usiadłam na ławce i zaczęłam jeszcze głośniej płakać, nagle ktoś mnie przytulił, wiedziałam, że to Bartek, wtuliłam się w jego klatkę piersiową nadal płacząc.
-Ciii - mówił głaszcząc mnie po głowie - Już dobrze,  jestem przy Tobie - podniósł mój podbródek, patrzył w moje zapłakane oczy i wycierał łzy płynące po moim policzku. - Nie płacz maleńka proszę - Złapał moją twarz w dłonie i pocałował mnie, ale nie całował jak jak inni, całował delikatnie jak by się bał mojej reakcji. Przerwał, a ja mocno się do niego przytuliłam.
-Kocham Cie - szepnął mi do ucha 
-Kocham Cię - odpowiedziałam i pocałowałam go. Oparłam głowę na jego ramieniu i zasnęłam.



piątek, 17 maja 2013

Rozdział 12


Przy recepcji stali już prawie wszyscy siatkarze.
-O jest Diana to idziemy ? - spytał wszystkich Marcin
-Idziemy - powiedzieli chórem dwumetrowy. Oczywiście jak to ja musiałam zapomnieć telefonu.
-Chłopaki zapomniałam telefonu, nie czekajcie dogodnie was - krzyknęłam tak żeby każdy usłyszał.
-W ośrodku został jeszcze Siurak więc przyjdziesz z nim - odpowiedział mi Piter. Uśmiechnąłem się na samom myśl o chwili z Bartkiem, miałam tylko nadzieje, że się nie miniemy. Idąc po korytarzy spoglądałam w różne strony wypatrując siatkarza, jednak nigdzie go nie było. Weszłam do pokoju, z torebki wyjęłam telefon, miałam kilka połączeń nieodebranych od Martyny i Figla, ale postanowiłam, że oddzwonię do nich wieczorem. Wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi, kiedy usłyszałam kogoś głos za sobą.
-Ładnie wyglądasz - zobaczyłam za sobą uśmiechniętego siatkarza
-Już chcesz się mnie pozbyć? - zapytałam patrząc na niego
-Ja? Skądże - parsknął śmiechem
-Więc proszę mnie tak nie straszyć Panie Kurek - odpowiedziałam z uśmiechem
-Jak sobie Pani życzy - odwzajemnił uśmiech
- Wiesz gdzie mamy iść?
-Wiem, więc zamykaj i idziemy - powiedział po czym zgiął rękę w łokciu, obielam ja i wyszliśmy z ośrodka
-A co do tego lotniska, to ja Cię przepraszam, ale musiałyśmy jechać do Rzeszowa - powiedziałam po dłuższej chwili
-Nic się nie stało, rozumiem, że to Twoi przyjaciele i nie chciałaś ich zawieź - odpowiedział patrząc w moje oczy
-Ale niestety zawiodłam Ciebie - powiedziałam spuszczając głowę w dół. Bartek zatrzymał się, swoją dłonią podniósł mój podbródek i popatrzył głęboko w moje oczy
-Jakoś mi to wynagrodzisz - zaśmiał się, a ja się do niego mocno przytuliłam - A ta dziewczyna to kto to był ?
-To moja najlepsza przyjaciółka, Martyna. Znamy się jak łyse konie - Bartek zaczął się śmiać - co się śmiejesz?
-Jakie określenie '' łyse konie''- znowu zaczął hihotać za co dostał kuksańca w bok
-Taki jesteś? Nic się nie dowiesz - skwitowałam i wyrwałam do przodu, Kurek bez problemu mnie dogonił.
-No weź, mi nie powiesz ?
-Nie - powiedziałam od razu
-Ale poczekaj spójrz na tą mordkę, dasz radę jej się oprzeć - nie wytrzymałam wybuchałam głośnym śmiechem, siatkarz po chwili do mnę dołączył.
-No więc poznałyśmy się w zerówce, a tak dokładnie to nawet wcześniej, bo pojechałam kiedyś do niej po truskawki, ale to nie było takie piękne i kolorowe. Ja na początku wolałam Klaudię, a ona Miśkę, potem zaczęłyśmy się do siebie zbliżać, potem znowu się kłóciłyśmy i godziłyśmy. Kiedy poszłyśmy do gimnazjum rok ze sobą nie gadałyśmy, ale potem trudno było nas rozdzielić. Nawet teraz kiedy mieszkam w Łodzi, a ona w Kielcach.
-Wiedziałem, że mieszkasz w Łodzi - wtrącił Bartek
-Skąd? - spytałam robiąc minę typu ;>
- Po pierwsze grasz w Budowlanych, po drugie przyjaźnisz się ze Skrzatami, a po trzecie widziałem Cię kiedyś w Łódzkiej Galerii- opowiedział mi szczegółowo Bałtek
-Gdzie mnie widziałeś? Kiedy? - od razu przypomniało mi się wyjście z Empiku jak wpadłam na jakiegoś mężczyznę bardzo przypominającego Kurka.
-W kwietniu, przyleciałem z Rosji na urodziny mojego brata. A, że w Łodzi mam mieszkanie to wylądowałem tam. W piątek rano poszedłem pobiegać, tak się złożyło, że przebiegałem koło galerii, a że jeszcze nie miałem prezentu to postanowiłem wejść.
 Było tam strasznie dużo ludzi. Na wstępie otoczyli mnie kibice, ale kiedy się rozeszli zobaczyłem Ciebie. Byłaś taka uśmiechnięta  tętniąca życiem, gdy rozdawałaś autografy oczy Ci błyszczały, byłaś cała oddana tym ludziom.  Byłaś wtedy inna niż wszystkie dziewczyny jakie znałem - pocałowałam go w policzek na te słowa - Potem musiałem iść do jakiegoś sklepu po ten prezent i straciłem Cię z oczu, ale przy wejściu do Empiku wpadliśmy na siebie, Ty się tylko uśmiechałaś i poszłaś dalej. A ja myślałem o Tobie przez następne dni.
-Pamiętam to jak wpadłam na Ciebie, ale spieszyło mi się w tedy, bo kupiłam Martynie prezent na urodziny i chciałam go schować. Ja też długo myślałam czy to Ty, ale stwierdziłam  że nie w końcu sezon w Rosji się wtedy jeszcze nie skończył. Ale nie przypominam sobie, żeby ktoś mnie obserwował, jeszcze to taki wielkolud jak Ty - zaśmiałam się
-Możliwe, że nie zauważyłaś jak nagrywałaś filmik, pozowałaś do zdjęć i je podpisałaś - odpowiedział z śmiechem Bartek
-Za to dobrze pamiętam jak na mnie wpadłeś na lotnisku - powiedziałam robiąc chytry uśmiech
-Ja ? To Ty wpadłaś na mnie - odpowiedział Bartek
-Ja? Ty jesteś ślepy - powiedziałam stanowczo
-No chyba Ty - odpowiedział mi siatkarz
-Nie dość, że ślepy to jeszcze głupi - zaśmiałam się Kurkowi w twarz, ten złapał mnie w pasie. Szybko wyswobodziłam się z tego uścisku i pobiegałam w stronę pięknego jeziora, nad którym siedzieli już siatkarze. Schowałam się za Możdżonkiem.
-Nareszcie jesteście - powiedział uśmiechnięty Ignaczak
-Hmmm gdzie jest Dianka? Widzieliście ją? O tu jesteś cwaniaro - powiedział Siurak po czym przerzucił mnie sobie przez ramie i ruszył w stronę  wody. Wierzgałam się we wszystkie strony, ale nic to nie dało. Banda siatkarzy zamiast mi pomóc to śmiała się wniebogłosy.
-Bartuś proszę zostaw mnie - mówiłam błagalnym tonem, jednak przyjmujący nie zwracał na mnie uwagi. Podnosząc głowę zobaczyłam, że Krzysiek robi zdjęcia, nagle poczułam jak moje nogi moczą się - Bartuś proszę, nie wchodź dalej, przepraszam Cię jesteś głupi, ale mądry - Bartek na słowa prysnął śmiechem i wchodził coraz głębiej - Bartek do cholery jasnej będziesz chory - krzyknęłam w końcu
- Ty mnie ogrzejesz - zaśmiał się przyjmujący. Pomału się zanurzał postanowiłam, że zrobię mu nauczkę i udam, że się topie. Pokazałam Kłosowi, że ma powiedzieć chłopakom żeby się nie martwili, a udawali. Nabrałam bardzo dużo powietrza, woda była dość czysta, zobaczyłam jak Kurek wypływa żeby nabrać powietrza. Popływałam trochę dalej, słyszałam krzyk Bartka i reszty, poczułam jak siatkarz podpływa do mnie, uniosłam się i prysnęłam mu wodą w twarz.
