Nazajutrz miał się odbyć mecz o Mistrzostwo Polski, PGE Skra Bełchatów kontra Asseco Resovia Rzeszów, ale chłopaki jechali już w sobotę. O ósmej miałam zawieź Karola do Bełchatowa, wiec wstałam o siódmej wzięłam szybki prysznic, przebrałam się, a włosy związałam w wysokiego kucyka . Napisałam Martynie kartkę gdzie jestem, chodź wiedziałam, że jak przyjadę ona jeszcze będzie smacznie spała. Za dziesięć ósma dotarłam pod blok środkowego. Weszłam na górę, dzwonie raz, dzwonie drugi NIC. Po trzech minutach ciągłego dzwonienia otworzył mi zaspany Kłos.
-Dopiero wstałeś ? - zapytałam zdziwiona, on tylko pokiwał głowa w górę i w dół - wiesz która jest godzina ? Powinniśmy już wyjeżdżać, a Ty w rozsypce, rusz dupę! -pogoniłam go. Jak poparzony latał po mieszkaniu w samych bokserkach, nie jedna dziewczyna chciała by zobaczyć ten widok, jednak na mnie on nie działał chodź muszę przyznać, że Karol ma ładne ciało. Dziesięć po ósmej wjechaliśmy. Całą drogę rozmawialiśmy i śpiewaliśmy ( gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że tak będzie wyśmiałabym go ). Po czterdziestu pięciu minutach byliśmy już pod Energią, pod którą czekał już autokar ze sztabem oraz kilku siatkarzy. Wysiadłam z samochodu przywitałam się ze wszystkim. Po krótkiej rozmowie ruszyłam w drogę powrotną, która zajęła mi trochę więcej czasu z powodu jakiegoś wypadku na Trasie 485. Po drodze zrobiłam zakupy na dzisiejszy obiad i kolacje. Wysiadłam z windy o dziwo drzwi do mieszkania były otwarte. Byłam pewna, że je zamykałam, bałam się wejść, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Wzięłam z kuchni szczotkę i ruszyłam w stronę salonu, nagle usłyszałam za sobą czyjeś kroki, odwróciłam się, a tam Martyna .
-Już chcesz się mnie pozbyć? - powiedziała chichocząc, a mi kamień spadł z serca.
-Ale mnie wystraszyłaś, myślałam, że Cię ktoś porwał, mieszkanie otwarte,nikogo nie ma, nie uważasz, że to dziwne? Byłam pewna, że jeszcze spisz,a tu taka niespodzianka - wygłosiłam swój monolog, po czym usłyszałam tyko miech - tak racja, śmiej się z przyjaciółki ciekawe co by było jak bym zawału dostała - dodałam, po czym Dąbkowa bez słowa mnie przytuliła.
-A własnie wracając do niespodzianki mam coś dla Ciebie - powiedziała Martyna, uśmiechanieta od ucha do ucha, prowadząc mnie do salonu, do którego wcześniej nie zdążyłam dojść. Na stole stało już śniadanie, zauważyłam trzy nakrycia nie wiedziałam o co chodzi.
-Dlaczego trzy? - zapytałam po czym, w drzwiach balkonowych stanęła Madzia. Madzia jest moją siostrzenicą ( tylko rok młodsza ), a zarazem moją przyjaciółką. Przez pierwszy rok to ona i Kamil ( mój siostrzeniec, dwa lata starszy, którego traktuje jak brata i bardzo kocham. Niestety przez uczelnie, treningi i mecze mamy tylko kontakt przez telefon, choć mieszkamy w jednym mieście. Bardzo mnie wpiera często go widzę na meczach, nawet wyjazdowych jeśli tylko pozwala mu czas) mnie wspierali i pomagali, dzięki nim nie czułam się samotna, fakt faktem mieszka tu większa część mojej rodziny, ale to nie to samo. Madzialena była taka drugą Martyna, zawsze mogłam jej się wygadać lub wypłakać ( na początku nie było łatwo ). Rok temu Madzia została przyjęta na uniwersytet oksfordzki i wyprowadziła się do Wielkiej Brytanii. Bardzo mi jej brakowało, widywałyśmy się rzadko, jej uczelnia, moja + mecze. Chyba wam jeszcze nie powiedziałam, ale studiuje fizjoterapie na drugim roku na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. W zasadzie gdy mam treningi nie chodzę na wykłady, ale dostaje od profesorów partie materiału, którą mam zaliczyć jak każdy student. Wracając do rzeczywistości, gdy tylko ją zobaczyłam od razu się do niej przytuliłam, trochę dziwiło mnie to, że jest tu w połowie roku, obie rozpłakałyśmy się.
