niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 9


Następnego poranka obudził mnie zapach świeżo parzonej kawy, kierowałam się w stronę dochodzącej woni. Doszłam do kuchni moim oczom ukazał się zastawiony stół. Spojrzałam na zegarek i z wrażenia aż usiadłam, była jedenasta. Rzadko tak długo śpię  chyba że mam wolne, ale nawet wtedy biegam. W łazience leciała woda, więc chyba Martyna brała prysznic. Poszłam sobie przygotować ubranie na dziś. Moim oczom ukazało się duuuuuże zdjęcie, którego wcześniej nie zauważyłam, byłam na nim ja, Martyna i Paweł. Było zrobione na przyjęciu pożegnalnym, które dla mnie zorganizowali. Wszystko odbyło się na wakacjach na Sielpi. Pojechaliśmy tam ze znajomymi ze szkoły. Nastawiliśmy się na opijanie wakacji i naszych wyjazdów ( ja od września miałam chodzić do szkoły do Łodzi, a Martyna do Kielc ). Przez wszystkie 3 dni wszyscy się świetnie bawili. Spaliśmy do 11, wspólne śniadania potem na plaże, obiad i imprezy. Ostatniego dnia wszyscy zachowywali się dość dziwnie. Wstałam po 10, w domku nie było nikogo, a to ja prawie zawsze stawałam pierwsza. Posprzątałam domek, zrobiłam śniadanie i zawołałam wszystkich. Patrzyli na mnie i się głupio uśmiechali, czułam się wtedy bardzo niezręcznie, najchętniej pojechałabym wtedy do domu, bo mnie denerwowało jak szepczeli coś gdy się odwracałam lub odchodziłam. Miałam ich gdzieś poszłam na plaże. Nasmarowałam kremem do opalania, leżałam tak chwile kiedy ktoś nagle stanął nade mną .
-Przepraszam bardzo, ale Pan/Pani zasłania mi słońce - powiedziałam nie otwierając oczu.
-Jeszcze płci nie zmieniłem - usłyszałam znajomy śmiech
-Przemek weź odejdź, ostatni dzień chce się trochę opalić - Przemek to chłopak z mojego rocznika. Od samego początku mieliśmy dobry kontakt, siedzieliśmy zawsze razem w ławce, chodziliśmy na wagary, mieliśmy dużo tematów do rozmów. Każda dziewczyna zazdrościła mi, że tak się dobrze rozumiemy, on miły,  przystojny, wysoki chłopak, podobał się każdej. To właśnie z nim poszłam na pierwszy trening siatkówki i tak zaczęła się nasz przygoda, to był też jego pierwszy trening. Ze swoimi dwoma metrami wybrał środek, a ja z moimi stu osiemdziesięcioma pięcioma  przyjęcie. Z Przemkiem było tak jak teraz z Karolem, chodź z Przemkiem spróbowaliśmy być parą, ale wtedy nasze relacje się trochę zmieniły, ale na szczęście nasza szczerość nie. Po długiej rozmowie  postanowiliśmy się tylko przyjaźni, na szczęście on nie jest taki jak inni i po zerwaniu było tak jak wcześniej. Martyna zawsze się śmiała, że on jest drugą wersją mnie tylko w męskim wydaniu. Mieliśmy taki samo podejście do życia, każde z nas stawiało na siatkówkę, chodź by miało się nie udać, to próbowaliśmy.  Nasze drogi się rozeszły własnie jak ja jechałam do Łodzi on wtedy do Warszawy. Jak grał w AZS Politechnika Warszawska to widywaliśmy się przynajmniej raz w tygodniu, teraz kiedy gra Andreoli Latina nie widujemy się w ogóle, mamy tylko kontakt telefoniczny.
-Choć na miasto - wyrwał mnie z rozmyśleń.
-Nigdzie nie idę - powiedziałam stanowczo nie zwracając na niego uwagi, nagle poczułam, że mnie podnosi, szybko otworzyłam oczy, tak jak myślałam niósł mnie w stronę jeziora.
-Przemek dobrze pójdę z Tobą jeśli mnie puścisz - powiedziałam błagalnym tonem.
-Okej masz piętnaście minut, będę stał przy brami, jeśli nie przyjdziesz wiesz co Cię czeka - powiedział stawiając mnie na brzegu. Szybko zabrałam swoje rzeczy i udałam się w stronę domu. Po drodze nie spotkałam nikogo znajomego, weszłam do domku, wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i pognałam w stronę bramy. Długo chodziliśmy po mieście, zbliżała się dziewiętnasta i robiło się już chłodno.
-Przemek wracajmy już, jestem zmęczona i jest mi zimno - powiedziałam
-W sumie możemy już wracać  w ramach przeprosin wskakuj - nachylił się i niósł mnie do ośrodka na barana.
-Już dojdę, dziękuje, dobranoc - pocałowałam go w policzek po czym weszłam do domu, a tam zapłakana Martyna
-Co się stało kocie? - spytałam podbiegając do niej
-Pokłóciłam się z Pawłem - powiedziała, usłyszałam, że się kąpał więc postanowiłam stamtąd wyjść
-Chodź się przejdziemy tam - wskazałam drogę  Martyna się nie odzywała, nagle zmieniła kierunek. Doszłyśmy na koniec ośrodka.
-NIESPODZIANKA - krzyknęli wszyscy, zrobili mi przyjęcie pożegnalne przy ognisku, jak się okazało wszyscy byli w to zamieszani, rano stali po ósmej pojechali po zakupy, gromadzili drewno, szykowali ławki. Przemek musiał mnie wyprowadzić żeby mogli przygotować jedzenie, a Martyna musiała mnie przyprowadzić, wcale nie pokłóciła się z Pawłem  Wszyscy dobrze się bawili, śpiewali  tańczyli, każdy chciał się napić więc postanowiliśmy, ze zostaniemy jeszcze na jedna noc. Zawała skończyła się wraz ze wschodem słońca, wszyscy udali się do domków, żeby iść spać. Razem z Przemkiem wstaliśmy po szesnastej ( mieszkaliśmy w domku we czwórkę), ubraliśmy się i poszliśmy sprzątać. Zrobiliśmy kolacje, wszyscy zjedli z nami, postanowiliśmy ze jutro wyjdziemy około trzynastej, bo znając nas wstaniemy po jedenastej, a jeszcze trzeba się spakować. Jak uzgodniliśmy tak też zrobiliśmy. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Martyny
-O czym tak myślisz?
-Wypominam wakacje na Sielpi - powiedziałam, ona oparła się na mnie i zaczęła wspominać ze mną.
-Twoja mina podczas śniadania była najlepsza, przyznaj ze byłaś wkurzona - zaśmiała się Dąbkowa.
-Wkurzona? Ja tam byłam wkurwiona - powiedziałam po czym zaczęłyśmy się śmiać. Poszłam się wykąpać, po czym zjadłyśmy śniadanie, o piętnastej poszłyśmy na trening Martyny, na którym i ja sobie pograłam, a potem na basen. Wróciłyśmy do domu po ósmej, Martyna poszła się kapać ja zrobiłam kolacje i poszłam pod prysznic. Martyna zmęczona treningiem ( w końcu jak była u mnie tydzień w ogóle nie grała ) poszła spać. Postanowiłam zadzwonić do Karola, odebrał po drugim sygnale
-hej siostrzyczko - usłyszałam jego radosny głos i uwiadomiłam sobie, ze tęsknie  bardzo się zżyliśmy  kiedy jesteśmy w Łodzi widujemy się codziennie.
-Witaj Złoty Kłosie - zaczęłam się śmiać.
-widziałaś? - spytał, jestem pewna ze spalił buraka, ale po chwili zaczął się śmiać razem ze mną.
-A ktoś nie widział ?
-No nie wiem - znowu Karol się zaśmiał. Długo rozmawialiśmy, a to o przyjeździe do Bełchatowa, wyjeździe do Warszawy, a nawet o tym jak bardzo tęskni. Przed dwunastą położyłam się obok Martyny. Następne dwa dni minęły nam bardzo szybko, dużo z Martyną rozmawiałyśmy powiedziałam jej nawet o Bartku chodź praktycznie nie było co opowiadać, ona zawsze wiedziała że fascynowała mnie jego gra i osobowość, ale to tylko młodzieńcze zauroczenia. W środę wieczorem spakowałam się, ostatni raz zjadłyśmy z Martyną kolacje, wykąpałyśmy się i poszłyśmy spać. Następnego ranka obudził mnie dźwięk MS był od Pawła.
Jestem już w Kielcach  mam do Ciebie prośbę  spotkajmy się w naszej kawiarni o 9, nic nie mów Martynie, proszę ;)
Nie wiedziałam o co mu chodzi, wie, ze nie lubię i nie umiem jej okłamywać.  Wstałam, wykąpałam, ubrałam się i  poszłam do sklepu po coś na śniadanie. Postawiłam na sałatkę owocową i gofry z bita śmietaną. Martyna je uwielbiała, a ja chciałam jej podziękować. Kilka minut po tym jak wszystko było gotowe moja przyjaciółka wstała, zjadłyśmy razem śniadanie po czym przyszedł czas na pożegnanie.
-Dziękuje Ci za wszystko - powiedziałam łamanym głosem do przyjaciółki.
-To ja CI dziękuje - powiedziała
- Będę tęsknić. - przytuliłam ją. - Pamiętaj o mnie.
- Zawsze pamiętam  - ryczałyśmy z 10 minut- Nie płacz już przed Tobą kawałek drogi, niedługo cię odwiedzę.