-A masz - zaśmiałam się po czym zaczęłam płynąc ile sił, Bartek przez problemu dogonił mnie i zaczęliśmy się chlapać wodą jak małe dzieci, siatkarze cały czas się śmiali, a Krzysiek nadal robił zdjęcia. Powinny wyjść ładne, ładna pogodna i woda, mój album na pewno się powiększy.
-Ej wyjdźcie z tej wody, bo będziecie chorzy - odezwał się Ziomek, niechętnie wyszliśmy. Pomimo iż chłopaki szybko rozpalili ognisko, nadal było mi zimno. Poczułam jak ktoś od tyłu mnie obejmuję, odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętą mordkę Kłosa. Odwzajemniłam uśmiech po czym spojrzałam na Bartka, nie miał radosnej miny jak jeszcze kilka minut temu. Siedzieliśmy tak długo śmiejąc się i rozmawiając, chłopaki opowiadali mi swoje przygody
-Aa pamiętacie Bartka '' Odejdź, odejdź bo będę rzygał" - wszyscy wybuchli niepohamowanym śmiechem, z Bartkiem na czele
-A Ty młoda wiesz o co chodzi? - spytał Ignaczak
-Tak Krzysiu wiem, bo oglądam Igłą szyte - uśmiechnęłam się do niego szeroko
-To taka zapracowana kobitka jak Ty ma czas?
-Na oglądanie Twoich filmików zawsze - Igła wstał podszedł mi mnie przytulił
-Ale kochana - zaśmiał się
-Masz - odezwał się Zibi podając mi bluzę
-Nie dziękuje, nie jest mi zimno - spojrzał na mnie z politowaniem
-Bierz mi nie jest zimno, a Ty się cała trzęsiesz - powiedział
-Co Ci szkodzi? Weź - powiedział uśmiechnięty Kubiak
-Dzięki - założyłam ją
-No to teraz mogę zjeść kiełbaskę - zaśmiał się Kłos
-Wcześniej nie mogłeś? - zapytałam
-Wcześniej miałem ręce zajęte - wszyscy zaczęli się śmiać
-Krzysiu mogę? - zapytałam wskazując aparat
-A umiesz? - zaśmiał się Jarski
-Ja to nie Ty - pokazałam mu język, a siatkarze znowu zaczęli się śmiać
-Oczywiście, że możesz tylko uważaj na golasów w krzakach -uśmiechnął się, wzięłam aparat i robiłam zdjęcia zachodowi słońca
-Nie boisz się tak chodzić sama? - usłyszałam za sobą głos Bartka
-Nie jestem sama, Ty jesteś przy mnie - zaśmiałam się
-Ja Cię zawszę obronie, ale proszę nie rób tak więcej
-Dobrze - lekko się uśmiechnęłam
-Wiesz jak się przestraszyłem? - spytał Bartek
-Przepraszam - podeszłam do niego i go mocno przytuliłam - Stań tu proszę - wskazałam miejsce siatkarzowi
-Tu? - spytał
-Tak tu i patrz w obiektyw jak na kogoś kogo kochasz - powiedziałam, zdjęcia były magiczne. Bartek był świetnym modelem , ale też fotografem. Wykorzystując to iż nikt nam nie przeszkadza zaczęliśmy sobie robić głupie zdjęcia we dwoje. Uśmialiśmy się przy tym niesamowicie.
-Chodźcie wracamy - zawołał nas Nowakowski
-Piter czekaj! - krzyknął Bartek
-Zrób nam zdjęcie - dokończyłam, Kurek spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Robiliśmy sobie różne zdjęcia w różnych pozycjach.
-Ładnie ze sobą wyglądacie - wypalił nagle Piotrek, my tylko spojrzeliśmy na siebie i się uśmiechnęliśmy.
-Co tak długo? - spytał Winiar
-Golasów w krzakach szukałam - zaśmiałam się
-A Siuraka nie widziałaś - zaśmiał się Ignaczak
-Haha, ale śmieszne -  powiedziałam ironicznie
-Dobra, wracajmy już, kolacja niedługo - powiedział Paweł
Po drodze żartowaliśmy razem z Igłą ze wszystkich siatkarzy robiąc im zdjęcia, do ośrodka doszliśmy po dziesięciu minutach. Ja wraz z Bartkiem poszłam się przebrać, bo nadal byliśmy mokrzy. Siatkarz jako gentlemen odprowadził mnie pod same drzwi.
-Dziękuje za cudowny dzień - powiedział Kurek całując mnie w policzek
-Ale ja nic nie zrobiłam - powiedziałam trochę zdziwiona słowami siatkarza
-Wystarczy Twoja obecność - powiedział Bartek, po czym to ja go pocałowałam i mocno przytuliłam
-Jesteś cały mokry - zaczęłam się śmiać
-A Ty jesteś sucha wiesz? - zaśmiał się
-To ja się idę przebrać, za dziesięć minut przy schodach - uśmiechnęłam się i weszłam do pokoju. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i wyszłam. Bartuś już na mnie czekał.
-Proszę, proszę jaki Pan punktualny, Panie Kurek - powiedziałam z uśmiechem
-Pani też niczego sobie - zaśmiał się
-Chodźmy - powiedział siatkarz po czym ruszyliśmy w drogę na dół
- Ładni wyglądasz - szepnął mi do ucha
-Nie podlizuj się tak - zaśmiałam się. Na stołówce byli już wszyscy, dwa miejsca już na nas czekały. Usiadłam od strony Kłosa, obok Bartka. Przy jedzeniu rozmawialiśmy o wszystkim. Po godzinie wyszłam ze stołówki i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Chłopaki zapraszali mnie do siebie, ale musiałam oddzwonić do Martyny i Karola więc im podziękowałam. Z przyjaciółką rozmawiałam tak długo, że już nie oddzwoniłam do Figla, od razu usnęłam.

wtorek, 7 maja 2013

Rozdział 11


Z nerwów nie mogłam spać, cały czas myślałam jak tam będzie  czy chłopaki mnie zaakceptują, czy z Bartkiem się zaprzyjaźnimy, czy dogadam się ze Zbyszkiem, co powie Karol gdy mnie zobaczy te pytania pozostawały bez odpowiedzi. W końcu postanowiłam wstać, wzięłam długą,relaksacyjną kąpiel, ubrałam i umalowałam się. Z uczesaniem miałam lekki problem, bo chciałam wyglądać normalnie, ale ładnie. Zjadałam śniadanie i o siódmej wyszłam z mieszkania. W swoim zwyczaju po niecałych czterdziestu minutach byłam w Spale, samochód zaparkowałam, ale wcale nie chciałam z niego wychodzić, nagle dostałam telefon od AA.
-Tak słucham - odpowiedziałam po angielsku
-Dajana kiedy będziesz ?
-Już jestem pod ośrodkiem
-Zaraz do Ciebie przyjdę, do zobaczenia - zakończył połączenie
OCZAMI BARTKA:
Jedliśmy wszyscy śniadanie, kiedy przyszedł trener.
-Smacznego - przyglądał nam się z uśmiechem od ucha do ucha, wszyscy podziękowaliśmy, nagle podszedł do nas i powiedział - wracam za dwadzieścia minut jeśli kogoś nie będzie dam wam taki wycisk  że nie będziecie mogli chodzić - zaśmiał się i odszedł, my patrzyliśmy na siebie jak osłupieniu
-Ale o co chodziło? - spytał Igła
-Był zadowolony, a nagle taki tekst - dodał Jarski
-Może ma dla nas jakąś niespodziankę - zaśmiał się Zibi
-Tak od razu nam wysoką, wysportowaną brunetkę przywiezie - powiedział Dzik klepiąc swojego przyjaciela po plecach. Pogadaliśmy jeszcze chwile kończąc śniadanie. Tak jak powiedział tak też się stało, po dwudziestu minutach w drzwiach stanął nasz trener i zaczął nas liczyć.
-No panowie zgadza się, jesteście wolni - powiedział wskazując drogę w stronę wyjścia - za godzinę trening przypominam - dodał z chytrym uśmiechem. Każdy z nas poszedł do siebie aby się rozpakować. Przez cały wczorajszy dzień miałem ochotę podejść do Kłosa i wziąć numer telefonu do Diany i z nią porozmawiać, usłyszeć jej głos, śmiech. Miałem ją przed oczami tak wiele bym dał za rozmowę z nią, poznanie jej, bycie z nią, ale to raczej nie możliwe, ja jestem zwykłym siatkarzem, a ona jest piękną, młodą kobietą przyszłą gwiazdą Polskiej siatkówki. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie Pit.