-Co Ty tutaj robisz ? - spytałam cały czas przyklejona do niej
-Stoję nie widać? - zapytała śmiejąc się - przyleciałam na urodziny taty, więc nie mogłam Cię nie odwiedzić - jeszcze raz mnie przytuliła, a gdy tylko dotarły do mnie jej słowa strzeliłam sobie tak zwanego facepalm'a zapomniałam o urodzinach mojego brata ciotecznego jak mogłam. Będę musiała do niego zadzwonić, pomyślałam. Robercik będzie zły, że nie wpadnę chodź mieszkam od niego tylko 6 km, ale nie mam czasu .
-Madzialena kochanie kiedy wracasz ? - spytałam gdy już siedziałyśmy przy stole i konsumowałyśmy śniadanie przygotowane przez Martynę
-Nie widziała mnie prawie rok, a już mnie wygania - zaśmiała się Wieczorkowa
-Nie wyganiam Cię, ale jutro jadę na mecz i chciałabym spędzić z Tobą jak najwięcej czasu - odrzekłam szczerząc się do niej
-Chciałyśmy - poprawiła mnie Martyna
-Chyba tym razem to nie będzie nam dane, dziś jadę do taty, a jutro o 8 mam samolot do Londynu - powiedziała Madzia, robiąc smutną minę Podczas reszty śniadania wspominałyśmy, śmiałyśmy i plotkowałyśmy. Z Madzią pożegnałyśmy się około czternastej. Przez resztę dnia pakowałyśmy swoje rzeczy i oglądałyśmy filmy. Około dwudziestej trzeciej poszłyśmy spać. Następnego poranka wstałyśmy o szóstej ( już się przyzwyczaiłam do wstawania o tej porze, więc nie mam z tym problemów, w przeciwieństwie do Martyny), poszłam pierwsza pod prysznic, lubiłam jak gorąca woda parzy moje ciało, ubrałam się, a włosy związałam w luźnego warkocza, moje miejsce w łazience zajęła Martyna, a ja poszłam robić śniadanie. Umówiłyśmy się z Madzią, że przyjdzie do nas, zje z nami i odwieziemy ją na lotnisko, a potem wyruszymy w stronę Rzeszowa.
- Ładnie wyglądasz- powiedziałam do Martyny.
-Dziękuje, Ty też - odpowiedziała bez większych emocji.
-Coś się stało ? - zapytałam, byłam trochę zdziwiona, że Martyna jest taka smutna, to nie w jej stylu.
-Nie, wszystko okej - powiedziała.
-Nie wierze, mów o co chodzi - cały czas drążyłam temat.
-Bo przyzwyczaiłam się do tego, że budzę się rano i widzę Twoją mordę, fakt faktem tęsknie za Pawłem, ale Ty jesteś dla mnie jak siostra i brakuje mi Ciebie - na te słowa obie się poryczałyśmy.
-Co to za płacz ? - spytała Madzia wchodząca do kuchni, na jej widok poryczałyśmy się jeszcze bardziej. Pogadałyśmy jeszcze chwile, jedząc śniadanie i ruszyłyśmy w stronę lotniska. Rozmawiałyśmy o tym, że teraz my wpadamy do niej, nagle usłyszałyśmy głos z głośników, momentalnie się rozpłakałyśmy, Madzia ruszyła w stronę odprawy, a my w stronę samochodu. Martyna musiała skorzystać z toalety, ja natomiast ruszyłam w stronę wyjścia, szłam dosyć szybko pisząc SMS do Karola, że już wyjeżdżamy. Przy drzwiach przypadkowo wpadłam na jakiegoś wysokiego mężczyznę upadłam na podłogę, z mojej torby wysypały się wszystkie rzeczy, które zaraz zaczęłam zbierać, z rąk mężczyzny wypadł telefon.
-Uważaj jak chodzisz! - usłyszałam, ten głos wywołał dziwne uczucie, jakby dreszcze, ale niby czemu? Przecież on na mnie krzyczał.
-Ty też mógłbyś uważać - nie byłam mu dłużna i również na niego nakrzyczałam, nagle oboje sięgnęliśmy po tę samą rzecz, nasze ręce się spotkały, nasze oczy też. O jejku sama nie mogę w to uwierzy, wpadłam na BARTKA KURKA we własnej osobie. Uwielbiałam go, jego grę, energię, osobowość, mmm jego oczy, w których nawet teraz utonęłam.