- Mówisz prawdę ? - uśmiechnęłam się.
- Pewnie, że tak. - przytuliła mnie
-Trzymaj się , dzwoń, wygrywaj mecze - powiedziałam z uśmiechem na jednym oddechu.
-Ty też, jak będziesz w tej Spale to pogadaj z tym Bartkiem - poruszyła śmiesznie brwiami, obie wybuchłyśmy śmiechem - dzwoń, wpadaj - przytuliła mnie
-Kocham Cię - powiedziałam
-Ja Cię bardziej - przytulia mnie jeszcze raz i wyszłam z mieszkania, znowu płacząc. Wsiadłam do samochodu, musiałam chwile się uspokoić, włączyłam radio i już było okej. Ruszyłam w stronę ulicy Wesołej 38, po pięciu minutach byłam już na miejscu. W środku wypatrzyłam Pawła. Przywitałam się  z nim po czym zamówiłam sobie late.
-Nie ukrywam, że Twój dzisiejszy SMS mnie zdziwił - powiedziałam prosto z mostu
-Wiem, ale tu chodzi o Martynę.
-Coś się stało? Chyba nie chcesz jej zostawić? - zapytałam przerażona
-Nie ! Kocham ją nad życie - powiedział od razu
-Więc o co chodzi ? - zapytałam ciekawa
-Bo wiesz ... - Paweł się zawiesił
-No właśnie nie wiem - powiedziała podirytowana
-Bo wiesz ... - Znowu to samo
-Paweł cholera jasna ! - krzyknęłam
-Bo wiesz ... - spojrzałam na niego piorunującym spojrzeniem - jestem z Martyna już cztery lata i chciałem się ... - przerwał na chwile wziął głęboki oddech - chciałem się oświadczyć- ja aż pisnęłam z radości, przytuliłam go od razu - i chciałem zapytać czy nie pomogła byś mi  w wyborze pierścionka ? -zapytał  z nadzieją w głosie
-Oczywiście, że pomogę - bez namysłu powiedziałam
- Jejku dziękuje - przytulił mnie
-Nie masz za co, ale powiedz kiedy chcesz to zrobić ? - spytałam ciekawska
-Na jej urodzinach - romantyk pomyślałam. Pogadaliśmy tak jeszcze z godzinę, ustaliliśmy wszystko w sprawie i urodzin, i zaręczyn, po czym ruszyłam w drogę do mojego rodzinnego domu. Nagle dostałam telefon, nie patrząc na ekran odebrałam.
-Tak słucham?
-Hej siostra, to prawda, że dziś przyjeżdżasz do domu ?
-Gośka?
-Taak, dzwonił do mnie tata i mówił, że dzisiaj będziesz
-No właśnie wyjeżdżam z Kielc
-O to weź do mnie wpadnij bo się stęskniłam i Karol ma do Ciebie jakąś sprawę
-No okej będę za pół godziny - powiedziałam po czym się rozłączyłam. Karol to brat męża mojej siostry, cztery lata ode mnie starszy, ale nigdy nie zwracaliśmy na to uwagi, zawsze dobrze się dogadywaliśmy, ufaliśmy sobie, oboje kochaliśmy siatkówkę. Będąc u nich cały czas spędzaliśmy razem, wygłupialiśmy się, oglądaliśmy mecze, graliśmy w siatkę, ach piękne wspomnienia.
Nawet nie zorientowałam się kiedy dojechałam. Zaparkowałam samochód pod domem, z bagażnika wyjęłam prezenty dla dziewczyn, rzadko tu bywam, a chce trochę po rozpieszczać moje siostrzenice, weszłam jak zwykle bez pukania. W mieszkaniu było strasznie cicho.
-Gośka jesteś ?- krzyknęłam  na schodach od razu pojawiła się moja siostra ze swoimi pociechami, wyściskałyśmy się za wszystkie czasy, dałam dziewczyną prezenty po czym zostałam nazwana mianem najlepszej cioci, i najgorszej siostry, bo ona mnie prosiła żebym nic nie kupowała bla,bla,bla. Długo rozmawiałyśmy a to o mojej grze, dziewczynach, rodzince, kiedy nagle Goska wypaliła.
-A jak Ci się z Karolem układa ? - od razu skarciłam ją wzrokiem, ale wiedziałam, ze prędzej czy później o to zapyta zawsze myślała, ze my coś razem, rok temu byliśmy na wspólnych wakacjach bardzo go wtedy polubiła i za każdym razem tak bredziła.
-Dobrze, jesteśmy przyjaciółmi - powiedziałam z uśmiechem
-Oj, ale nie o to mi chodzi baranie
-To mój znak zodiaku, fajny nie ? - lubiłam się tak z nią droczyć
-Oj wiesz co nienawidzę Cię - powiedziała robiąc obrażoną minę
-A ja Cię kocham - podeszłam do niej i ją przytuliłam, nagle do mieszkania wszedł Karol, tą swoja ukochana ...
-A co to za czułości beze mnie - powiedział przytulając nas, kiedy wyrwałam się z tego uścisku, zostałam po raz kolejny przytulona tym razem przez samego Karola.
-Co tam u Ciebie kochana mordo - powiedział z uśmiechem
-Kochana - powiedziała z ironią Kaśka,dziewczyna Figla
-Dobrze, cały czas treningi, wyjazdy, mecze, uczelnia i tak w kółko - powiedziałam nie zwracając uwagi na Packową
-No wiem, śledzę na bieżąco - zaśmiał się Karol
-A jak tam Twoja gra? - Karol też grał w siatkówkę, ale nie zawodowo tylko dla przyjemności
-Tak sobie, teraz rzadko bywam na treningach, ostatni rok studiów zobowiązuje jeszcze praca i Kasia - powiedział, a z jego twarzy znikł uśmiech, zawsze kochał siatkówkę  to on też po części mnie nią zaraził i pomagał - nawet dzisiaj mam trening, ale nie pojadę bo Ty przyjechałaś  jest Kasia i chce z wami pogadać
- O której masz trening ?
-Za dwie godziny -  powiedział nie wiedząc o co chodzi
-W takim razie szykuj dupę za godzinę jedziemy - jego mina bezcenna, i ten błysk w oku, natomiast mina jego dziewczyny, razem z Goską wybuchłyśmy niepohamowanym śmiechem. Pogadaliśmy jeszcze chwile, zjedliśmy obiad, spakowałam swój strój na trening i wyjechaliśmy  Karol siedział obok i się ze mnie śmiał, czegoś szukał w schowku znalazł płytę naszego ukochanego zespołu, oby dwoje zaczęliśmy śpiewać  Kaska coś tam jęczała, ale nie zwracaliśmy na nią uwagi. Całą drogę zdzieraliśmy sobie gardła, po godzinie jazdy dojechaliśmy do Kielc, Karol poszedł ze mną do trenera, trochę się zdziwił na mój widok, pozwolił mi zostać, ale pod warunkiem, że zagram, bez namysły zgodziłam się. Razem z Karolem w stronę szatni natomiast Packowa na trybuny, przebraliśmy się i poszliśmy na hale. Większość chłopaków znałam, bo przyjeżdżali do Figla. Panowie od razu się na mnie rzucili, w końcu ponad rok się nie widzieliśmy, ściskali mnie około dziesięciu minut, chyba by było dużej, ale uspokoił nas trener. Po pół godzinnym rozciąganiu  Kowalski rozdzielił nas na dwie drożyny i mieliśmy zagrać mały sparing. Razem z Karolem grałam na przyjęciu, Olek z Mikołajem na środku, na ataku Jasiek, rozegranie Seba i libero Kuba.
Z Sebastianem jeszcze się nie znałam, ale widać, że chłopak chciał mnie przetestować, bo piłki na kontrze kierowane były do mnie. Bez problemu odnalazłam się na boisku, kochałam grać, a ta tygodniowa przerwa pokazała jak bardzo, moja drużyna wygrała 3:0. Przez całą drogę powrotną gadaliśmy z Karolem olewając Kaśkę, ona tak się zdenerwowała, że kazała się odwieźć do domu, w sumie było mi to na rękę, bo będę mogła normalnie pogadać z Karolem. Od razu po dojechaniu poszłam po raz kolejny pod prysznic, założyłam piżamke, wieczorem wszyscy oglądaliśmy jakiś film. W nocy nie mogłam spać, postanowiłam, że pójdę do pokoju Karola, zawsze tak robiliśmy jak tam byłam. Na szczęście nie spał, położyłam się koło niego, zaczęliśmy gadać o wszystkim, o siatkówce, o Kłosie ( Figiel był zazdrosny, bo Karolem spędzam sporo czasu, a jego widywałam raz na ruski rok), nawet o tej Kaśce, ale ten temat nie przypadł nam do gustu więc go zmieniliśmy.
-Ej, bo jak gadałam dzisiaj z Gośka powiedziała, że masz do mnie jakąś sprawę - przypomniałam sobie nagle
-Aa właśnie - Karol wstał podszedł do biurka i coś wyciągnął - pojedziesz ze mną ? - zapytał dając mi do ręki bilety na mecz POLSKA-SERBIA
-Skąd je masz ? - spytałam mega szczęśliwa
-Kupiłem przecież same z nieba nie spadły inteligentko - powiedział po czym zaczął się ze mnie śmiać za co dostał kuksańca w bok - To jak pojedziesz ze mną ?
-Jasne, że tak - przytuliłam go szczęśliwa - mecz jest dwudzuestego piątego, a ja dwudziestego siudemgo  mam się wstawić w Spale - pomyślałam głośno
-Gdzie ? - spytał zszokowany Karol
-No w Spale, na słuch Ci siadło czy co - zaśmiałam się
-Ale jak kto ? - dopytywał ciekawski, więc powiedziałam mu wszystko i kolo drugiej poszliśmy spać .

piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział 8

Rzeszowska hala wypełniona po brzegi kibicami obu drużyn. Skrzaty w składzie: przyjęcie - Mariusz, Winiar; środek - Daniel, Karol; atak - Alek; rozegranie - Paweł i na pozycji libero oczywiście Zati. Natomiast po drugiej stronie siatki: Olieg Achrem, Paul Lotman; środkowi - Piotruś Nowakowski z Grzesiem Kosokiem; atak Zibi; rozegranie - Lukas Tichacek, a na pozycji libero, chluba Polskiej Siatkówki Krzysztof Ignaczak. Na początku obie drużyny popełniały głupie błędy zagrywki w aut, albo w siatkę. Trochę czasu minęło zanim dobrze weszli w mecz. Na drugiej przerwie technicznej bełchatowianie przegrywali do 14 fakt, faktem to nie dużo, ale po ich minach widziałam, że się meczą. Wraz z kibicami chcieliśmy ich zmotywować, szalałyśmy śpiewając różne przyśpiewki, krzycząc, tańcząc w ryt muzyki, niestety chłopaki przegrali seta do 20. W przerwie pomiędzy setami rozmawiali dość długo z Nawrockim, na ich ustach pojawił się uśmiech, błysk w oku. Od samego początku w tym secie byli góra, ale po świetnych zagrywkach Alka i Mariusza wygrali seta z dość dużą przewagą do 17, kibice szaleli. W trzecim secie zaczęła się walka punkt za punkt, przy stanie 17:17 na zagrywkę ruszył kapitan pasiaków Achrem ( którego bardzo luuuubie ), dzięki jego dobrym zagrywkach Sovia wyszła na prowadzenie i grało jej się zdecydowanie pewniej niż wcześniej. Zawodnicy Skry mimo dobrych chęci nie doprowadzili do remisu i przegrali seta. Pomiędzy trzecim i czwartym setem patrząc na chłopaków widziałam w ich oczach smutek, to nie była druzyna, którą wszyscy znamy. Podeszłam do nich, stanęłam w środku okręgu i zaczęłam swój monolog.
- Chłopaki dacie rade ! - rozejrzałam się, mój motywujący krzyk niczego nie zmienił - ej uszy do góry - powiedziałam uśmiechnięta widząc ich miny. - Pamiętacie co ja zawsze mówię  BAWCIE SIĘ SIATKÓWKĄ! Doszliście tak daleko, ale to dzięki waszej woli walki, w tym secie to nie byliście wy, nie takich Skrzatów znają kibice, ja, a nawet wy sami. Pomimo przeciwności losu jakimi były kontuzje doszliście do finału, po raz kolejny możecie być mistrzami  To ostatnie spotkanie w sezonie i to od was zależy z jakim tytułem go skończycie. Faktycznie siatkówka to nasza praca, ale każdy znalazł się tutaj, bo to jego pasja, którą kocha. Na boisku bądźcie jednością, grajcie serduchami i nie patrzcie na wynik! - wszyscy momentalnie się uśmiechnęli i mocno mnie przytulili. Wracając na swoje miejsce usłyszałam gwizdek sędziego rozpoczynający czwartą partie. Chłopaki chyba wzięli sobie moje słowa do serca, grali jak natchnieni. Bełchatowianie nie odpuszczali walczyli o każda piłkę, cieszyli się z każdego zdobytego punktu, motywowali się, a kibicie im tylko w tym pomagali. Sovia walczyła, to nie jest drużyna która się podaje, nikt nie powiedział, że będzie łatwo, żadna z drużyn nawet nie zdołała odskoczyć na dwa punkt, bo od razu doganiała ją druga. Przy stanie 22:22 wszyscy wstali ze swoich miejsc i motywowali swoja drożynę. Po błędzie Zbyszka na zagrywkę wędruje Daniel, który również posyła piłkę w aut. Długie akcje, obrony, kiwki, ataki, widowisko godne finału. Piłka meczowa, rzeszowscy kibicie krzyczą OSTATNI, OSTATNI. Za dziewiąty metr boiska idzie Lotman. Piłka przechodzi na naszą stronę ... AS ! Podpromie się cieszy, zawodnicy skaczą z radości, mają kolejny tytuł mistrzowski, ale chłopaki biorą challenge, rzeszowianie protestują, pod siatką iskrzy, różne docinki, głupie zachowania. Po sprawdzeniu okazuje się ze AUT ! 25:24 na zagrywkę idzie kapitan żółto czarnych. Wysoko podrzuca piłkę uderza i AS ! Kolejny raz idzie na zagrywkę piłka odbijając się po taśmie, z problemami Igła, ale w punkt do Lukasa, ten do Bartmana, który jest BLOKOWANY ! Nagły zwrot akcji i to Bełchatowianie mają piłkę meczową, razem z kibicami wstałyśmy i krzyczałyśmy imię Mariusza. Cała odpowiedzialność spoczywa na nim, w głowie rodzi się pytanie zaryzykuje czy flot, jednak on postawił wszystko na jedną kartę i JEEEST ! Remis 2:2 będzie tie-break. Rzeszowianie poddenerwowani schodzą z boiska, natomiast Skrzaty sami się motywują, przesyłają sobie dobrą energie, wiedzą, że wszystko się może stać i w tej chwili wszystko zależy od nich. Po kilku minutowej przerwie drużyny wchodzą na płytę boiska. Rozpoczyna się zagrywką Piotrusia Nowakowskiego, chłopaki bez problemów do Pawła on do Alka 1:0. Na zagrywkę idzie Karol, przeciwnicy bez problemów po 1. Walka punkt za punkt obie drużyny chcą skończyć to finałowe spotkanie ze złotymi medalami. Zamiana stron, jakieś głupie uwagi, zaczepki, modle się żeby tylko chłopaki nie reagowali i grali swoje. Mocna zagrywka Bartmana przechodzi na naszą stronę i wpada w sam narożnik boiska. Znowu zagrywka Bartmana, znowu mocna , chłopaki z problemami, blokowany Winiar piłka wraca na naszą stronę kolejne rozegranie tym razem do Daniela, który nadziewa się na pojedynczy blok Nowakowskiego, ale piłkę podbija Zati, Paweł rozgrywa do Mariusza i kończy tę akcję atakiem z drugiej linii. Czas na zagrywkę naszego atakującego  mocna, Sovia z problemami do Lotmana, a on blokowany . Remis ! Ponownie Alek, piłka zatrzymała się na siatce, ale spadła po stronie przeciwnika. Skrzaty na prowadzeniu w Tie-breaku, znowu nasz zawodnik męczy swoją zagrywką przeciwnika, prowadzimy już dwoma punktami, zawsze jakiś zapas. Rzesznikowie bez problemu odrabiają straty. Walka punkt za punkt, 15:15 zagrywka Achrema, przyjmuje Zati do Pawła, a ten do Karola. Bełchatowscy kibicie krzyczą OSTATNI ! Na zagrywkę idzie Daniel, posyła piłkę w strefę Bartmana i to własnie on ma szanse na odrobienie strat, ale spotyka się z potrójnym blokiem Alka, Karola i Pawła. KONIEC MECZU ! SKRA MISTRZEM POLSKI ! BEŁCHATOWSCY KIBICE SZALEJĄ. Razem z Martyna wbiegamy na boisko ( identyfikatory od Nawrockiego robią swoje ) przytulamy się ze szczęśliwymi siatkarzami oni nagle podrzucają mnie do góry, trochę nie wiem o co chodzi, ale okej.
 -To dzięki Tobie, to dzięki Tobie to Mistrzostwo - krzycy mi do ucha Mariusz.
 -Nie dzięki mi tylko dzięki waszej pracy i Twoim As'om - powiedziała i go mocno przytuliłam, po czym pobiegałam do Karola, ten idiota przytulił mnie podnosząc do góry chodź wie ze tego nie lubię.
 -Gratuluje braciszku - mówimy tak na siebie, bo traktujemy się jak rodzeństwo.
-Dziękuje, ale gdyby nie Twoje słowa to byśmy się nie podnieśli - wydarł się na pół hali Kłos
-Na parkiecie jeszcze nie leżeliście - zaśmiałam się, po czym jeszcze raz go przytuliłam i poszłam w stronę innych siatkarzy. Idąc do szatni minęliśmy się z zawodnikami Ressovi ( która jest moim drugim ulubionym Polskim klubem )
-Gratuluje, świetne spotkania finałowe zresztą cały sezon- powiedziałam w stronę siatkarzy 
-Dziękujemy - powiedział Ignaczak ze smutnym uśmiechem.
 -Za kogo Ty się uważasz? Mylisz, że jak chodzisz z Kłosem to lepsza jesteś - odburknął w moim kierunku Bartman.
-Ja tylko chciałam być miła - powiedziałam ze łzami w oczach.
 -Idź sobie szukaj kolegów gdzie indziej - odpowiedział mi szybko ZB9 po czym został skarcony wzrokiem przez Krzyśka - No co ? - krzyknął Zbyszek po czym ruszy w stronę szatni, ja natomiast poszłam do łazienki zęby się trochę ogarnąć w końcu dziś powinniśmy się cieszyć  zero łez, no chyba, że te ze szczęścia  Cały czas po głosie chodzą mi słowa Zibiego, że ja i Karol no chyba żarty. Pomiędzy nami jest tylko przyjaźń, a to, że zachowujemy się tak swobodnie w swoim towarzystwie to tylko dla tego, że jesteśmy sobie bliscy jak rodzeństwo. A tak w ogóle to Barman ślepy czy co ? Dobra mniejsza o niego, Skra Mistrzem ! trzeba się cieszyć. Po drodze spotkałam Winiara z Olim na rękach, mały zawsze potrafił poprawić mi humor, wystarczył jego uśmiech.
-Ciociu, ciociu, a widziałaś jak ja kibicowałem? - spytał Oli
-No widziałam, szalałeś po całym boisku - zaśmiałem się i poczochrałam włosy młodemu Winiarskiemu.
-Już miałem wchodzić na boisko, ale wygrali - odpowiedział mały blondynek z uśmiechem na ustach, razem z Michałem śmialiśmy się w głos wchodząc do szatni, w której też było wesoło, ale co się dziwić. Panowie co chwile wznosili jakieś toasty, a to za sezon, za siebie, za trenera, prezesa, kibiców  a nawet za mnie. Po krótkim świętowaniu udaliśmy się na hale, chciałam iść na swoje miejsce, ale nie było mi to dane.
-A gdzie panienka się wybiera ?
-No na swoje miejsce - odpowiedziałam z uśmiechem
-O nie moja droga nigdzie nie idziesz. -Ale trenerze -Nie ma żadnego ale, to Ty zmotywowałaś chłopaków do dalszej walki to jest tak samo Twój medal jak i ich i nie przejmuj się Bartmanem to fajny chłopak, ale był zdenerwowany w końcu to oni sobie zasłużyli na to zwycięstwo - Nawrocki skończył z uśmiechem na ustach. Skąd on wiedział o tym, że przez te słowa Zbyszka płakałam ? Postanowiłam nie zaprzątać sobie teraz tym głowy. Stanęłam koło siatkarzy, kiedy ja inteligentna zapomniałam, że nie wzięłam aparatu z szatni. Szybko po niego pobiegłam, kiedy wróciłam chłopakom były już zakładane medale, od razu zaczęłam robić zdjęcia, do których Panowie szczerzyli się od ucha do ucha. Uwielbiam patrzeć na nich takich szczęśliwych  Kiedy się odwróciłam zobaczyłam piękny puchar. Mariusz przyjął go i uniósł w stronę swoich kibiców po czym oddał go na moje ręce.
-Ten puchar jest tak samo nasz jak Twój - usłyszałam po raz kolejny w tym dniu. Uniosłam o do góry po czym oddałam na ręce trenera, on powtórzył mój czyn i podał dalej chłopakom. Moja kolekcja szczęśliwych Skrzatów rosła z minuty na minute. Razem z Martyna poszyłyśmy jeszcze do szatni chłopaków świętując z nimi.
-Chłopaki bo my już musimy jechać - powiedziałam patrząc na zegarek była już 21, a do Kielc ponad dwie godziny drogi.
-Pojedziecie z nami jutro do Bełchatowa - powiedział nieświadomy naszego wyjazdu do ziemi Świętokrzyskiej Aleks.
-Na rynku będzie oficjalne przywitanie Mistrzów - zaśmiał się Winiar, dopiero wtedy sobie uzmysłowiłam, że im nic nie powiedziałam.
 -Ale ja nie wracam do Łodzi, jadę do Martyny i do domu na kilka dni - uświadomiłam ich w końcu.
-Na prawdę ? - zapytał Mariusz.
 -Tak, chce spędzić jeszcze trochę czasu z bliskimi, odwiedzić starych przyjaciół przed następnym sezonem, bo nie wiadomo kiedy będę miała znowu tyle wolnego - uśmiechnęłam się w ich stronę.
-A kiedy wracasz? - spytał Karol.
-Za tydzień - dodałam.
-To wpadnij do nas jak wrócisz - poprosiła mnie Paulina, po czym mocno przytuliła, pożegnałyśmy się ze wszystkimi, chłopaki teatralnie ocierali swoje łzy, odprowadzili nas do samochodu po czym jeszcze raz zaczęło się całowanie i przytulanie.
-Jeszcze ja - krzyczał Zati, wszyscy wybuchli śmiechem.
-Zatorski uspokoisz się ? - krzyknęłam przez śmiech, za każdym razem kiedy wsiadałam już są samochodu Paweł mnie woła.
 -Tyle się nie będziemy widzieć, a Ty nie chcesz się ze mną pożegnać - zrobił smutną minkę i po woli odchodził obrażony.
-Chodź tu, jeszcze się będziemy widzieć wiec się ograni - zaczęłam się śmiać  a ze mną reszta siatkarzy wraz ze swoimi dziewczynami. Przytuliłam każdego jeszcze raz, wsiadłam do samochodu już miałam odpalić samochód kiedy drzwi po raz kolejny się otworzyły.
-Zati zabije Cię ! - krzyknęłam.
 -Pozdrów Natale - powiedział z uśmiechem Karol, po czym jeszcze raz mnie przytulił. W końcu wyruszyłyśmy w drogę. Martyna po pierwszych dwunastu kilometrach już spała. Włączyłam sobie radio i jechałam podśpiewując pod nosem. Droga była pusta więc mogłam jechać z taką prędkością jaką chciałam  Po niecałych dwóch godzinach byliśmy już pod mieszkaniem Państwa Kowalskich, obudziłam Martynę i ruszyłyśmy na górę  Moja przyjaciółka poszła pod prysznic, ja rozejrzałam się po mieszkaniu, nic tu się nie zmieniło od mojego ostatniego pobytu. Pisałam chłopakom SMS'y że już dojechałyśmy całe i zdrowe, kiedy Martyna wyszła z łazienki. Wzięłam swoja piżamkę i udałam się do łazienki aby zmyć z siebie ciężar dzisiejszego dnia, po 20 minutach udałam się do łóżka, w którym spała już Martyna.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 7