-Siurak rusz dupę, trening za dziesięć minut
-Już idę - odpowiedziałem niechętnie po czym ruszyliśmy w stronę wyjścia zgarniając chłopaków. W szatni nadal gadaliśmy o zajściu na stołówce, wchodząc na hale zobaczyliśmy naszego trenera odbijającego piłkę z jakąś dziewczyna. Wszyscy zaniemówili, ale chyba Dziku najbardziej.
-Winiar czy to nie jest Diana? - spytał Kłos po ciuchu
-Diaaaaaaanaaaaaaaaa - wydarł się na pół hali Michał i razem ze Skrzatami podbiegł do niej
-No cześć Panowie - powiedział z pięknym uśmiechem, chłopaki ściskali ją chyba z pięć minut
-Co Ty tutaj robisz? - spytał Woicki
-Hmmm odbijam piłkę - zaśmiała się
-Chłopaki poznajcie naszą nową kadrowiczkę oto Diana Wróblewska - wyjaśnił nam trener - zapoznajcie się i wszystko wam wyjaśnię.
Wszyscy zaczęli się witać z Dianką, niektórzy poznali ją na meczu, a niektórzy nie. Przyszła moja kolej, tak się bałem
-Hej - spojrzałem w te piękne oczy i chciałem w nich zostać na zawsze
-No cześć - zaśmiała się, przytuliłem ją, była trochę zdziwiona, ale odwzajemniła uścisk, chłopaki zaczęli gwizdać.
-Skąd wy się znacie? - zapytał Marcin
-Długa historia - odpowiedzieliśmy razem, po czym wybuchliśmy śmiechem. Trener opowiedział nam o tym, jak zaproponował Wróblewskiej miesięczną współprace z nami i  zarządził rozgrzewkę, następnie podzielił nas na dwie drużyny. Byłem z Dianą, Igłą, Kosą, Pitem, Jarskim  i Gumą, natomiast po drugiej stronie reszta bandy. Zaczęło się od zagrywki naszego kapitana, przyjąłem bez problemu, Guma zamiast wystawić mi posłał piłkę na prawą stronę do Diany, chłopaki nie podbili jej ataku. Zachwycała mnie jej osoba, była młoda, ale na boisku zachowywała się bardzo pewnie z determinacją. Wszyscy się dziwili skąd w takiej drobnej dziewczynie tyle  siły. Przez cały sparing grała bardzo równo i w przyjęciu, i w ataku. Podbijała bardzo mocne i ciężkie ataki Zbyszka, które były cały czas kierowane na nią. Po trudnym meczu, wygranym przez nasz zespół 3:2, ruszyliśmy do ośrodka. Trener dał nam wolny wieczór na zintegrowanie się z nową zawodniczką. Uzgodniliśmy, że spotykamy się za dwie godziny przy wyjściu z ośrodka.
Razem z Piotrkiem poszliśmy do pokoju, on poszedł się kąpać, a ja postanowiłem, że pójść do Diany.
Szedłem w stronę jej pokoju już miałem pukać, ale usłyszałem jak ktoś otwiera drzwi, miałem szczęście  bo odwrócił się jeszcze w stronę pokoju i powiedział, że zaraz wraca szybko schowałem się za rogiem. Po głosie poznałem, że to Kłos. Zrezygnowany poszedłem do siebie. Niby wiedziałem, że oni się przyjaźnią, ale jeśli mają tyle czasu spędzać razem to ja nigdy z nią nie porozmawiam. Wchodząc o pokoju zobaczyłem Cichego w samym ręczniku, wziąłem sobie koszulkę i spodnie, i poszedłem w stronę łazienki.
OCZAMI DIANY:
Czekałam w samochodzie około pięciu minut, nagle zobaczyłam idącego w moją stronę AA wraz z AG.
-Witam Cię w Spalskim lesie - zaśmiał się trener, odpowiedziałam uśmiechem - zrobimy tak pójdziesz do pokoju, przebierzesz się w strój sportowy i pójdziesz razem z Gardinim na hale, tylko masz mało czasu wiesz szybko - przytulił mnie wziął jedną z moich walizek, druga wziął AG i ruszyliśmy w stronę pokoju 137. Szybko założyłam na siebie dresy i wyszłam. Przy drzwiach stał drugi trener.
-Słyszałem od Anastasiego, że świetnie grasz
-Dziękuje to bardzo miłe, siatkówka to moja pasja i wkładam w to całe serce, bardzo wiele znaczy dla mnie bycie tutaj
-To dla nas wiele znaczy, że się zgodziłaś, znasz, któregoś z  siatkarzy?
-Tak znam wszystkich Skrzatów, chodziłam na ich mecze po przeprowadzce do Łodzi.
-Długo mieszkasz w tym mieście?
-Trzy lata będzie w sierpniu - droga do hali minęła nam w miłej atmosferze.  Gardini kazał mi się porozciągać, po dziesięciu minut przyszedł AA, wziął piłkę i zaczął ze mną odbijać. Po kilku minutach na hale weszli siatkarze.
-Nie zwracaj na nich uwagi - powiedział śmiejący się Andera, odbijaliśmy tak dłuższą chwile, kątem oka zauważyłam jak chłopaki nam się przyglądają, nagle usłyszałam głośny krzyk Winiarskiego.
-Diaaaaaaanaaaaaaaaa - razem z Anastasim zaczęliśmy się głośno śmiać, dobrze mi znani siatkarze odbiegli do mnie i zaczęli mnie ściskać
-No cześć Panowie - powiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha
-Co Ty tutaj robisz? - spytał Woicki
-Hmmm odbijam piłkę - zaśmiałam się
-Chłopaki poznajcie naszą nową kadrowiczkę oto Diana Wróblewska - przedstawił mnie trener - zapoznajcie się i wszystko wam wyjaśnię.
Wszyscy zaczęli się witać, niektórych już poznałam na meczu, ale niektórych nie. Nagle podszedł mnie do Bartek
-Hej - spojrzałam na niego i utkwiłam w jego pięknych, niebieskich oczach
-No cześć - zaśmiałam się, ni stąd, ni zowąd dwumetrowiec mnie przytulił, byłam trochę zdziwiona, ale odwzajemniłam uścisk, było mi tak dobrze w jego ramionach wcale nie chciałam kończyć tego uścisku, ale chłopaki zaczęli gwizdać i odsunęłam się od Kurka.
-Skąd wy się znacie? - zapytał Marcin
-Długa historia - odpowiedzieliśmy razem, po czym wybuchliśmy śmiechem.
Andrea opowiedział jak się tutaj znalazłam, zrobił chłopakom rozgrzewkę i nas podzielił. Byłam w drużynie z Bartkiem, Krzysiem,Grzesiem, Piotrkiem, Kubą i Pawłem. Nasz sparing rozpoczął się od zagrywki Marcina, Bartek bez problemu do Zagumnego, a ten do mnie, starałam się uderzyć mocno. Panowie nie zdołali podbić piłki, dostałam oklaski od trenerów, to jeszcze bardziej wywołało u mnie chęć pokazania na co mnie stać. Tak jak myślałam wszystkie ataki Bartmana były kierowane na mnie, ale to jeszcze bardziej mnie motywowało, próbowałam podbić każdy z nich. Sparing skończył się wygraną mojej drużyny 3:2. Chłopaki podczas drogi do ośrodka bardzo kompletowali moją grę.
-Jestem na Ciebie zły - powiedział mi do ucha Kłos
-Karol ja Cię bardzo przepraszam, przyjdź do mojego pokoju to pogadamy.
Tylko weszłam do pokoju a rozległo się pukanie
-Otwarte - krzyknęłam, po czym zobaczyłam nikogo innego jak swojego przyjaciela
-Dlaczego mi nie powiedziałaś - zapytał z żalem w głosie
-Myślałam, że przyjdziesz później chciałam się wykąpać - powiedziała z uśmiechem
-Nie zmieniaj tematu - protestował Karol
-Po prostu chciałam wam zrobić niespodziankę! - krzyknęłam
-Udała się w 100% - powiedział środkowy i zaczął mnie przytulać - tak dawno Cię nie widziałem
-Zachowujesz się jak byś mnie z pół roku nie widział - zaśmiałam się - ale wiesz co ja chciałam serio iść pod prysznic, pogadamy potem plotkaro
-No dobra - powiedział Kłos -  Ty mnie już nie lubisz - dodał ze smutną buźką
-No nie lubię, bo kocham - od razu podbiegłam i pocałowałam w policzek
-dobra - na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech - zaraz wracam - dodał gdzieś przy drzwiach.