-Przepraszam nie chciałam - wydukałam po chwil cały czas patrząc mu się w oczy.
-To ja przepraszam, mi się nic nie stało natomiast Ty upadłaś - podał mi rękę, którą chwaciłam, po całym ciele przeszedł mnie dreszcz.
-Dziękuje - uśmiechnęłam się, on odpowiedział mi tym samym.
-Może w ramach przeprosin pójdziesz ze mną na kawę - spytał nieśmiało.
-Bardzo chęt...
-Diana ! jedziemy - krzyknęła Martyna, yyy akurat w takim momencie, kiedyś ją zabije - bo nie zdążymy na mecz - dodała po chwili. Pociągnęła mnie za rękę, a ja tylko spojrzałam na siatkarza i mu pomachałam, nawet nie zdążyłam się z nim pożegnać. Całą drogę byłam nie obecna, myślałam o NIM, gdy Martyna mnie o coś pytała dawałam jej krótkie odpowiedzi, typu: tak, nie, może. Po pięciu godzinach pojechałyśmy pod rzeszowska hale, do meczu zostało jeszcze dwie godziny, ale postanowiłyśmy, że już wejdziemy. Napisałam SMS do Karola, że już jesteśmy, na nasze szczęście byli już w szatni, przywitałyśmy się ze wszystkimi. Po godzinie siedzenia z nimi, skrzaty musieli iść się porozciągać, my natomiast zajęłyśmy swoje miejsca, które zmieniłyśmy po piętnastu minutach siedzenia samym, wybrałyśmy sektor, w którym byli bełchatowscy kibice. Tak jak oni mieliśmy na sobie żółto czarne koszulki, ja miałam Karola, a Martyna Aleksa ( dostałam od nic rok temu na urodziny ). Po wyjściu pierwszych szóstek mecz się rozpoczął.
OCZAMI BARTKA:
W sobotę wieczorem wyjechałem z Nysy, w Łodzi byłem około dwunastej, wziąłem prysznic i się położyłem. Wstałem o ósmej, dopakowałem ostatnie rzeczy, zamówiłem taksówkę i wyjechałem. Lot miałem zaplanowany na 11:35, ale chciałem być wcześniej. Wchodząc do budynku pisałem młodemu SMS, że jestem już na lotnisku i za pół godziny mam samolot. Kiedy kończyłem pisać poczułem jak coś się ode mnie odbija, mój telefon upadł na ziemie, wkurzyłem się.
-Uważaj jak chodzisz ! - krzyknąłem podnosząc telefon, zauważyłem, że dziewczyna upadła, a zawartość jej torby leży na podłodze, schyliłem się i zacząłem zbierać jej rzeczy.
-Ty też mógłbyś uważać - usłyszałem krzyk, wydawało mi się, że już gdzieś słyszałem ten głos, po moim ciele przeszedł dreszcz, sięgnąłem po jej iPod'a w tym samym czasie co ona. Spojrzałem na nią, to ONA - pomyślałem - ta Diana, którą spotkałem piątkowego poranka. Spojrzałem w te piękne, brązowe oczy i chciałem w nie patrzeć godzinami, znowu po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz.
-Przepraszam nie chciałam - usłyszałem jej sodki głos.
-To ja przepraszam, mi się nic nie stało natomiast Ty upadłaś - powiedziałem po chwili wyciągając rękę, po raz kolejny chciałem ją dotknąć, poczuć, utonąłem w jej spojrzeniu.
-Dziękuje - uśmiechnęła się, chwytając moją dłoń, uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Chciałem ją poznać bliżej, w mojej głowie narodził się pomysł.
-Może w ramach przeprosin pójdziesz ze mną na kawę? - spytałem nieśmiało.
-Bardzo chęt... - zaczęła, po czym przerwała jej jakaś dziewczyna krzycząc.
-Diana ! jedziemy, bo nie zdążymy na mecz - akurat w takim momencie pomyślałem, dziewczyna złapała ją za rękę ciągnąc w stronę wyjścia, ONA tylko na mnie spojrzała i pomachała. Nawet nie wziąłem od niej numeru telefonu pomyślałem, patrząc jak wsiadają do samochodu. Po dwóch godzinach w samolocie, pojechałem do mojego klubowego mieszkania cały czas myśląc o NIEJ.