Nazajutrz miał się odbyć mecz o Mistrzostwo Polski, PGE Skra Bełchatów kontra Asseco Resovia Rzeszów, ale chłopaki jechali już w sobotę. O ósmej miałam zawieź Karola do Bełchatowa, wiec wstałam o siódmej wzięłam szybki prysznic, przebrałam się, a włosy związałam w wysokiego kucyka . Napisałam Martynie kartkę gdzie jestem, chodź wiedziałam, że jak przyjadę ona jeszcze będzie smacznie spała. Za dziesięć ósma dotarłam pod blok środkowego. Weszłam na górę, dzwonie raz, dzwonie drugi NIC. Po trzech minutach ciągłego dzwonienia otworzył mi zaspany Kłos.
-Dopiero wstałeś ? - zapytałam zdziwiona, on tylko pokiwał głowa w górę i w dół - wiesz która jest godzina ? Powinniśmy już wyjeżdżać, a Ty w rozsypce, rusz dupę! -pogoniłam go. Jak poparzony latał po mieszkaniu w samych bokserkach, nie jedna dziewczyna chciała by zobaczyć ten widok, jednak na mnie on nie działał chodź muszę przyznać, że Karol ma ładne ciało. Dziesięć po ósmej wjechaliśmy. Całą drogę rozmawialiśmy i śpiewaliśmy ( gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że  tak będzie wyśmiałabym go ). Po czterdziestu pięciu minutach byliśmy już pod Energią, pod którą czekał już autokar ze sztabem oraz kilku siatkarzy. Wysiadłam z samochodu przywitałam się ze wszystkim. Po krótkiej rozmowie ruszyłam w drogę powrotną, która zajęła mi trochę więcej czasu z powodu jakiegoś wypadku na Trasie 485. Po drodze zrobiłam zakupy na dzisiejszy obiad i kolacje. Wysiadłam z windy o dziwo drzwi do mieszkania były otwarte. Byłam pewna, że je zamykałam, bałam się wejść, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Wzięłam z kuchni szczotkę i ruszyłam w stronę salonu, nagle usłyszałam za sobą czyjeś kroki, odwróciłam się, a tam Martyna .
-Już chcesz się mnie pozbyć? - powiedziała chichocząc, a mi kamień spadł z serca.
-Ale mnie wystraszyłaś, myślałam, że Cię ktoś porwał, mieszkanie otwarte,nikogo nie ma, nie uważasz, że to dziwne? Byłam pewna, że jeszcze spisz,a tu taka niespodzianka - wygłosiłam swój monolog, po czym usłyszałam tyko miech - tak racja, śmiej się z przyjaciółki ciekawe co by było jak bym zawału dostała - dodałam, po czym Dąbkowa bez słowa mnie przytuliła.
-A własnie wracając do niespodzianki mam coś dla Ciebie - powiedziała Martyna, uśmiechanieta od ucha do ucha, prowadząc mnie do salonu, do którego wcześniej nie zdążyłam dojść. Na stole stało już śniadanie, zauważyłam trzy nakrycia nie wiedziałam o co chodzi.
-Dlaczego trzy? - zapytałam po czym, w drzwiach balkonowych stanęła Madzia. Madzia jest moją siostrzenicą ( tylko rok młodsza ), a zarazem moją przyjaciółką. Przez pierwszy rok to ona i Kamil ( mój siostrzeniec, dwa lata starszy, którego traktuje jak brata i bardzo kocham. Niestety przez uczelnie, treningi i mecze mamy tylko kontakt przez telefon, choć mieszkamy w jednym mieście. Bardzo mnie wpiera często go widzę na meczach, nawet wyjazdowych jeśli tylko pozwala mu czas) mnie wspierali i pomagali, dzięki nim nie czułam się samotna, fakt faktem mieszka tu większa część mojej rodziny, ale to nie to samo. Madzialena była taka drugą Martyna, zawsze mogłam jej się wygadać lub wypłakać ( na początku nie było łatwo ). Rok temu Madzia została przyjęta na uniwersytet oksfordzki i wyprowadziła się do Wielkiej Brytanii. Bardzo mi jej brakowało, widywałyśmy się rzadko, jej uczelnia, moja + mecze. Chyba wam jeszcze nie powiedziałam, ale studiuje fizjoterapie na drugim roku na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. W zasadzie gdy mam treningi nie chodzę na wykłady, ale dostaje od profesorów partie materiału, którą mam zaliczyć jak każdy student. Wracając do rzeczywistości, gdy tylko ją zobaczyłam od razu się do niej przytuliłam, trochę dziwiło mnie to, że jest tu w połowie roku, obie rozpłakałyśmy się.
-Co Ty tutaj robisz ? - spytałam cały czas przyklejona do niej
-Stoję nie widać?  - zapytała śmiejąc się - przyleciałam na urodziny taty, więc nie mogłam Cię nie odwiedzić - jeszcze raz mnie przytuliła, a gdy tylko dotarły do mnie jej słowa  strzeliłam sobie tak zwanego facepalm'a zapomniałam o urodzinach mojego brata ciotecznego jak mogłam. Będę musiała do niego zadzwonić, pomyślałam. Robercik będzie zły, że nie wpadnę chodź mieszkam od niego tylko 6 km, ale nie mam czasu .
-Madzialena kochanie kiedy wracasz ? - spytałam gdy już siedziałyśmy przy stole i konsumowałyśmy śniadanie przygotowane przez Martynę
-Nie widziała mnie prawie rok, a już mnie wygania - zaśmiała się Wieczorkowa
-Nie wyganiam Cię, ale jutro jadę na mecz i chciałabym spędzić z Tobą jak najwięcej czasu - odrzekłam szczerząc się do niej
-Chciałyśmy - poprawiła mnie Martyna
-Chyba tym razem to nie będzie nam dane, dziś jadę do taty, a jutro o 8 mam samolot do Londynu - powiedziała Madzia, robiąc smutną minę  Podczas reszty śniadania wspominałyśmy, śmiałyśmy i plotkowałyśmy. Z Madzią pożegnałyśmy się około czternastej. Przez resztę dnia pakowałyśmy swoje rzeczy i oglądałyśmy filmy. Około dwudziestej trzeciej poszłyśmy spać. Następnego poranka wstałyśmy o szóstej ( już się przyzwyczaiłam do wstawania o tej porze, więc nie mam z tym problemów, w przeciwieństwie do Martyny), poszłam pierwsza pod prysznic, lubiłam jak gorąca woda parzy moje ciało, ubrałam się, a włosy związałam w luźnego warkocza, moje miejsce w łazience zajęła Martyna, a ja poszłam robić śniadanie. Umówiłyśmy się z Madzią, że przyjdzie do nas, zje z nami i odwieziemy ją na lotnisko, a potem wyruszymy w stronę Rzeszowa.
- Ładnie wyglądasz- powiedziałam do Martyny.
-Dziękuje, Ty też - odpowiedziała bez większych emocji.
-Coś się stało ? - zapytałam, byłam trochę zdziwiona, że Martyna jest taka smutna, to nie w jej stylu.
-Nie, wszystko okej - powiedziała.
-Nie wierze, mów o co chodzi -  cały czas drążyłam temat.
-Bo przyzwyczaiłam się do tego, że budzę się rano i widzę Twoją mordę, fakt faktem tęsknie za Pawłem, ale Ty jesteś dla mnie jak siostra i brakuje mi Ciebie - na te słowa obie się poryczałyśmy.
-Co to za płacz ? - spytała Madzia wchodząca do kuchni, na jej widok poryczałyśmy się jeszcze bardziej. Pogadałyśmy jeszcze chwile, jedząc śniadanie i ruszyłyśmy w stronę lotniska. Rozmawiałyśmy o tym, że teraz my wpadamy do niej, nagle usłyszałyśmy głos z głośników, momentalnie się rozpłakałyśmy, Madzia ruszyła w stronę odprawy, a my w stronę samochodu. Martyna musiała skorzystać z toalety, ja natomiast ruszyłam w stronę wyjścia, szłam dosyć szybko pisząc SMS do Karola, że już wyjeżdżamy. Przy drzwiach przypadkowo wpadłam na jakiegoś wysokiego mężczyznę upadłam na podłogę, z mojej torby wysypały się wszystkie rzeczy, które zaraz zaczęłam zbierać, z rąk mężczyzny wypadł telefon.
-Uważaj jak chodzisz! - usłyszałam, ten głos wywołał dziwne uczucie, jakby dreszcze, ale niby czemu? Przecież on na mnie krzyczał.
-Ty też mógłbyś uważać - nie byłam mu dłużna i również na niego nakrzyczałam, nagle oboje sięgnęliśmy po tę samą rzecz, nasze ręce się spotkały, nasze oczy też. O jejku sama nie mogę w to uwierzy, wpadłam na BARTKA KURKA we własnej osobie. Uwielbiałam go, jego grę, energię, osobowość, mmm jego oczy, w których nawet teraz utonęłam.
-Przepraszam nie chciałam - wydukałam po chwil cały czas patrząc mu się w oczy.
-To ja przepraszam, mi się nic nie stało natomiast Ty upadłaś - podał mi rękę, którą chwaciłam, po całym ciele przeszedł mnie dreszcz.
-Dziękuje - uśmiechnęłam się, on odpowiedział mi tym samym.
-Może w ramach przeprosin pójdziesz ze mną na kawę - spytał nieśmiało.
-Bardzo chęt...
-Diana ! jedziemy - krzyknęła Martyna, yyy akurat w takim momencie, kiedyś ją zabije - bo nie zdążymy na mecz - dodała po chwili. Pociągnęła mnie za rękę, a ja tylko spojrzałam na siatkarza i mu pomachałam, nawet nie zdążyłam się z  nim pożegnać. Całą drogę byłam nie obecna, myślałam o NIM, gdy Martyna mnie o coś pytała dawałam jej krótkie odpowiedzi, typu: tak, nie, może. Po pięciu godzinach pojechałyśmy pod rzeszowska hale, do meczu zostało jeszcze dwie godziny, ale postanowiłyśmy, że już wejdziemy. Napisałam SMS do Karola, że już jesteśmy, na nasze szczęście byli już w szatni, przywitałyśmy się ze wszystkimi. Po godzinie siedzenia z nimi, skrzaty musieli iść się porozciągać, my natomiast zajęłyśmy swoje miejsca, które zmieniłyśmy po piętnastu minutach siedzenia samym, wybrałyśmy sektor, w którym byli bełchatowscy kibice. Tak jak oni mieliśmy na sobie żółto czarne koszulki, ja miałam Karola, a Martyna Aleksa ( dostałam od nic rok temu na urodziny ). Po wyjściu pierwszych szóstek mecz się rozpoczął.

OCZAMI BARTKA:
W sobotę wieczorem wyjechałem z Nysy, w Łodzi byłem około dwunastej, wziąłem prysznic i się położyłem. Wstałem o ósmej, dopakowałem ostatnie rzeczy, zamówiłem taksówkę i wyjechałem. Lot miałem zaplanowany na 11:35, ale chciałem być wcześniej. Wchodząc do budynku pisałem młodemu SMS, że jestem już na lotnisku i za pół godziny mam samolot. Kiedy kończyłem pisać poczułem jak coś się ode mnie odbija, mój telefon upadł na ziemie, wkurzyłem się.
-Uważaj jak chodzisz ! - krzyknąłem podnosząc telefon, zauważyłem, że dziewczyna upadła, a zawartość jej torby leży na podłodze, schyliłem się i zacząłem zbierać jej rzeczy.
-Ty też mógłbyś uważać - usłyszałem krzyk, wydawało mi się, że już gdzieś słyszałem ten głos, po moim ciele przeszedł dreszcz, sięgnąłem po jej iPod'a w tym samym czasie co ona. Spojrzałem na nią, to ONA - pomyślałem - ta Diana, którą spotkałem piątkowego poranka. Spojrzałem w te piękne, brązowe oczy i chciałem w nie patrzeć godzinami, znowu po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz.
-Przepraszam nie chciałam - usłyszałem jej sodki głos.
-To ja przepraszam, mi się nic nie stało natomiast Ty upadłaś - powiedziałem po chwili wyciągając rękę,  po raz kolejny chciałem ją dotknąć, poczuć, utonąłem w jej spojrzeniu.
-Dziękuje - uśmiechnęła się, chwytając moją dłoń, uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Chciałem ją poznać bliżej, w mojej głowie narodził się pomysł.
-Może w ramach przeprosin pójdziesz ze mną na kawę? - spytałem nieśmiało.
-Bardzo chęt... - zaczęła, po czym przerwała jej jakaś dziewczyna krzycząc.
-Diana ! jedziemy, bo nie zdążymy na mecz - akurat w takim momencie pomyślałem, dziewczyna złapała ją za rękę ciągnąc w stronę wyjścia, ONA tylko na mnie spojrzała i pomachała. Nawet nie wziąłem od niej numeru telefonu pomyślałem, patrząc jak wsiadają do samochodu. Po dwóch godzinach w samolocie, pojechałem do mojego klubowego mieszkania cały czas myśląc o NIEJ.