Weszłam do łazienki  wzięłam prysznic i ubrałam się. Zaczęłam rozpakowywać  rzeczy, nawet się nie obejrzałam, a musiałam już wychodzić na spotkanie z siatkarzami.

piątek, 3 maja 2013

Rozdział 10


Mój pobyt w rodzinnych stronach minął strasznie szybko, nawet się nie obejrzałam, a byłam w drodze powrotnej. Trudno było mi stamtąd wyjechać po tygodniu pełnym wrażeń. Codziennie widywałam się ze znajomymi, chodziliśmy na dyskoteki, robiliśmy sobie ogniska, grille, ale jednak najwięcej emocji wywołały we mnie urodziny Martyny. W czwartek zgodnie z planem pojechałam do Kielc, żeby spotkać się z Pawłem i wybrać pierścionek dla jego ukochanej. Długo nie musieliśmy szukać, wzięliśmy ten, który podobał się nam najbardziej. Gości na sobotę zaprosiliśmy już dawno, wszystkim mówiąc, żeby nie pisali, ani nie dzwonili do Martyny, bo nam niespodzianka nie wyjdzie. Fakt, faktem wiedzieliśmy, że będzie jej przykro, ale gdy zobaczy nas wszystkich będzie szczęśliwa. Tak jak przepuszczaliśmy, Martyna całą sobotę była poddenerwowana, z Paweł czasem nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu ( pojechałam do nich od razu w czwartek pod pretekstem odwiedzin ). Zadzwoniliśmy do trenera Martyny żeby ją ściągnął. Przyjęcie miało się odbyć w jednym z ulubionych klubów Martyny, wszyscy mieli się zjawić do 19. Po wyjściu koleżanki Dąbek mieliśmy tylko dwie godziny, na dopięcie wszystkiego na ostatni guzik. Każde z nas pojechało w inną stronę,  ja po torty jeden i drugi, a Paweł po kwiaty. Wróciłam wcześniej  wzięłam szybki prysznic przebrałam się, umalowałam i uczesałam. Zbliżała się dziewiętnasta, szybko zapakowałam prezenty ( wszystko co na zdjęciu + płyta ) i ruszyłam w stronę ulicy Sienkiewicza. Na szczęście Paweł już tam był i zajął się wszystkim. Po Martynę pojechała jej siostra Emilka pod pretekstem spaceru. Nagle do klubu weszły dziewczyny wszyscy od razu rzucili się na Martynę, ona wybuchała głośnym płaczem widząc nas wszystkich, ta idiotka chyba myślała, że serio zapomnieliśmy. Byłam pierwsza do składania życzeń, ona była w dresie, a ja miałam dla nie wszystko, ucieszona poszła do łazienki. Paweł strasznie się denerwował co chwile było "A jeśli się nie zgodzi?" albo "A jeśli mnie wyśmieje?" i tak w kółko. W kolejce stanął ostatni, a my wszyscy wokół, Kowalski złożył Martynie życzenia, delikatnie pocałował po czym uklęknął, mina mojej przyjaciółki bezcenna, przez chwile nie wiedziała co się dzieje, ale zgodziła się i rzuciła się swojemu narzeczonemu na szyje, wszyscy zaczęli klaskać i śpiewać Sto lat. Ja oczywiście robiłam zdjęcia i w sumie wyszło ich około tysiąca, będę miała co robić w Łodzi pomyślałam. Impreza skończyła się nad ranem, zamówiony przez nas bus porozwoził wszystkich. Ja wolałam się ulotnić i pojechałam do hotelu. Cały następny dzień spędziliśmy na kanapie oglądając zdjęcia i obżerając się. 
Droga do domu minęła mi szybko i przyjemnie, weszłam do mieszkania i czułam się dość dziwnie, ale tęskniłam za swoim małym kątem. Wzięłam prysznic, założyłam piżamkę  poszłam spać. Następnego poranka zadzwoniła do mnie Paulina z prośba przyjazdu, bez namysłu zgodziłam się. Lubiłam do nich jeździć, była to kochająca się rodzina, która traktowałam jak swoją. Spakowałam sobie małą walizeczkę, prezent dla Arusia i ruszyłam w stronę Bełchatowa. Całą drogę prześpiewałam, w miedzy czasie wstąpiłam do sklepu i kupiłam wino. Gdy zaparkowałam samochód Aruś wyleciał z domu i zaczął krzyczeć:
-Mamusiu!  ciocia przyjechała, ciocia - podbiegł do mnie, wzięłam na ręce i zaczęłam się z nim kręcić  w tym czasie z domu wyszła Paulina, a za nią Mariusz 
-Tęskniłam, wiesz ? - zapytałam małego Wlazłego
-Ja też bardzo  - słodko się uśmiechnął
-Jak bardzo ? - na te słowa mocno mnie przytulił
-Synku, bo udusisz ciocie - powiedziała Paulina, postawiłam malucha na ziemi i przywitałam się z Państwem Wlazłym. Po krótkiej rozmowie weszliśmy do ich pięknego domu, zjedliśmy obiad, dałam Arkowi samochodzik sterowany na pilona, którym wszyscy zaczęliśmy jeździć, śmiechu było co nie miara, potem graliśmy jeszcze w Twistera i tańczyliśmy. Kolejne dwa dni minęły podobnie graliśmy w siatkówkę, robiliśmy zdjęcia. Niestety musiałam już wracać, gdyż jutro przyjeżdża Figiel i trzeba się jakoś przygotować. Od Wlazłych wyjechałam wieczorem, po drodze zrobiłam spore zakupy, nie zajęło mi to zbyt dużo czasu po dwudziestej byłam w mieszkaniu, wzięłam się za sprzątanie, kiedy zadzwonił Kłos.
-Hej - przywitałam go ciepło
-Czemu się nie odzywasz? - zapytał trochę zły
-A bo byłam u Pauliny i Mariusza i nie było za bardzo jak 
-Usprawiedliwiona - zaczął się śmiać - słuchaj siostro gramy w sobotę mecz z Serbią może przyjedziesz ?
-Nie mogę - skłamałam, chciałam mu zrobić niespodziankę. 
-Dlaczego? - spytał zdziwiony,a może zmartwiony, sama nie wiem 
-Po prostu, wiesz co muszę kończyć, bo jestem zmęczona - rozłączyłam się, dokończyłam sprzątanie i poszam spać.
W piątek wieczorem przyjechał Karol, od razu zasiedliśmy przed telewizor alby kibicować naszym siatkarza, potem długo rozmawialiśmy śmiejąc się i wspominając. Następnego poranka wstałam po dziesiątej wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i zrobiłam śniadanie. Wczoraj uzgodniliśmy, że o trzynastej wyjeżdżamy więc poszłam budzić Figla, bo była już jedenasta, a za nim on się ogarnie to trochę minie. Zjedliśmy śniadanie  Karol poszedł się kąpać. Czekałam na niego ponad pół godziny, ale murze przyznać ze było warto. 
-Uuuu jaka dupencja - zaśmiałam się 
-Mówisz o sobie ? - odpowiedział mi cwaniackim uśmiechem, zjechaliśmy na dół, stwierdziliśmy, że pojedziemy moim samochodem, bo jest większy i wygodniejszy.Mój towarzysz uparł się, że to on będzie prowadził, więc poszliśmy na kompromis on w jedną ja w druga. Po czterech godzinach śpiewania dojechaliśmy na miejsce. Od razu ruszyliśmy w stronę hali, na której już było mnóstwo osób. Chłopaki już się rozgrzewali, w jednym momencie spojrzał na mnie i Maciek, i Michał, podeszli do mnie.
-Co Ty tutaj robisz ? - spytał zdziwiony Muzaj
-Teraz tak się ze mną witacie ? - zapytał i zaczęłam się śmiać  siatkarze od razu zaczęli mnie ściskać i całować na co wybucham ponownie śmiechem 
-Ej Dajana, ale co tutaj robisz? - zapytał ponownie Maciek
-Siedzę nie widać - zaśmiałam się 
-Ale Karol powiedział, że Cię nie będzie - stwierdził Winiar
-Ktoś mnie wołał ? - odezwał się siedzący za mną Figiel 
-Poznajcie się Karol mój przyjaciel i jakaś rodzina, Michał inaczej Winiar, gwiazda siatkówki i Maciek początkująca gwiazda - zaśmiałam się, chłopaki podali sobie ręce.
-Chciałam zrobić wam wszystkim niespodziankę - uśmiechnęłam się do nich szeroko
-I się udało, wczoraj byliśmy na Ciebie trochę źli - powiedział Winiar robiąc jakoś dziwną minę  cała czwórka wybuchła śmiechem, trochę jeszcze rozmawialiśmy. Chłopaki byli zawołani przez resztę zawodników, więc musieli iść. Ni stąd, ni zowąd obok nas pojawił się Kłos, zadając takie same pytania  jak wcześniej jego koledzy. Opowiedziałam mu o urodzinach Martyny, na których niestety nie mógł być ze względu na zgrupowanie, przez całą nasza rozmowę więcej się śmialiśmy niż rozmawialiśmy, ale tęskniłam na tym. Niestety trener go zawołam, za 10 min zaczyna się mecz.
OCZAMI BARTKA:
-Kuraś nie wiesz z kim gada Winiar i Muzaj ? - spytał mnie Piter
-Gdzie ? - spytałem dość zdziwiony
-No tam przy bandach reklamowych - pokazał, a mi aż serce mocniej zabiło. To była Diana 
-Piter pamiętasz jak Ci wspominałem, o ładnej, wysokiej brunetce, którą zobaczyłem w galerii, a potem wpadłem na nią na lotnisku ? - spytałem bez chwili namysłu
-Mówisz o tej z która miałeś iść na kawę, ale jakaś inna ja zawalała ? 
-Tak, to ona! - powiedziałem nie odrywając od NIEJ wzroku 
-Skąd znają ją chłopaki ? 
-A skąd ja mam to wiedzieć - powiedziałem spoglądając na Cichego
-Ej nie patrz na mnie jak na idiotę - po tych słowach zacząłem się śmiać
-Chyba dobrze się znają - stwierdziłem 
-Dowiedzmy się skąd - Piter zawołam Michała i Maćka
- Co tam ? - zapytał Winiar
-Co to za dziewczyna, z którą tak zawzięcie gadaliście - zapytał Piter
-Tamta ? - pokazał palcem młody, pokiwaliśmy głowami - To Diana
-To już wiemy, coś więcej? - spytałem 
-Znamy ją od dwóch lat, gra w Budowlanych, jest dobrą przyjmującą - powiedział Winiar z uśmiechem na ustach 
-A skąd ją znacie? - dopytywał Piter
-Przychodziła do nas na mecze - urwał Michał i zaczął się śmiać - i kiedyś więcej osób chciało autograf od niej niż od nas i wtedy postanowiliśmy się z nią zapoznać i dowiedzieć czegoś więcej, od samego początku wydawała się fajna, szybko złapaliśmy z nią dobry kontakt.
-Ale to z Kłosem spędza najwięcej czasu, bo mieszkają niedaleko siebie - dodał Muzaj, nawet teraz widać było, że są z Karolem blisko, co chwile się śmiali i przytulali.
-Często gramy razem sparingi, robimy zdjęcia, wychodzimy i bawimy się - powiedział po raz kolejny Michał
-Kiedyś ze mną chodziła - pochwalił się Maciek, takie dziwne czucie, chciałem mu walnąć, chyba byłem zazdrosny - ale nam nie wyszło - posmutniał, a ja aż skakałem z radości w środku.
-Ale ona nic z Kłosem? - spytał Nowakowski
-Nic, a nic, tylko przyjaźń - powiedział stanowczo Winiarski
-A tamten co koło niej siedzi, to jej chłopak ? - spytałem z nadzieją, że nie 
-Nie - kamień spadł mi z serca - to jej jakaś rodzina - powiedział Muzaj, trener przywalał nas do porządku, cały czas na nią patrzyłem była tak piękna, chciałem się postarać dla niej. 
OCZAMI DIANY:
Razem z Karolem oczekiwaliśmy na rozpoczęcie. Spiker przywitał gości, nawet mnie, choć nie wiem jak on mnie zobaczył, Bartman chyba mnie szukał wzrokiem, bo zatrzymał się na mnie i dziwnie się spojrzał. Postanowiłam się tym nie przejmować. Hala była pełna Polskich kibiców, którzy na odśpiewaniu Mazurka trzymali barwy wysoko w górze. Wczoraj nasi gracze znakomicie rozpoczęliśmy sezon reprezentacyjny wygrywając z reprezentacją Serbii 3:0 w setach do 21, 23 i do 16. Grając świetnie w każdym elemencie.  Wyjściowa szósta: Piotrek Nowakowski, Michał Winiarski, Łukasz Żygadło, Zbyszek Bartman, Marcin Możdżonek , Krzysiek Ignaczak i  Bartuś Kurek. Cały czas myślałam o jego pięknych niebieskich oczach, uśmiechu i o tym co by było gdybym jednak poszła na tą kawę z nim, ale co my mogło być, jejku to jest światowej lasy siatkarz a ja? A ja jestem nikim. Mecz się rozpoczął od bardzo mocnej zagrywki środkowego Serbii, ale my dzięki dobremu przyjęciu wychodzimy na prowadzenie po ataku Zbyszka. Za dziewiąty metr boiska udaje się nasz El'Capitano, przeciwnicy bez problemów, remis. Po zagrywce Petkovic'a wychodzimy na prowadzenie, ale Serbcy gracze nie są nam dłużni i odpowiadają nam mocnym atakiem Stankovic'a. Remis 2:2, kolejne mocne ataki Stankovic'a, czas na jego zagrywki, ale po dobrym przyjęciu Winiara wychodzimy na prowadzenie. Pierwsza przerwa techniczna prowadzimy 8 do 5, jednak Serbowie szybko odbudowują przewagę, wala punt za punkt druga przerwa techniczna, na której prowadzimy jednym punktem. Polscy kibicie szaleją, śpiewają różne przyśpiewki  a my razem z nimi. Chłopaki wiedzą, że to będzie trudny mecz, ale chcą to wygrać, dać radość swoim kibicom.  Po zagrywkach Podrascanin'a przeciwnicy wychodzą na prowadzenie, Polacy nie są w stanie odrobić przewagi i przegrywają do 21. Andrea Anastasi  pomiędzy setami chce zmotywować zawodników, oni po jego słowach od razu się obudzili i na drugą partie weszli z determinacją w oczach. Bartek razem z Winiarem szaleli w przyjęciu, Krzysiek w obrobię, Zbyszek w ataku, a Piter, Możdżon i Łukasz w bloku. Zaczęliśmy od punktowej zagrywki Bartka, kolejne sprawiły Serbii mniejsze problemy, ale nasz blok i kontra dały rezultaty. Na pierwszej przerwie technicznej prowadziliśmy aż pięcioma punktami. Przeciwnicy straty obronili i sprawiali nam trochę problemów zagrywką. Nasi gracze w tym secie sami się motywowali, przyjmowali każda zagrywkę, stawiali szczelny blok. Serbowie wielokrotnie chcieli nam przeszkodzić w odniesieniu zwycięstwa posyłając w naszą stronę potężnie mocne ataki, ale chłopaki walczyli i wygraliśmy seta bardzo zdecydowanie do 19. Następnego seta rozpoczynamy mocnym atakiem Bartka, Serbowie nie potrafią przebić się przez nasz blok. Prowadzimy 5 do 2, niestety szybko tracimy zbudowaną przewagę po atakach Stankovic'a. Remis, Kovacevic w aut, wychodzimy na prowadzenie. Na zagrywkę idzie Bartman i AS ! przerwa techniczna, na której prowadzimy do dwoma punktami. Chłopaki walczą, po raz kolejny walka punkt za punkt, Serbowie nie potrafią odczytać naszej gry, natomiast my popełniamy głupie błędy. Dziewiętnaście do dziewiętnastu, czas dla AA chłopaki się motywują i wspierają. Po wróceniu na boisko widać większość naszego zespołu. 