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 6


Minęło kilka dni, jeden podobny do drugiego. Rano chodziłyśmy na treningi chłopaków, potem zakupy, a wieczorami imprezy. I tak przez wszystkie trzy dni. Wczoraj dziewczyny pojechały do siebie, została tylko Martyna. Kolejnego poranka obudziłam się po szóstej wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i wyszłam z mieszkania żeby pobiegać. Wielkimi krokami zniżały się urodziny tej sieroty, a ja jeszcze nie miałam prezentu, więc postanowiłam, że przy okazji dziś coś jej kupie. Po godzinnym bieganiu wstąpiłam do Łódzkiej Galerii. O dziwo było tam dużo ludzi jak na tak wczesną godzinę. Kupiłam kawę i poszłam szukać czegoś sensownego. Wychodząc z Cropp'a grupka fanów poprosiła mnie o autografy i zdjęcia, bez chwili zawahania zgodziłam się.
Po krótkiej rozmowie z kibicami udałam się do kolejnego sklepu, w którym kupiłam Martynie śliczną sukienne, następie udałam się do Empi'u żeby kupić jej nową płytę Happysad'u. Patrząc na zegarek zauważyłam ze jest już 10 i stwierdziłam,że moja przyjaciółka nie długo się obudzi, a ja murze schować prezent. Wychodząc mijałam się z mężczyzną bardzo przypominającego Bartka Kurka, ale nie miałam czasu żeby mu się lepiej przyjrzeć. Z zakupami w ręce biegłam w stronę mieszkania. Po cichu przekręciłam klucz w zamku, miałam szczęście koleżanka Dąbek spała w najlepsze, schowałam prezent, wzięłam prysznic, cały czas myśląc o chłopaku. Po głowie chodziły mi myśli, że może to był Bartek, a ja przeszłam jak gdyby nigdy nic. Przebrałam się w wygodne ciuchy, umalowałam się i uczesałam włosy, poszłam robić śniadanie.

OCZAMI BARTKA:
Przyjechałem do Polski na urodziny młodego, postanowiłem, że najpierw pojadę do mojego mieszkania w Łodzi i z tamtą wyjadę do Nysy. W piątek rano wstałem dość wcześnie  postanowiłem iść pobiegać, w końcu niedługo zaczyna się sezon reprezentacyjny i nie można stracić formy. Przebiegałem koło galerii, kiedy zorientowałem się ze nie mam prezentu, a urodziny już jutro. Była dopiero dziewiąta, a było tam dużo osób. W jednej chwili obok mnie pojawiło się kilka dziewczyn z którymi pozowałem do zdjęć. Nagle do galerii wyszła dość wysoka, szczupła brunetka w dresie, tętniła życiem. Jak na zawołanie obok niej także pojawiła się grupka młodzieży, z którymi robiła sobie zdjęcia czy rozdawała autografy. Widać było, że sprawiało jej to przyjemność, uśmiech nie schodził jej z twarzy. Nie miałem pojęcia kto to jest, ale była taka inna. Nagle usłyszałem jak ktoś ją pyta "Pani Diano czy można prosić o autograf  moja siostra uwielbia Panią, a ma za tydzień urodziny". Ona bez zawahania podpisała zdjęcia i poprosiła dziewczynę o telefon ( kiedy usłyszałem jej głos ciarki przeszły mnie po całym ciele), nagrała życzenia, porozmawiała jeszcze chwile z grupą, przeprosiła i odeszła. Po dłuższych poszukiwaniach kupiłem Kubie grę na Xboksa, o której gadał mi od miesiąca (szczerze miałem nadzieje, że tylko jej nie kupił). Postanowiłem zajść jeszcze do Empiku i kupić jakąś nowa płytę do samochodu. W przejściu minąłem się z NIĄ. Szła szybko, nawet na mnie nie spojrzała, widać było, że gdzieś się spieszy. Około 11 wróciłem do mieszkania, wziąłem prysznic, zapakowałem prezent i ruszyłem w stronę rodzinnego domu, cały czas miałem przed oczami JĄ, dlaczego zrobiła na mnie takie wrażenie, przecież dużo jest takich dziewczyn, więc  dlaczego akurat ona? Całą drogę zadawałem sobie te pytania, jednak nie dostałem odpowiedzi.

OCZAMI DIANY:
Kiedy skończyłam do kuchni wparowała zaspana Martyna, widząc śniadanie dosłownie rzuciła się na nie
-Jejku kochana jesteś - powiedziała jedząc parówki
-Aa nie uczyła mamusia, że się z pełną buzią nie mówi - wyszczerzyłam się
-Może uczyła nie pamiętam - skrzywiła się. Dalszą część śniadania jadłyśmy w ciszy, potem Martyna przebrała się, ja tylko zmieniłam buty i pojechałyśmy na zakupy. Po trzech godzinach miałam już: spodnie, spodenki, bluzę, marynarki, kilka T-shirtów i szpilki. Zmęczone udałyśmy się na kawę i ciastko. Długo rozmawiałyśmy śmiejąc się i wspominając, w końcu stwierdziłyśmy, że jedziemy do Kłosa, który powinien być już w domu. Podjechałyśmy pod blog i szybko ruszyłyśmy w stronę mieszkania siatkarza. Stałyśmy pod drzwiami dzwonią, pukając i krzycząc.
-Ej a może on jeszcze nie wrócił - powiedziała niepewnie Martyna
-Powinien już być jest 18 więc skończył trening i spokojnie dojechał - stwierdziłam, szukając telefonu w torebce
-Czego szukasz ? - zapytała koleżanka Dąbek
-Telefonu, nigdzie go nie ma, mam nadzieje, że go nigdzie nie zostawiłam - powiedziałam przemrożona
-Nigdzie go nie ma, bo jest w Twojej ręce Idioto -  odparta moja przyjaciółka śmiejąc się ze mnie. Gdy tylko się zorientowałam, że ma racje zaczęłam śmiać się z nią. Wybrałam numer Kłosa, zajęty  Próbowałam drugi raz, znowu. Za trzecim razem odebrał:
-Dzwoniłem do Ciebie, a Ty cały czas zajęty, co Ty sobie wyobrażasz ? - powiedział z oburzeniem w głosie
-Oo nie mój drogi to ja dzwoniłam do Ciebie i to Ty miałeś zajęty - powiedziałam podnosząc głos, po  czym usłuchałam śmiech - z czego tak się śmiejesz cwelu ?
-Z nas, bo Ty dzwoniłaś do mnie, a ja do Ciebie - wydukał śmiejąc się po czym dołączyłam do niego
-Zacny milordzie możesz mi powiedzieć gdzie TY do cholery jesteś? Stoję pod Twoimi drzwiami z Martyna około 20 minut, a Ty nie raczysz otworzyć - powiedziałam po czym znowu usłyszałam śmiech po drugiej stronie słuchawki - a tym razem z czego się śmiejesz ? - zapytałam już lekko podirytowana
-Bo wiesz ... Dianka ... ja właśnie... ja właśnie  stoję ... pod Twoimi drzwiami... i czekam aż mi otworzysz - powiedział śmiejąc się wniebogłosy  słysząc to sama wybuchłam śmiechem, Martyna patrzyła na mnie zdezorientowana - to poczekaj my już jedziemy.
-Gdzie jedziemy? Gdzie tamten debil? - dopytywała Martyna
-Karol stoi pod naszymi drzwiami - mówiąc to znowu zaczęłam się śmiać  a ona ze mną. Po 10 minutach dojechałyśmy pod mój blok, samochód odstawiłyśmy na parking po czym z zakupami ruszyłyśmy w stronę mieszkania. Na schodach siedział Kłos z opakowaniem pizzy i z jakimś wypożyczonym filmem. Zaprosiłam go do środka po czym jeszcze raz dokładnie sobie wszystko opowiedzieliśmy. Razem z Martyna rozsiadłyśmy się na kanapie, a Kłos włączył komedie. Przez 2 godziny śmialiśmy się w głos, prawie z każdej sytuacji. Około 23 Karol pojechał do siebie, a my wykąpane,w piżamach zaczęłyśmy rozmawiać zajadając chipsy ( tak wiem, że mi nie wolno, jej z reszta też nie, ale pobiegamy i zrzucimy :D ).
-Wiesz, bo ja w niedziele to już wracam do Kielc - skrzywiła się, od razu z mojej twarzy znikł uśmiech
-Naprawdę ? Myślałam, że ten tydzień jeszcze zostaniesz - powiedziałam
-Nie, Pawełek wraca w czwartek, a wtedy chciałabym być już w domu - oczy jej zabłyszczały na samo wspomnienie o nim widać, że bardzo tęskni
-No tak lepiej żebyś była - odpowiedziałam z udawanym uśmiechem. Wiem, że tęskni za tym trollem  ale ja się z nią widzę tylko kilka razy w roku, on ją ma na co dzień
-Ej słuchaj, bo Ty masz teraz tydzień wolnego tak ? - spytała dziwnie podekscytowana, kiwnęłam głowa w górę i w dół zgadzając się - to może pojedziesz do mnie na 3 dni, a przy okazji odwiedzisz mamę i Goskę ( moją siostrę ) dawno się z nią nie widziałaś - powiedziała patrząc mi w oczy - to jak zagaszasz się ? - spytała z nadzieja
- Wiesz bardzo chętnie, ale chłopaki maja mecz w niedziele o Mistrzostwo i chciałabym tam być i ich wspierać, a Ty wyjeżdżasz  niedziele - stwierdziłam smutno
-Debilu, ale to możemy nawet w nocy wyjechać, a nawet w poniedziałek jeśli się tylko zgadzasz
-Jasne, ze się zgadzam - rzuciłam się jej na szyje. Pogadałyśmy jeszcze chwile po czym poszłyśmy spać.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Rozdział 5