23:22 na nas, zagrywka Alka, AS. Kolejna mocna zaagrywka, chłopaki z problemami, Bartan zablokowany. Po raz kolejny za dziewiąty metr wędruje Atanasijevic, znowu mocno, przyjmuje Igła do Ziomka ten do Pitera, zerwany atak, bronią Serbowie, blokowany Miljkovic, remis po 24. Na zagrywkę idzie Bartuś, z problemami Rosic, nieporozumienie oddają nam piłkę na darmo, Krzysiek idealne dogranie do Żygadły ten na drugą linie i kończy Winiar. Kibice wstali ze swoich miejsc głośno krzyczą OSTATNI, OSTATNI. Znowu Kurek wysoko podrzuca, mocno uderza i AS! Kibice szaleją, prowadzimy z Reprezentacją Serbii 2:1. Na kolejną partie Serbowie chodzą z determinacją w oczach. Rozpoczynamy od zagrywki naszego El'Capitano, pocelowany Kovacevic posyła piłkę w trybuny, wychodzimy na prowadzenie. Obie drużyny walczą o każdą piłkę, straszą mocną zagrywką, szczelnym blokiem i mocnym atakiem. Alek atakuje z całych sił, pierwszy raz w tym meczu przegrywamy na przerwie technicznej, chłopaki motywują się i ustalają kolejne akcje. Po wejściu na płytę boiska szybko odrabiamy straty i wychodzimy na prowadzenie. Nasi zawodnicy grają z głową, stawiają blok kiedy trzeba, wstrzymują rękę, grają perfekcyjnie. Niestety moce zagrywki  Stankovic'a doprowadzają do remisu i robi się niebezpiecznie. Na drugiej przerwie technicznej jesteśmy tylko o punkt lepsi. Niestety błąd na zagrywce Bartka doprowadza do remisu. Kibice mocno wspierają swoich reprezentantów. Walka środkowych, najpierw Nowakowski blokował  Podrascanina, a potem Podrascanin Nowakowskiego. Zagrywka Terzica sprawia nam kłopoty, oddajemy piłkę za darmo. Kolejne ataki wcale nie są lepsze, Serbowie wygrywają na kontrach 20 do 17. Czas dla naszego trenera, który motywuje chłopaków, szybko odrabiają straty. Walka punkt za punkt. Popsuta zagrywka Piotrka przegrywamy,u przeciwników serwuje Alek, bardzo mocna zagrywka, przyjmuje Ignaczak, Żygadło do Winiara, a ten blokowany pojedynczym blokiem przez Podrascanina, Znowu Serb, tym razem serwis w aut. Na zagrywkę idzie Bartek i popisuje się AS'em. Następną zagrywkę przyjmują w punkt Serbowie i Alek z prawego skrzydła zdobywa punkt. Na nasze szczęście środkowy przeciwników się myli, remis. Bartman po nieudanym serwisie, znowu blokowany. Polacy w niewygodnej sytuacji. Mitic w aut, Piotrek Nowakowski męczy przeciwników swoim flotem, blokowany Atanasijevic, 24:24. Znowu Piter i AS!  Wszyscy kibice wstali ze swoich miejsc, Piotrek tym razem w aut, walka na przewagi, Stankovic w siatkę. Na zagrywkę idzie nasz rozgrywający, dostaje jakieś wskazówki od trenera, Serbowie z problemami przebiją plasem, Krzysiek do Łukasza ten do Bartka i ten kończy mecz atakiem z drugiej linii. Cała hala krzyczy DZIĘKUJEMY, chłopcy się cieszą. Czekam przy bandach na siatkarzy, Ci podchodzą i cieszą się razem ze mną. Zapoznałam się z większością siatkarzy, ale najbardziej czekałam na Bartka, który właśnie udzielał wywiadu. Patrzył się i uśmiechał w moją stronę już miał podejść, ale Figiel szybko mnie wyprowadził z hali
-Chodź jedziemy - powiedział, byłam na niego taka wściekła, że myślałam, że go zaraz zabije.
-Głupi jesteś? Wyciągnąłem mnie z sali w takim monecie? Właśnie w moją stronę szedł Bartek, a Ty mnie zabrałeś, bo chcesz do domu? - powiedziałam zdenerwowana 
-Przepraszam nie wiedziałam - powiedział głaskając mnie po głowie, nagle zaczął się śmiać 
-Dobra spadaj - powiedziałam obrażona po czym usiadłam na miejscu pasażera 
-Przecież Ty miałaś prowadzić- stwierdził Karol 
-Ale mnie zdenerwowałeś i nie będę - pokazałam mu język, Figiel tylko prychnął śmiechem i zasiadł za kierownicą. Usypiałam kiedy dostałam SMS:
Gdzie Ty jesteś? ;>  Karol :)
Jadę do domu, Karol ...
Co zrobił tamten jełop? 
Pogadamy jak się spotkamy
Heloł ja mam zgrupowanie :) 
No co Ty nie powiesz? Dobra idę spać. Pozdrów chłopaków, branoc ;*
Jak ich znajdę to pozdrowię ;) Dobranoc, uważajcie na siebie;)
Po tych słowach szybko usnęłam
-Wstawaj -poczułam dotyk na moich włosach 
-Gdzie jesteśmy? - odpowiedziałam jeszcze zaspana  
-Pod Twoim blokiem, chodź zaprowadzę Cię na górę i jadę do domu 
-Weź nie żartuj jest jedenasta, zanim dojedziesz będzie pierwsza, nie pozwolę żebyś siedział sześć godzin na kierownica  -od razu się obudziłam, Karol niechętnie się zgodził. Weszliśmy na górę, wzięłam prysznic i po raz kolejny udałam się w krainę Morfeusza. 
Następnego ranka obudził mnie dźwięk bijającego się szkła, poszłam do kuchni, a tam Figiel zbierający szkło 
-Tak mi dziękujesz za gościnę, budząc mnie w środku nocy ? - powiedziałam ziewając
-Nocy? - przerwał zdziwiony, ja tylko pokiwałam głową - Kochana jest dwunasta, ja pije kawę i jadę do domu
-Dosypałeś mi czegoś, że tak długo spałam czy jak - zapytałam po czym usłyszałam tylko śmiech  Po śniadaniu Karol pojechał, ja wzięłam prysznic, przebrałam się w wygodne ciuchy i zaczęłam pakowanie. Po wszystkim zaczęłam obrabiać zdjęcia z pobytu w domu, urodzin/zaręczyn Martyny ( jak kto woli) i meczu chłopaków. Nawet się nie zorientowałam na na zegarze wybiłam jedenasta. Wzięłam szybki prysznic, nałożyłam piżamę i udałam się spać.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 9


Następnego poranka obudził mnie zapach świeżo parzonej kawy, kierowałam się w stronę dochodzącej woni. Doszłam do kuchni moim oczom ukazał się zastawiony stół. Spojrzałam na zegarek i z wrażenia aż usiadłam, była jedenasta. Rzadko tak długo śpię  chyba że mam wolne, ale nawet wtedy biegam. W łazience leciała woda, więc chyba Martyna brała prysznic. Poszłam sobie przygotować ubranie na dziś. Moim oczom ukazało się duuuuuże zdjęcie, którego wcześniej nie zauważyłam, byłam na nim ja, Martyna i Paweł. Było zrobione na przyjęciu pożegnalnym, które dla mnie zorganizowali. Wszystko odbyło się na wakacjach na Sielpi. Pojechaliśmy tam ze znajomymi ze szkoły. Nastawiliśmy się na opijanie wakacji i naszych wyjazdów ( ja od września miałam chodzić do szkoły do Łodzi, a Martyna do Kielc ). Przez wszystkie 3 dni wszyscy się świetnie bawili. Spaliśmy do 11, wspólne śniadania potem na plaże, obiad i imprezy. Ostatniego dnia wszyscy zachowywali się dość dziwnie. Wstałam po 10, w domku nie było nikogo, a to ja prawie zawsze stawałam pierwsza. Posprzątałam domek, zrobiłam śniadanie i zawołałam wszystkich. Patrzyli na mnie i się głupio uśmiechali, czułam się wtedy bardzo niezręcznie, najchętniej pojechałabym wtedy do domu, bo mnie denerwowało jak szepczeli coś gdy się odwracałam lub odchodziłam. Miałam ich gdzieś poszłam na plaże. Nasmarowałam kremem do opalania, leżałam tak chwile kiedy ktoś nagle stanął nade mną .
-Przepraszam bardzo, ale Pan/Pani zasłania mi słońce - powiedziałam nie otwierając oczu.
-Jeszcze płci nie zmieniłem - usłyszałam znajomy śmiech
-Przemek weź odejdź, ostatni dzień chce się trochę opalić - Przemek to chłopak z mojego rocznika. Od samego początku mieliśmy dobry kontakt, siedzieliśmy zawsze razem w ławce, chodziliśmy na wagary, mieliśmy dużo tematów do rozmów. Każda dziewczyna zazdrościła mi, że tak się dobrze rozumiemy, on miły,  przystojny, wysoki chłopak, podobał się każdej. To właśnie z nim poszłam na pierwszy trening siatkówki i tak zaczęła się nasz przygoda, to był też jego pierwszy trening. Ze swoimi dwoma metrami wybrał środek, a ja z moimi stu osiemdziesięcioma pięcioma  przyjęcie. Z Przemkiem było tak jak teraz z Karolem, chodź z Przemkiem spróbowaliśmy być parą, ale wtedy nasze relacje się trochę zmieniły, ale na szczęście nasza szczerość nie. Po długiej rozmowie  postanowiliśmy się tylko przyjaźni, na szczęście on nie jest taki jak inni i po zerwaniu było tak jak wcześniej. Martyna zawsze się śmiała, że on jest drugą wersją mnie tylko w męskim wydaniu. Mieliśmy taki samo podejście do życia, każde z nas stawiało na siatkówkę, chodź by miało się nie udać, to próbowaliśmy.  Nasze drogi się rozeszły własnie jak ja jechałam do Łodzi on wtedy do Warszawy. Jak grał w AZS Politechnika Warszawska to widywaliśmy się przynajmniej raz w tygodniu, teraz kiedy gra Andreoli Latina nie widujemy się w ogóle, mamy tylko kontakt telefoniczny.
-Choć na miasto - wyrwał mnie z rozmyśleń.
-Nigdzie nie idę - powiedziałam stanowczo nie zwracając na niego uwagi, nagle poczułam, że mnie podnosi, szybko otworzyłam oczy, tak jak myślałam niósł mnie w stronę jeziora.
-Przemek dobrze pójdę z Tobą jeśli mnie puścisz - powiedziałam błagalnym tonem.
-Okej masz piętnaście minut, będę stał przy brami, jeśli nie przyjdziesz wiesz co Cię czeka - powiedział stawiając mnie na brzegu. Szybko zabrałam swoje rzeczy i udałam się w stronę domu. Po drodze nie spotkałam nikogo znajomego, weszłam do domku, wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i pognałam w stronę bramy. Długo chodziliśmy po mieście, zbliżała się dziewiętnasta i robiło się już chłodno.
-Przemek wracajmy już, jestem zmęczona i jest mi zimno - powiedziałam
-W sumie możemy już wracać  w ramach przeprosin wskakuj - nachylił się i niósł mnie do ośrodka na barana.
-Już dojdę, dziękuje, dobranoc - pocałowałam go w policzek po czym weszłam do domu, a tam zapłakana Martyna
-Co się stało kocie? - spytałam podbiegając do niej
-Pokłóciłam się z Pawłem - powiedziała, usłyszałam, że się kąpał więc postanowiłam stamtąd wyjść
-Chodź się przejdziemy tam - wskazałam drogę  Martyna się nie odzywała, nagle zmieniła kierunek. Doszłyśmy na koniec ośrodka.
-NIESPODZIANKA - krzyknęli wszyscy, zrobili mi przyjęcie pożegnalne przy ognisku, jak się okazało wszyscy byli w to zamieszani, rano stali po ósmej pojechali po zakupy, gromadzili drewno, szykowali ławki. Przemek musiał mnie wyprowadzić żeby mogli przygotować jedzenie, a Martyna musiała mnie przyprowadzić, wcale nie pokłóciła się z Pawłem  Wszyscy dobrze się bawili, śpiewali  tańczyli, każdy chciał się napić więc postanowiliśmy, ze zostaniemy jeszcze na jedna noc. Zawała skończyła się wraz ze wschodem słońca, wszyscy udali się do domków, żeby iść spać. Razem z Przemkiem wstaliśmy po szesnastej ( mieszkaliśmy w domku we czwórkę), ubraliśmy się i poszliśmy sprzątać. Zrobiliśmy kolacje, wszyscy zjedli z nami, postanowiliśmy ze jutro wyjdziemy około trzynastej, bo znając nas wstaniemy po jedenastej, a jeszcze trzeba się spakować. Jak uzgodniliśmy tak też zrobiliśmy. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Martyny
-O czym tak myślisz?
-Wypominam wakacje na Sielpi - powiedziałam, ona oparła się na mnie i zaczęła wspominać ze mną.
-Twoja mina podczas śniadania była najlepsza, przyznaj ze byłaś wkurzona - zaśmiała się Dąbkowa.
-Wkurzona? Ja tam byłam wkurwiona - powiedziałam po czym zaczęłyśmy się śmiać. Poszłam się wykąpać, po czym zjadłyśmy śniadanie, o piętnastej poszłyśmy na trening Martyny, na którym i ja sobie pograłam, a potem na basen. Wróciłyśmy do domu po ósmej, Martyna poszła się kapać ja zrobiłam kolacje i poszłam pod prysznic. Martyna zmęczona treningiem ( w końcu jak była u mnie tydzień w ogóle nie grała ) poszła spać. Postanowiłam zadzwonić do Karola, odebrał po drugim sygnale
-hej siostrzyczko - usłyszałam jego radosny głos i uwiadomiłam sobie, ze tęsknie  bardzo się zżyliśmy  kiedy jesteśmy w Łodzi widujemy się codziennie.
-Witaj Złoty Kłosie - zaczęłam się śmiać.
-widziałaś? - spytał, jestem pewna ze spalił buraka, ale po chwili zaczął się śmiać razem ze mną.
-A ktoś nie widział ?
-No nie wiem - znowu Karol się zaśmiał. Długo rozmawialiśmy, a to o przyjeździe do Bełchatowa, wyjeździe do Warszawy, a nawet o tym jak bardzo tęskni. Przed dwunastą położyłam się obok Martyny. Następne dwa dni minęły nam bardzo szybko, dużo z Martyną rozmawiałyśmy powiedziałam jej nawet o Bartku chodź praktycznie nie było co opowiadać, ona zawsze wiedziała że fascynowała mnie jego gra i osobowość, ale to tylko młodzieńcze zauroczenia. W środę wieczorem spakowałam się, ostatni raz zjadłyśmy z Martyną kolacje, wykąpałyśmy się i poszłyśmy spać. Następnego ranka obudził mnie dźwięk MS był od Pawła.
Jestem już w Kielcach  mam do Ciebie prośbę  spotkajmy się w naszej kawiarni o 9, nic nie mów Martynie, proszę ;)
Nie wiedziałam o co mu chodzi, wie, ze nie lubię i nie umiem jej okłamywać.  Wstałam, wykąpałam, ubrałam się i  poszłam do sklepu po coś na śniadanie. Postawiłam na sałatkę owocową i gofry z bita śmietaną. Martyna je uwielbiała, a ja chciałam jej podziękować. Kilka minut po tym jak wszystko było gotowe moja przyjaciółka wstała, zjadłyśmy razem śniadanie po czym przyszedł czas na pożegnanie.
-Dziękuje Ci za wszystko - powiedziałam łamanym głosem do przyjaciółki.
-To ja CI dziękuje - powiedziała
- Będę tęsknić. - przytuliłam ją. - Pamiętaj o mnie.
- Zawsze pamiętam  - ryczałyśmy z 10 minut- Nie płacz już przed Tobą kawałek drogi, niedługo cię odwiedzę.
- Mówisz prawdę ? - uśmiechnęłam się.
- Pewnie, że tak. - przytuliła mnie
-Trzymaj się , dzwoń, wygrywaj mecze - powiedziałam z uśmiechem na jednym oddechu.
-Ty też, jak będziesz w tej Spale to pogadaj z tym Bartkiem - poruszyła śmiesznie brwiami, obie wybuchłyśmy śmiechem - dzwoń, wpadaj - przytuliła mnie
-Kocham Cię - powiedziałam
-Ja Cię bardziej - przytulia mnie jeszcze raz i wyszłam z mieszkania, znowu płacząc. Wsiadłam do samochodu, musiałam chwile się uspokoić, włączyłam radio i już było okej. Ruszyłam w stronę ulicy Wesołej 38, po pięciu minutach byłam już na miejscu. W środku wypatrzyłam Pawła. Przywitałam się  z nim po czym zamówiłam sobie late.
-Nie ukrywam, że Twój dzisiejszy SMS mnie zdziwił - powiedziałam prosto z mostu
-Wiem, ale tu chodzi o Martynę.