W dzień moich urodzin obudziłam się z mega kacem, spragniona wstałam i jak człowiek na pustyni szukałam wody, robiąc przy tym straszny hałas, który obudził prawie wszystkich. Z pomocą chłopaków zapakowałam wszystkie prezenty i obudziłam dziewczyny. Po rozmowie z Kłosem postanowiliśmy, że zabieramy dziewczyny do naszej ulubionej dyskoteki. Wszyscy umówiliśmy się na godzinę dwudziestą i rozeszliśmy się do domów. Pierwszy raz od pobytu w łodzi poczułam się szczęśliwa, bo miałam przy sobie wszystkich przyjaciół,  na których zawsze mogłam polegać. Miałam pustą lodówkę, więc żeby nie zagłodzić dziewczyn wybrałam się do sklepu, kiedy one w tym czasie słodko spały. Zmęczona zakupami wróciłam do domu i od razu zasnęłam. Obudził mnie głośne rozmowy dochodzące z kuchni. Jak się okazało moje kochane wariatki z Karolem na czele przyrządzali obiad. Widząc ich uśmiechnięte mordki postanowiłam przetestować nowy sprzęt i zrobić im kilka nowych fotek. Zjedliśmy przepyszny obiad śmiejąc się i rozmawiając, kiedy zauważyłam dochodziła już 18. Wszystkie znalazłyśmy się w mojej łazience , która okazała się za mała jak na 6 osób. Karol miał niezły ubaw , widząc jak my walczyłyśmy dosłownie o wszystko. Przed dwudziestą byłyśmy gotowe. Dostałam SMSa " Jesteśmy na dole" nadawca był nie kto inny jak mój przyjaciel. Nie mogłyśmy pozwolić chłopką długo czekać, szybko zjechałyśmy windą na dół. Karolowi na widok Natalii zabłysnęły oczy ( dopiero wtedy, ja inteligentna zauważyłam, że ONA MU SIĘ PODOBA. To dlatego tak o nią pytał, a teraz jeszcze to spojrzenie, postanowiłam, że ich połączę). Wszyscy razem ruszyliśmy w drogę do "Raju". Po zajęciu naszej ulubionej loży zabawa się rozpoczęła. Alkohol, tak jak wczoraj, lał się strumieniami. Karol uśmiechał się od ucha do ucha rozmawiając z Natalią. Martyna razem z Pawłem szaleli  już na parkiecie. Rozmawiałam z Ilonką, kiedy nagle Aleks poprosił mnie do tańca, a ja Cupko (będzie weselicho, pomyślałam ;) ) Przetańczyłam siatkarzem około siedmiu piosenek po czym zostałam porwana przez dziewczyny.
-Dlaczego nie powiedziałaś nam, że jesteś z Aleksem ?! - zaczęły krzyczeć dziewczyny.
-Żeee Cooooo !!?? - zostałam totalnie zaskoczona tym pytaniem
-Przecież widzimy jak na ciebie patrzy- powiedziała ILONKA śmiesznie poruszając brwiami
-Ani na chwilę nie spuszcza z ciebie wzroku - dodała Klałdyna
-Dziewczyny miedzy nami nic nie ma - powiedziałam oburzona - A nawet jeśli dowiedziałybyście się o tym pierwsze.
-Jesteśmy pewne, że on coś do Ciebie czuje - powiedziała po chwili Żela
-Dziewczyny przestańcie, miedzy mną a Alkiem nic nie ma - powiedziałam
-A tak się do siebie przytulaliście tańcząc  ładna para by z was była - powiedziała Natala, po czym posłałam jej piorunujące spojrzenie.
-A ty Natala czemu nam nic nie powiedziałaś o Karolu?! - postanowiłam się zemścić, a poza tym chciałam zmienić temat. Ona w jednej chwili spalił buraka, na co my wszystkie wybuchłyśmy śmiechem. Zdezorientowana nie wiedziała co odpowiedzieć.
-No widzę , że czeka nas długa rozmowa dzisiaj - powiedziała Martyna, po czym wróciłyśmy do zabawy. Natala cały czas tańczyła z Kłosem, Martyna z Pawłem, Ilona z Cupkiem ( ZNOWU ! czekam na zaproszenie :D ), Klaudia z Zatim ( Krogulcowa ma podobno jakiegoś chlopaka na oku, ale gdzie Ci małpa powie, wszystkiego trzeba się samemu domyślać), a ja tańczyłam ze wszystkimi po trochu, ale cały czas byłam porywana przez Aleksa i to z nim przetańczyłam większość utworów. Zaczęłam myśleć , że dziewczyny mają rację i może faktycznie Atanasijevic coś do mnie czuje, ale szybko oddaliłam od siebie te myśli. Zabawa trwała w najlepsze do białego rana. W końcu zadzwoniłyśmy po taksówkę, która zwiozła nas do domu. Wchodząc na klatkę obudzilyśmy chyba wszystkich sąsiadów naszym śmiechem. Przegadałyśmy całą noc wspominając dawne czasy. W jednej chwili przypomniała mi się historia z ananasem, którą postanowiłam opowiedzieć dziewczyną.
-A pamiętacie naszą przygodę z Szymkiem i Dawidem w TESCO - powiedziałam śmiejąc się, Martyna z Iloną od razu wybuchnęły śmiechem przypominając sobie owe zajście.
-A jak podrzucili nam tego ananasa - powiedziała śmiejąca się Ilonka
-I te numery - dodała tym razem płacząca ze śmiechu Martyna
-Ale ... - zaczęła Ilonka
-Ale my nie wiemy o co chodzi - przerwała jej Kasia, udając obrażoną.
-No więc pewnego dnia razem z dziewczynami wybrałyśmy się na zakupy do kieleckiego ECHO - zaczęłam przypominając sobie niezapomniany dzień - Szukałyśmy dla siebie nowych ubrań, dobrze się przy tym bawiąc. Przebierałyśmy się w różne stoję  robiąc zdjęcia z głupimi minami. Niewiedząc  kiedy znalazłyśmy się pod TESCO, postanowiłyśmy wejść. Poszłyśmy na dział z odzieżą  Z Ilonką wybierałyśmy dziwne stroje, kiedy Martyna jeździła sklepowym wózkiem. Nagle podeszła do nas mówiąc :
-ejej widzicie tych chłopaków stojących przy okularach? - spytała patrząc w strone stojących chlopaków
-tych dziwaków? - skrzywiła się Ilonka
-no tak - przyznała jej racje Martyna, po czym dodała
-więc jeździłam sobie wózkiem, kiedy usłyszałam ich rozmowę dotycząca nas
 -co mówili ? - spytałam zaciekawiona
 - Możesz nie przerywać? - spojrzała na mnie robiąc ''poważną" minę.- ''Ładne dziewczyny, ładne"   powiedział tamten wysoki wysoki brunet ( popatrzyła w tamta stronę, a my razem z nią), po czym dodał drugi patrząc na mnie " No śliczne, śliczne" - wszystkie po raz kolejny w tym dniu wybuchłyśmy śmiechem. Postanowiłyśmy iść po coś do jedzenia. Jeżdżąca Martynę klepnęłam w tyłek, po czym odwróciłam się i zobaczyłam  ze jeden z chłopaków naśladuje mój ruch. Zdezorientowane popatrzymy na siebie śmiejąc się. Uzgodniłyśmy z dziewczynami, że rozdzielimy się i każda pójdzie po coś do jedzenia. Wybierając wodę poczuła na sobie czyjś wzrok. Wzięłam pierwszą lepszą butelkę i poszłam szukać dziewczyn. Po czym usłyszałam za sobą czyjś głos "Nie w tą stronę! "- powiedział niski blondyn. Wchodząc w kojoną alejkę usłyszałam rozmowę: Szymek,bo tak miał na imię wysoki brunet mówił do telefonu''Chłopaki przychodźcie do TESCO , bo laski są ! '' Bez problemu znalazłam dziewczyny i im o tym opowiedziałam. Nagle zauważyłam, że oni nadal nas obserwują. Nawet nie zauważyłyśmy, kiedy jeden z nich podrzucił nam ananasa mówcą przy tym ''W środku jest numer''. Spoglądając na owoc nie widziałam go, więc zapytałam''Gdzie ten numer?''. Po czym usłyszałam ''A co chcesz?''. Szybko odpowiedziałam '' Nie dziękuje mam chłopaka''. Razem z dziewczynami odeszłyśmy od nich, wybierając się do następnego stoiska. Gdy odwróciłyśmy się zobaczyłyśmy w wózku kolejnego ananasa, a wraz z nim kartę papieru, której nie zauważyłyśmy. Z Iloną odeszłam, o czym usłyszałyśmy głos Martyny" Ej dziewczyny patrzcie tu są ich numery telefonów!''. Ogarnęła nas nie pochamomowana furia śmiechu. Wychodząc z galerii zobaczyłyśmy ich i szybko się zmyłyśmy.

środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział 4


Mariusz zatrzymał się, ale ja nadal  trzymałam go kurczowo za rękę, nie wiedziałam czego się spodziewać. Poczułam jak ktoś ściąga mi opaskę z oczu, ale mimo to ja wcale nie chciałam ich otwierać. Nagle usłyszałam głośne NIESPODZIANKA, otworzyłam oczy, a tam ukazali się wszyscy moi znajomi, a nawet rodzina. Nie widziałam co powiedzieć, oni nagle zaczęli śpiewać STO LAT, a dopiero teraz przypomniało mi się, że jutro kończę 21 lat. Przez treningi, mecze w ogóle o tym zapomniałam. Słysząc jak wszyscy śpiewają  rozpłakałam się ( cały makijaż pójdzie na marne, cholera ). Rozejrzałam się po Energii, chłopaki zaprosili chyba wszystkich, byli moi rodzice, rodzeństwo, cała rodzinka mieszkająca w Łodzi, dziewczyny z drużyny, dziewczyny/żony siatkarzy, które sama znałam od dobrych 2 lat, moi przyjaciele : Kasia, Żela, Ilonka, Klałdyna, Natala, Paweł, byli wszyscy, ale nie było jej. Martyna nie przyjechała, fakt faktem mówiła, że ma dzisiaj ważny mecz, ale zrobiło mi się cholernie przykro. Próbowałam ukryć mój smutek pod wielkim, wymuszonym uśmiechem, jak widać wychodziło, bo nikt nie zauważył. Rozmawiałam z rodzicami, którzy wyściskali mnie chyba za wszystkie czasy tak samo jak rodzeństwo. Szukałam siatkarzy żeby im podziękować, o dziwo zniknęli i nikt nie wiedział gdzie są ( jak można nie zauważyć bandy dwumetrowców - pomyślałam ) wydało mi się to trochę podejrzane. Nagle na hale wjechał ogromy tort ( ogromy, bo prawie mojego wzrostu, czyli miał jakieś 180 ) wszyscy znowu odśpiewali STO LAT, już chciałam kroić tort gdy nagle wyskoczyła z niego ... MARTYNA. Szczerze takiego obrotu spaw się nie spodziewałam, nawet w najdziwniejszych scenariuszach. Wszyscy dosłownie płakali ze śmiechu. Pomimo, że była cała w śmietanie rzuciłam się na nią i obie wylądowałyśmy w tym torcie, teraz to cała hala tarzała się po parkiecie. Po chwili na sale wjechał kolejny tort tym razem w kształcie Mikas. Kiedy zdmuchnęłam świeczki wszyscy zaczęli ustawiać się w kolejce do składania życzeń  Najpierw rodzice, od których dostałam bilety na wszystkie mecze reprezentacji na Ligę Światową, za co ich wyściskałam, wycałowałam chyba ze sto razy, aż w końcu sami odeszli, potem dostałam m.in : zegarek, wisiorek, bransoletkę  kilka płyt, perfumy ( moje ulubione ), książki, płyty DVD i karaoke i jakieś ciuchy. Postanowiłam się przebrać ( bo nadal cała byłam brudna ).  Starałam się jakoś gustownie ze sobą połączyć i powstało takie oto dzieło . Kiedy wróciłam na hale stanęli przede mną siatkarze wraz z Martyna i Pawłem, których po krojeniu toru nie widziałam.
-Kociaku kochany - zaczęła Martyna
-jak farbką malowany - dodał Paweł
-dziś są twoje urodziny - powiedział Winiar poruszając przy tym śmiesznie brwiami
-nie rób takiej krzywej miny. - powiedział Mariusz , robiąc jakaś głupią minę
-Roczek więcej  nie zaszkodzi - kontynuował Aleks
-przecież mądrość nie uchodzi. - zaczął się śmiać Cupko
-Twa uroda nie przemija - powiedział z uśmiechem Karol
-nikt Cię z dala nie omija. - dokończył Zati
-Przyjmij zatem te życzenia - prosił Daniel
-i miej z nami doświadczenia. - dodał Paweł
-dużo piwa Ci życzymy, - powiedział Muzaj
-jeszcze więcej imprez, balów, - powiedzieli łamaną polszczyzną Dante z Wytze
-no i dosyć tych banałów. - krzyknął Bąku z uśmiechem
Nagle siatkarze zdjęli bluzy, a na ich klatach napis WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO STARA, MŁODA DUPO !
Śmiechu było co niemiara, DJ Winiar puszczał hity ze swojego boombox'a, a ja musiałam zatańczyć prawie z każdym obecnym na sali ( prawie, bo już nie wszyscy byli wstanie żeby tańczyć ). Rozmawiałam z dziewczynami gdy nagle ktoś mnie chwycił za ramie
-Bo.. bo my Ci nie daliśmy prezentu - powiedział lekko zakręcony Aleks
-Chłopaki nie trzeba, zorganizowaliście to wszystko sami, nie potrzebuje prezentów, ważne, że wy tu jesteście- powiedziałam z uśmiechem .
-Więc to dla Ciebie - wręczyli mi prezent, widać, że moje słowa zostały puszczone mimo uszu.
-Ale ... - zaczęłam - gdy przerwał mi Mariusz
-Nie ma żaaaadnego, ale kochana - powiedział
-Nie kłóć się z pijanym - powiedziała mi na ucho Paulina (żona Wlazłego ), po czym zaczęła się śmiać. Otworzyłam prezent, a tam znajdował się aparat, który niedawno wszedł na rynek. Wiele razy powtarzałam sobie, że sobie go kupie, to idealny prezent, ale jaki kosztowny.
-Chłopaki to bardzo miłe z waszej strony, ale ja nie mogę tego przyjąć - powiedziałam, po czym spojrzałam na chłopaków, gdyby wzrok potrafił zabić byłabym martwa.
-Jeśli nie przyjmiesz będzie nam bardzo przykro, tak przykro, że aż chyba przegramy mecz o Mistrzostwo Polski - powiedzieli razem jąkając się przy tym niemiłosiernie.
-W takim razie nie masz wyjścia - dodała Agnieszka wraz z Paulina.
-No niestety nie mam. Bardzo wam dziękuje, jesteście dla mnie jak druga rodzina - powiedział po czym się do nich przytuliłam. Po drugie starsze towarzystwo zaczęło się już zbierać, dla nas zabawa nadal trwała w najlepsze. Wszyscy bawili się świetnie. Koło 6 rano impreza się skończyła, ale nikt nie był w stanie prowadzić więc chłopaki wyjęli z magazynku materace i koce, wszyscy zasnęli błyskawicznie.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Rozdział 3