-Coś się stało? Chyba nie chcesz jej zostawić? - zapytałam przerażona
-Nie ! Kocham ją nad życie - powiedział od razu
-Więc o co chodzi ? - zapytałam ciekawa
-Bo wiesz ... - Paweł się zawiesił
-No właśnie nie wiem - powiedziała podirytowana
-Bo wiesz ... - Znowu to samo
-Paweł cholera jasna ! - krzyknęłam
-Bo wiesz ... - spojrzałam na niego piorunującym spojrzeniem - jestem z Martyna już cztery lata i chciałem się ... - przerwał na chwile wziął głęboki oddech - chciałem się oświadczyć- ja aż pisnęłam z radości, przytuliłam go od razu - i chciałem zapytać czy nie pomogła byś mi  w wyborze pierścionka ? -zapytał  z nadzieją w głosie
-Oczywiście, że pomogę - bez namysłu powiedziałam
- Jejku dziękuje - przytulił mnie
-Nie masz za co, ale powiedz kiedy chcesz to zrobić ? - spytałam ciekawska
-Na jej urodzinach - romantyk pomyślałam. Pogadaliśmy tak jeszcze z godzinę, ustaliliśmy wszystko w sprawie i urodzin, i zaręczyn, po czym ruszyłam w drogę do mojego rodzinnego domu. Nagle dostałam telefon, nie patrząc na ekran odebrałam.
-Tak słucham?
-Hej siostra, to prawda, że dziś przyjeżdżasz do domu ?
-Gośka?
-Taak, dzwonił do mnie tata i mówił, że dzisiaj będziesz
-No właśnie wyjeżdżam z Kielc
-O to weź do mnie wpadnij bo się stęskniłam i Karol ma do Ciebie jakąś sprawę
-No okej będę za pół godziny - powiedziałam po czym się rozłączyłam. Karol to brat męża mojej siostry, cztery lata ode mnie starszy, ale nigdy nie zwracaliśmy na to uwagi, zawsze dobrze się dogadywaliśmy, ufaliśmy sobie, oboje kochaliśmy siatkówkę. Będąc u nich cały czas spędzaliśmy razem, wygłupialiśmy się, oglądaliśmy mecze, graliśmy w siatkę, ach piękne wspomnienia.
Nawet nie zorientowałam się kiedy dojechałam. Zaparkowałam samochód pod domem, z bagażnika wyjęłam prezenty dla dziewczyn, rzadko tu bywam, a chce trochę po rozpieszczać moje siostrzenice, weszłam jak zwykle bez pukania. W mieszkaniu było strasznie cicho.
-Gośka jesteś ?- krzyknęłam  na schodach od razu pojawiła się moja siostra ze swoimi pociechami, wyściskałyśmy się za wszystkie czasy, dałam dziewczyną prezenty po czym zostałam nazwana mianem najlepszej cioci, i najgorszej siostry, bo ona mnie prosiła żebym nic nie kupowała bla,bla,bla. Długo rozmawiałyśmy a to o mojej grze, dziewczynach, rodzince, kiedy nagle Goska wypaliła.
-A jak Ci się z Karolem układa ? - od razu skarciłam ją wzrokiem, ale wiedziałam, ze prędzej czy później o to zapyta zawsze myślała, ze my coś razem, rok temu byliśmy na wspólnych wakacjach bardzo go wtedy polubiła i za każdym razem tak bredziła.
-Dobrze, jesteśmy przyjaciółmi - powiedziałam z uśmiechem
-Oj, ale nie o to mi chodzi baranie
-To mój znak zodiaku, fajny nie ? - lubiłam się tak z nią droczyć
-Oj wiesz co nienawidzę Cię - powiedziała robiąc obrażoną minę
-A ja Cię kocham - podeszłam do niej i ją przytuliłam, nagle do mieszkania wszedł Karol, tą swoja ukochana ...
-A co to za czułości beze mnie - powiedział przytulając nas, kiedy wyrwałam się z tego uścisku, zostałam po raz kolejny przytulona tym razem przez samego Karola.
-Co tam u Ciebie kochana mordo - powiedział z uśmiechem
-Kochana - powiedziała z ironią Kaśka,dziewczyna Figla
-Dobrze, cały czas treningi, wyjazdy, mecze, uczelnia i tak w kółko - powiedziałam nie zwracając uwagi na Packową
-No wiem, śledzę na bieżąco - zaśmiał się Karol
-A jak tam Twoja gra? - Karol też grał w siatkówkę, ale nie zawodowo tylko dla przyjemności
-Tak sobie, teraz rzadko bywam na treningach, ostatni rok studiów zobowiązuje jeszcze praca i Kasia - powiedział, a z jego twarzy znikł uśmiech, zawsze kochał siatkówkę  to on też po części mnie nią zaraził i pomagał - nawet dzisiaj mam trening, ale nie pojadę bo Ty przyjechałaś  jest Kasia i chce z wami pogadać
- O której masz trening ?
-Za dwie godziny -  powiedział nie wiedząc o co chodzi
-W takim razie szykuj dupę za godzinę jedziemy - jego mina bezcenna, i ten błysk w oku, natomiast mina jego dziewczyny, razem z Goską wybuchłyśmy niepohamowanym śmiechem. Pogadaliśmy jeszcze chwile, zjedliśmy obiad, spakowałam swój strój na trening i wyjechaliśmy  Karol siedział obok i się ze mnie śmiał, czegoś szukał w schowku znalazł płytę naszego ukochanego zespołu, oby dwoje zaczęliśmy śpiewać  Kaska coś tam jęczała, ale nie zwracaliśmy na nią uwagi. Całą drogę zdzieraliśmy sobie gardła, po godzinie jazdy dojechaliśmy do Kielc, Karol poszedł ze mną do trenera, trochę się zdziwił na mój widok, pozwolił mi zostać, ale pod warunkiem, że zagram, bez namysły zgodziłam się. Razem z Karolem w stronę szatni natomiast Packowa na trybuny, przebraliśmy się i poszliśmy na hale. Większość chłopaków znałam, bo przyjeżdżali do Figla. Panowie od razu się na mnie rzucili, w końcu ponad rok się nie widzieliśmy, ściskali mnie około dziesięciu minut, chyba by było dużej, ale uspokoił nas trener. Po pół godzinnym rozciąganiu  Kowalski rozdzielił nas na dwie drożyny i mieliśmy zagrać mały sparing. Razem z Karolem grałam na przyjęciu, Olek z Mikołajem na środku, na ataku Jasiek, rozegranie Seba i libero Kuba.
Z Sebastianem jeszcze się nie znałam, ale widać, że chłopak chciał mnie przetestować, bo piłki na kontrze kierowane były do mnie. Bez problemu odnalazłam się na boisku, kochałam grać, a ta tygodniowa przerwa pokazała jak bardzo, moja drużyna wygrała 3:0. Przez całą drogę powrotną gadaliśmy z Karolem olewając Kaśkę, ona tak się zdenerwowała, że kazała się odwieźć do domu, w sumie było mi to na rękę, bo będę mogła normalnie pogadać z Karolem. Od razu po dojechaniu poszłam po raz kolejny pod prysznic, założyłam piżamke, wieczorem wszyscy oglądaliśmy jakiś film. W nocy nie mogłam spać, postanowiłam, że pójdę do pokoju Karola, zawsze tak robiliśmy jak tam byłam. Na szczęście nie spał, położyłam się koło niego, zaczęliśmy gadać o wszystkim, o siatkówce, o Kłosie ( Figiel był zazdrosny, bo Karolem spędzam sporo czasu, a jego widywałam raz na ruski rok), nawet o tej Kaśce, ale ten temat nie przypadł nam do gustu więc go zmieniliśmy.
-Ej, bo jak gadałam dzisiaj z Gośka powiedziała, że masz do mnie jakąś sprawę - przypomniałam sobie nagle
-Aa właśnie - Karol wstał podszedł do biurka i coś wyciągnął - pojedziesz ze mną ? - zapytał dając mi do ręki bilety na mecz POLSKA-SERBIA
-Skąd je masz ? - spytałam mega szczęśliwa
-Kupiłem przecież same z nieba nie spadły inteligentko - powiedział po czym zaczął się ze mnie śmiać za co dostał kuksańca w bok - To jak pojedziesz ze mną ?
-Jasne, że tak - przytuliłam go szczęśliwa - mecz jest dwudzuestego piątego, a ja dwudziestego siudemgo  mam się wstawić w Spale - pomyślałam głośno
-Gdzie ? - spytał zszokowany Karol
-No w Spale, na słuch Ci siadło czy co - zaśmiałam się
-Ale jak kto ? - dopytywał ciekawski, więc powiedziałam mu wszystko i kolo drugiej poszliśmy spać .