Pierwszy set z problemami przegrywamy do 18, drugi wcale nie lepszy do 20.
-Dziewczyny, teraz się już bawmy siatkówką i tak zobaczymy się w Białymstoku, dajmy radość kibicom i sobie - krzyknęłam w przerwie przed trzecim setem. Weszłyśmy na boisko nie patrząc na wynik. Grałyśmy swoje, dobrze się przy tym bawiąc. Marta sama atakowała co dawało jej tyle radości, wszyscy patrzyli i nie wiedzieli co się dzieje. W taki oto sposób wygrałyśmy 3 partie. Czwarta też poszła po naszej myśli. Czas na tie-break prowadzimy 6:2, Malczewski bierze czas.
- Dziewczyny nie wiem co dzieje, ale róbcie tak dalej - powiedział trener z uśmiechem na ustach. Trybuny szalały, a wśród nich siatkarze. Widać było, że dobrze się bawią, dzięki nim ja tez. Na zagrywkę idzie Ewelina i popisuje się dwoma pięknymi asami, nasza przewaga wzrasta, czas na moje zagrywki.  Jak zwykle idę za dziewiąty metr, kibice szaleją i głośno wykrzykują moje imię. Podrzucam, uderzam, Angelika Bulbak posyła piłkę w trybuny. Wszystkie gardła krzyczą OSTATNI, OSTATNI. Powtarzam czynność, piłka ląduje idealnie w końcową linie boiska. KONIEC ! Udało się wywalczyłyśmy 3 miejsce.
-Po raz kolejny zawodniczką meczu zostaje ... Diana Wróblewska - słyszę, po moich policzkach spływają łzy szczęścia, na mojej szyj wisi po raz pierwszy w życiu brązowy medal. Na boisko wbiegają siatkarze i podrzucają mnie do góry, jestem taka szczęśliwa. Nagle ktoś prosi mnie o rozmowę.
-Gratuluje wygranej-patrze na niego trochę zdezorientowana - oj przepraszam Aleksander Trojanowicz prezes Muszynianki Fakro Muszyny, pisałem do Pani emalia-powiedział cały czas uśmiechając się.
-Dziękuje bardzo, wie Pan ja jeszcze nie podjęłam decyzji co do klubu, ale bardzo dziękuje za propozycje. Jak coś będziemy w kontrakcje - powiedziałam po czym odeszłam. Chłopaki kazali mi się szybko przebrać, więc ruszyłam do szatni, tam zabawa trwała w najlepsze. Na dzień dobry zostałam oblana całym szampanem, razem z dziewczynami zaczęłam tańczyć i śpiewać  każda z nas się bardzo cieszyła z tego medalu, całkowicie zapominałam o chłopakach  Szybko poszłam pod prysznic przebrałam sie w spodnie, bluze i wyszłam. Hala była pusta, przy wyjściu stał mój trener wraz z Nawrockim i z Andrea Anastasi'm, ze zdziwienia stałam w miejscu kilka minut szczypiąc się i przecierając oczy. W końcu mój trener mnie zawołał.
-Oo Diana nie wiedziałem, że już wyszłaś, to jest A...-przerwałam mu
-Andrea Anastasi trener reprezentacji Polski w piłce sitkowej mężczyn - powiedziałam na jednym oddechu
-Zgadza się - powiedział Nawrocki, cała rozmowa była prowadzona w języku angielskim
- A to jest słynna Diana, o której tyle słyszałem-powiedział AA, a ja się tylko uśmiechnęłam
-Miło Pana poznać - wydukałam w końcu
-Cała przyjemność po mojej stronie - Powiedział Andrea cały czas się uśmiechając - Diano, mam dla Ciebie pewną propozycje, z tego co zaobserwowałem świetnie  grasz, a mimo to nie jesteś w drużynie reprezentacyjnej, powiem szczerze, że nie wiem jak można zrezygnować z takiej zawodniczki - sam miód na moje serce, chodź było mi przykro z powodu iż starłam się grać jak najlepiej, a mimo to nie dostałam się do reprezentacji - dlatego chciałbym Cię zaprosić na miesięczny pobyt w Spale, połączony  z treningami chłopaków pod moim okiem - nie wiedziałam co powiedzieć, podbiegłam do AA i rzuciłam mu się na szyje .
-Mam rozumieć, że się zgadzasz ? -zapytał
-oczywiście to dla mnie wiele znaczy, że mogę trenować z gwiazdami Polskiej siatkówki, bardzo dziękuje- jeszcze raz przytuliłam trenera po czym wyszłam z hali. Tam już na mnie czekała cała banda dwumetrowców ; )
-Ile można na Ciebie czekać ? - zapytał Cupko
-Siedzimy tu od 40 minut będziesz musiała nam jakoś podziękować - dodał Zati
-Za nasze poświecenie - wtrącił Aleks, postanowiłam, że przytulę każdego. Jak też postanowiłam tak też zrobiłam.
-Tyko tyle ? - zapytał Mariusz, tym razem każdego siatkarza musiałam wycałować po dwa razy.
-A ten drugi to za co? -spytał Maciek
-yyy..musimy jeszcze jechać do mnie - powiedziałam robiąc przy tym słodką minkę
-Że co ? chyba żartujesz - powiedział Daniel
-No chłopaki przecież nie pojadę w dresie, a poza tym wcale nigdzie nie muszę z wami jechać - powiedziałam stanowczo, udając obrażoną
-No dobra więc w takim razie w samochodzie z Dajaną jadę Zati, Muzaj, Mariusz i oczywiście ja, a reszta niech się dzieli - zarządził Kłos. Jak powiedział tak też zrobiliśmy, dosyć szybko podjechaliśmy pod mój blok.
-Zajmie mi to jakieś 20 minut - powiedziałam robiąc przy tym maślane oczka - wiecie, że was kocham - dodałam gdy tylko zauważyłam ich miny - Karol chodź ze mną - złapałam środkowego za rękę i pobiegłam w stronę mieszkania.
-To Ty się rozgość ja się przebiorę, umaluje i możemy jechać - powiedziałam z uśmiechem na ustach.

OCZAMI KAROLA :
Dajana zniknęła za drzwiami łazienki, a ja rozejrzałem się po jej mieszkaniu. Dawno tutaj nie byłem, w końcu treningi, mecze czy wyjazdy zabierają większość czasu. Całe mieszkanie było w zdjęciach od tych na ścianie, po albumy. Jednak to właśnie salon robił największe wrażenie. Ciemne ściany, podłoga, a jasne meble, ramki i różne dodatki. Na komodzie zauważyłem zdjęcia z ostatniego sylwestra, kiedy to z całą paczką byliśmy w górach na nartach i to własnie tam spędziliśmy Nowy Rok. Patrząc na nie wracały wspomnienia, uśmiech sam nasuwał się na usta, mile spędzony, wolny czas, którego jest tak mało  Kiedy oglądałem kolejne zdjęcia Dajany drzwi do łazienki otworzyły się, wyszła w ślicznej sukience jeansowej kurtce i czarnych szpilkach wyglądała pięknie.

OCZAMI DIANY :
Patrzył na mnie i nie wiedział co powiedzieć, widząc jego minę zaczęłam się śmiać, ale w końcu zapytałam
-I jak może być ?
-Yyy... - zaczął się jąkać na co ja wybuchałam śmiechem - jest ślicznie - powiedział wreszcie a mi kamień spadł z serca, w końcu mojego przyjaciela trudno jest zaskoczyć. Wyłączyliśmy wszyto i ruszyliśmy w drogę na dół. Wychodząc z budynku wszystkie spojrzenia były skierowane na mnie i każdy wyglądał jak Kłos 5 minut temu, tym razem oboje wybuchliśmy śmiechem
-Ja też tak wyglądałem - spytał cały czas się śmiejąc
-Nie, Ty gorzej - powiedziałam i zaczęłam się głośniej śmiać za co dostałam w pięścią w ramie
-Może byście jej coś powiedzieli - szturchnął kegów Karol
-Yyyy- wszyscy zaczęli się jąkać, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu - wyglądasz pięknie - powiedzieli wszyscy razem o dziwo równo
-W takim razie jedziemy - powiedziałam
-Nie tak szybko - dodał Paweł - Panowie czyńcie swoją powinność - dodał, a ja zdezorientowana nie wiedziałam o co chodzi, nagle podszedł do mnie Daniel i zawiązał mi oczy jakąś chusta
- hahah to jakiś żart? - zapytałam
-To ma być niespodzianka - powiedział za wszystkich Atanasijevic. Tym razem moim samochodem kierował Karol z racji tego, że miałam zakryte oczy. Jechaliśmy dłuższa chwile, nagle samochód się zatrzymał, za rękę złapał mnie Mariusz i prowadził w stronę jakiegoś budynku.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 2


Wstałam około godziny 10 zjadłam śniadanie, wzięłam długą relaksacyjną kąpiel i zaczęłam się szykować na mecz. Na hali miałam być około godziny 16 więc miałam jeszcze dużo czasu. Korzystając z chwili wolnego sprawdziłam pocztę. Połowa z wiadomości to reklamy lub powiadomienia z facebooka. Zaciekawiła mnie jedna wiadomość od nie jakiego Aleksandra Trojanowicza.
Droga Pani Diano !
   Na  wstępie chciałbym Panią gorąco pozdrowić. Piszę do Pani tego e-maila w sprawie spotkania na dzisiejszym meczu. Od dłuższego czasu obserwujemy Pani grę w Budowlanych Łódź. Jest Pani zawodniczką której brakuje nam w drużynie. Niniejszym informuje Panią iż z przyjemnością będzie dla nas zobaczenie Pani w barwach naszego klubu.
Życzę udanego meczu .
Pozdrawiam, prezes Banku BPS Muszynianki Fakro Muszyny
                                                                                                        Aleksander Trojanowicz
Trochę zdziwiła mnie ta wiadomość, ale postanowiłam o tym nie myśleć (co w moim przypadku nie jest trudne). Szybko sprawdziłam jeszcze facebook'a, ale nic ciekawego nie znalazłam, już chciałam wychodzić, kiedy napisał do mnie Maciek:

-Witam Panią ;) zamiast siedzieć na komputerze powinnaś się skupić na dzisiejszym meczu kochana koleżanko :P
-Witam Pana :D tak wiem powinnam, ale jeszcze jest czas, a poza tym to Ty nie na treningu ?
-już po :) tylko Ty tak się lenisz haha :D
-odezwała się ''wielka gwiazda'' Polskiej siatkówki ;d hahaha
-przesadziłaś Ty okropna kobieto haha
-ejej Ty Muzaj powiedz mi gdzie mnie dzisiaj zabieracie ;p
-chciałabyś, dowiesz się po WYGRANYM meczu;) a własnie jak Ty to robisz, że tak się lenisz, a co chwile MVP hmm ?
-hahah talent wrodzony :P
-taak i co jeszcze ?
-czasem też się przydaje urok osobisty, którego Tobie brak :d haahaha
-aa czy Ty młoda nie powinnaś się już na hale zbierać ?
-ojej faktycznie, nie wiedziałam, że tak późno. Do zobaczenia ;*
-samych As'ow Pani Diano haha
-dorwę Cię !
-już się boje :D
-zacznij :P

Po rozmowie z Maćkiem o dziwo miałam dobry humor. Kto by pomyślał, że tak będzie. Jeszcze rok temu ze sobą nie rozmawialiśmy, a wszystko dlatego, że próbowaliśmy być para. Jak widać tylko przyjaźń po miedzy nami jest możliwa.
Spakowałam torbe i wyruszyłam w drogę. Na hali byłam później niż przypuszczałam przez korki na drodze (gdybym była mądra pomyślałabym, że inni tez jadą na mecz lub wyjeżdżają w piękne niedzielne popołudnie). Byłam jedną z pierwszych w szatni. Pogadałam chwile z Martą o dzisiejszym meczu i poszłam pod prysznic. Wychodząc zauważyłam, że są już wszyscy chodź spotkanie miało odbyć się dopiero o 18. Wszyscy w szatni mieli dobre humory, żartowałyśmy, śmiałyśmy się, ale też rozmawiałyśmy o tym jak musimy zagrać. Trener dał nam jeszcze 5 min. Postanowiłam, że już teraz wygłoszę swoją ''mowę''.
-Dziewczyny chodźcie na chwile. Chciałam wam powiedzieć, że jestem z was cholernie dumna. Pokazałyśmy wszystkim, że Łódzka drużyna jest mocna, daje rade, i nie poddaje się bez walki. I tak też będzie dzisiaj ! Nie poddamy się bez walki ! Co ma być to będzie, albo dziś będzie ostatni mecz sezonu albo za tydzień, dlatego też grajmy dla siebie i nie patrzmy na innych, nie patrzmy na wynik. Nie ma na nas żadnej presji, zachowujmy się tak jakbyśmy na boisku były tylko my i nikt więcej, grajmy serduchami ! Dziewczyny damy rade, wierzcie w to tak jak ja was wierze! - zakończyłam swój monolog
-Zakończmy ten sezon dziś ! - krzyknęły chórem
Trener zawołał nas na halę, która po woli wypełniała się naszymi kibicami. Na płycie boiska rozgrzewały się już nasze dzisiejsze rywalki. Na trybunach zobaczyłam caałą drużynę Skry wraz z trenerem Nawrockim i prezesem Konradem Piechockim. Znałam tam wszystkich i wszyscy znali mnie w końcu często przyjeżdżałam na mecze czy treningi chłopaków. Oni gdy mnie tylko zobaczyli zaczęli machać, skakać, a nawet przesyłać buziaki. Kochałam te ich zawsze uśmiechnięte mordki. Ja zawsze wspierałam ich, a oni mnie i tak to działała, zawsze razem ;)

Rozdział 1


Mamy tie-break. Przy zmianie stron przegrywamy 8:3. Jako kapitan w wolnej chwili motywuje dziewczyny żeby zaczęły walczyć i nie poddawały się. Krystle Esdelle posyła piłkę w aut. Idę na zagrywkę. Stoję za dziewiątym metrem boiska, podrzucam, uderzam, piłką ląduje w sam narożnik boiska. Kolejne zagrywki, przeciwniczki z problemami, remis. Czas dla Malczewskiego, na którym i my się motywujemy do dalszej walki. Gramy punkt za punkt, remis 13:13, ale nasza zagrywka. Po serwisie Sylwi piłka zatrzymała się na taśmie, ale dzisiaj siatkarskie szczęście nam sprzyja, piłka przeszła na druga stronę, AS ! Cała hala krzyczy OSTATNI, OSTATNI!  Na zagrywkę znowu idzie Pycia, przeciwniczki przyjmują, ale nieporozumienie w ich drużynie sprawiło, że muszą oddać nam piłkę za darmo. Olka bez problemu wystawia do Martyny, ona do mnie i kończę atakiem z drugiej linii. Koniec meczu ! Wszyscy się cieszą. Wygrałyśmy 3:2 z AZS Białystok na własnej hali.
- MVP dzisiejszego spotkania zostaje ... Diana Wróblewska - słyszę z głos komentatora, nie mogę w to uwierzyć, dziewczyny wypychają mnie na środek boiska. Chwila dla kibiców, których kocham nade wszystko, taki siódmy zawodnik na boisku, który zawsze mnie motywuje w dalszej walce.
-Przepraszam Pani Diano czy mogę prosić o wywiad ? - słyszę za sobą głos Pana Tomka Swędrowskiego
-Tak, oczywiście z przyjemnością - odpowiadam zgodnie z prawda, gdy byłam mała zawsze wyobrażałam sobie ze będę udzielać wywiadu właśnie jemu.
-Gratuluje wygranej, świetny mecz w Pani wykonaniu czy wynik sprawia ze czujecie się już pewne tego 3 miejsca? 
-Dziękuje, ale gratulacje należą się całej drużynie, dziś byłyśmy jednością i to sprawiło, że wygrałyśmy. Z pewnością pragniemy tego trzeciego miejsca, ale jutro będzie nowy dzień, nowy mecz i wszystko się może zdarzyć. Dziewczyny z Białegostoku zapewne nie poddadzą się bez walki.
-Jeśli jutro wygra Białystok co wtedy ?
-Wtedy będzie remis 2:2 pojedziemy do Białegostoku walczyć o trzecie miejsce - powiedziałam  
-Po raz drugi w meczach z AZS-em dostaje Pani statuetkę MVP, nie zastanawiała się Pani nad zmianą klubu? - podchwytliwe pytanie Swędrowskiego, ale widziałam, że prędzej czy później ono padnie.
-Na razie myślę o jutrzejszym meczu i o tym żeby zagrać jak najlepiej, a potem tylko o spaniu (śmiech)
-Diano, dziękuje za wywiad, jeszcze raz gratuluje i życzę powodzenia na jutrzejszy mecz - powiedział Swędrowski
-Dziękuje - ściskam jego dłoń i odchodzę. Nagle ktoś zakrywa mi oczy po tych wielkich łapach poznaje ze to Kłos.
-Gratuluje - ściska mnie, a potem caaałą SKRA się na nas rzuciła (dosłownie) 
- A co wy tu robicie ? - pytam zaskoczona 
-Jak to co przyszliśmy tu żeby Ci pogratulować - powiedział Mariusz - zachowuje się jak blondynka - dodaje po cichu śmiejąc się
-Słyszałam to ...- robię FOCH 4EVER NA 5 MIN 
-Na mnie się obrażasz tak ? - pyta 
-Tak - odpowiadam próbując robić poważna minę, nagle cała drużyna zaczęła mnie łaskotać - Dobra, dobra ale przestańcie - mówię cały czas się śmiejąc
- Tylko pod warunkiem, że się gdzieś z nami dziś wybierzesz - powiedział Winiar poruszając przy tym tak śmiesznie brwiami, że aż wszyscy wybuchli śmiechem 
- Bardzo chętnie, ale ja jutro mam mecz o 3 miejsce więc nie da rady Panowie innym razem - powiedziałam, a wtedy każdy z nich zrobił smutną minkę, to był taki uroczy widok, że aż nie miałam serca im odmówić - No dobra jutro się spotkamy - dodałam, a oni zaczęli się cieszyć jak małe dzieci
-No więc po jutrzejszym meczu Cię porywamy - dodał Aleks ( tak już po Polsku )
- Po jutrzejszym WYGRANYM  meczu - poprawił go Karol
- Ty to już siedź cicho, bo zapeszysz - powiedział do Kłosa uderzając go w ramie - Panowie ja już pójdę, bo chyba tylko ja nie jestem jeszcze przebrana - uśmiechnęłam się i pożegnałam z każdym siatkarzem 
- Do jutra- usłyszałam za sobą, pomachałam im jeszcze i weszłam do szatni. Tak jak myślałam była pusta. Wzięłam prysznic, przebrałam się w czarne spodniebluzę ,wsiadłam do auta i pojechałam do swojego mieszkania oddalonego od hali o 8 kilometrów. Weszłam do mieszkania zrobiłam sobie kolacje, długa kąpiel i postanowiłam zadzwonić do Martyny, bo akurat była dostępna na Skypie
-Siema lamusie - przywitałam ją z uśmiechem
-Witam dzisiejsza MVP - przywitała mnie i zaczęła się śmieć 
- Z czego się śmiejesz ? - zapytałam zdziwiona 
-No z Ciebie, a z czego ? - znowu zaczęła się śmiać i dodała - jak takie drewno może zdobyć dwa razy pod rząd tytuł najlepszej zawodniczki ? - zapytała cały czas się śmiejąc
-O Ty wredna małpo, nienawidzę Cię ! - powiedziałam udając obrażona, gdy tylko Martyna to zobaczyła zaczęła się jeszcze głośniej śmiać, a ja razem z nią. Bardzo mi jej brakowało odkąd  mieszkałam w Łodzi widywałyśmy się tak często jak pozwalały nam na to grafiki, ona grała w Kieleckiej drużynie w piłkę nożna, Paweł koncertował, a ja grałam w siatkówkę, ale codziennie wieczorami gadałyśmy na Skypie lub przez telefon. Nawet nie zorientowałam się kiedy minęły te 2 godziny szybko pożegnałam się z Martyna i poszłam spać, trzeba było odpocząć przed jutrzejszym spotkaniem. Usnęłam zastanawiając się gdzie jutro chłopaki mnie zabiorą.

BOHATEROWIE

BOHATEROWIE



DIANA WRÓBLEWSKA
21 letnia siatkarka grająca na pozycji przyjmującej,
jej życie zmienia się odkąd przeprowadza się do Łodzi  wieku 18 lat,
jej najlepsza przyjaciółką jest Martyna, znają się od podstawówki ;)

                                                 BARTOSZ KUREK
                         25 letni siatkarz, reprezentant Polski w piłce siatkowej mężczyzn,
                                               grający na pozycji przyjmującego ;)

                                                  MARTYNA DĄBEK
                                 21 letnia dziewczyna, najlepsza przyjaciółka Diany,
                                     po mimo tego że tak dużo je różni kochają się jak siostry
                                                    Martyna kocha piłkę nożna ;)



Przemek Chojnacki
21 letni siatkarz przyjaciel Diany,
obecnie mieszkający we Włoszech
KAROL KŁOS
24 letni siatkarz, grający na pozycji środkowego w Skrze Bełchatów
reprezentant Polski, od dwóch lat przyjaciel Diany.

NATALIA LECH 
21 letnia studentka, przyjaciółka Diany i Martyny
Obecna dziewczyna Karola Kłosa



SKRA BEŁCHATÓW





REPREZENTACJA POLSKI