niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 27

Kilka minut po piątej wstałam, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w wygodny, ale elegancki strój, włosy związałam w wysokiego kucyka po czym ruszyłam w stronę kuchni by coś zjeść. Obudziłam Martynę, która miała mnie odwieźć na lotnisko. Kilka minut przed siódmą wyjechałyśmy.
-Nie ciesz się już tak - szturchnęła mnie przyjaciółka
-Nie widziałam go aż trzy miesiące, jestem ciekawa czy się ucieszy 
-Na pewno, cudowna niespodzianka go czeka - uśmiechnęła się, po tych słowach usłyszałyśmy z głośników, słowa świadczące o naszej rozłące - Baw się dobrze - mówiła przytulając mnie
-Jak by coś się działo to dzwoń - przytuliłam ją jeszcze mocniej
-Widzimy się za dwa dni - pomachała mi jeszcze na pożegnanie
Wsiadłam do samolotu, byłam taka podekscytowana tym, że wreszcie go zobaczę. Cały lol praktycznie przespałam stewardessa obudziła mnie przed samym lądowaniem. Od razu ruszyłam w stronę lotniska, by odebrać swój bagaż. Po około 20 minutach wraz małą walizką ruszyłam przed budynek ogromnego lotniska, podeszłam do stojącej taksówki po czym wskazałam mu adres. Włosi jeździli jak chcieli, czasami aż się bałam patrzeć, na szczęście po około pół godziny byłam pod blokiem siatkarza. Stojąc przed drzwiami do jego mieszkania zaczęłam się denerwować, zadzwoniłam dzwonkiem, chwile poczekałam, drzwi po chwili otworzyły się Bartek spojrzał na mnie zdziwiony może zaskoczony
-Cześć kochanie - rzuciłam mu się na szyje 
-Cześć, co Ty tutaj robisz - powiedział oschle, bez żadnych emocji
-Dostałam kilka dni wolnego i chciałam Cię odwiedzić - powiedziałam odsuwając się od niego
-Wejdź - odsunął się, wpuszczając mnie - jesteś głodna - spojrzał na mnie 
-Nie dzięki - powiedziałam stawiając swoja walizkę na podłodze
-Rozgość się - zaprowadził mnie do salonu ogromnego mieszkania, usiadłam na dużej skórzanej kanapie, on wybrał fotel, nawet na mnie nie patrzył, nie okazywał żadnych emocji, nie wiedziała co się dzieje. - O co Ci chodzi - spytałam przerywając niezręczną ciszę
-O co mi chodzi - wybuchł śmiechem - Ty się jeszcze mnie pytasz o co mi chodzi ? - zaczął podnosić głos, spojrzał na mnie, nagle wstał i sięgnął do jednej z szafek, wyjął z niej kopertę, którą rzucił w moim kierunku - Szybko się pocieszyłaś nie ma co - podszedł do okna, a ja wyciągnęłam z koperty zdjęcia. Na tych zdjęciach były sytuacje wyrwane z kontekstu, patrząc na nie można by myśleć o zdradzie. Byłam na nich z Przemkiem, jedno było zrobione w klubie akurat gdy przytulałam go na powitanie, drugie gdy obejmował mnie ramieniem, kolejne było zrobione w kawiarni, a ostatnie przedstawiało Przemka całującego mnie w policzek. Do tego dołączony liścik
Faktycznie kochana, ale chyba przez innego, teraz masz dowód jej miłości, gdy Ci mówiłam, że małolata nie da Ci szczęścia nie słuchałeś mnie, teraz masz za swoje. 
Kocham 
<N>
-Bartek to nie tak jak myślisz - powiedziałam podchodząc do niego
-Natalia też tak mówiła, to nie tak jak myślisz, Bartek to tylko mój kolega, wiesz, ze Cie kocham,a potem znowu do niego leciała i bzykała się z nim Bóg jeden wie ile razy mnie zdradziła - odwrócił się w moja stronę i zaczął krzyczeć
-Ja nie jestem Natalia, nigdy bym Cie nie zdradziła, tak bardzo Cie kocham oddałam Ci się a Ty po głupich nic nie znaczących zdjęciach zarzucasz mi zdradę - nie byłam mu dłużna też zaczęłam na niego krzyczeć - To jest tylko mój kolega znam go od sześciu lat, nic nigdy nas nie łączyło i czemu miało by łączyć teraz skoro mam Ciebie 
-Skoro się z nim spotkałaś to dlaczego mi o nim nie powiedziałaś co, myślałaś, że się nie dowiem, Boże dlaczego ja jestem taki naiwny, po raz kolejny zakochałem się i zostałem tak zraniony, ale po Tobie bym się tego nie spodziewał, myślałem, że łączy nas naprawdę coś wyjątkowego, pięknego, a Ty raz mówisz, jak to bardzo mnie kochasz, a potem spotykasz się z innym, co myślałaś, że spotkałaś sławnego frajera, dzięki któremu się wybijesz? -po tych słowach w moich oczach pojawiły się łzy
-Mówiłam Ci o spotkaniu z nim gdy rozmawiałam z Toba na skeypie pamiętasz ? Ale nie Ty od razu stwierdziłeś, ze Cię zdradziłam, wolałeś zaufać swojej byłej. - Wykrzyczałam zalana łzami, on patrzył na mnie swoimi niebieskimi oczami - Nigdy nie pomyślałam, ze jesteś frajerem dzięki któremu mogę coś osiągnąć, do wszystkiego zawsze chciałam dojść sama, ale Ty myśl sobie co chcesz - odwróciłam się i usiadłam na kanapie, po chwili podszedł do mnie, przykucnął 
-Kochanie przepraszam powinienem od razu Cię zapytać kto to, ale sama widzisz te zdjęcia, patrząc na nie pomyślałem tylko, że mnie zdradziłaś, byłem załamany widząc je, sam nie wiedziałem co mam myśleć, ale już wszystko rozumiem - zaczął się do mnie zbliżać 
-Odsuń się - powiedziałam oschło, nie zareagował - Odsuń się słyszysz - krzyknęłam, po czym wstałam i poszłam do łazienki, zamknęłam drzwi po czym po prostu osunęłam się po ścianie. Popłakałam się jak dziecko, nie ufał mi, bo gdyby miał do mnie zaufanie nie dopuścił by do siebie myśli o zdradzie.
-Otwórz proszę - słyszałam ciągle, powtarzał to w kółko swoim ciepłym spokojnym głosem, nie chciałam go słuchać chciałam po prostu wrócić do domu, nie chciałam już go oglądać, cudowny weekend zamienił się w koszmar. Nie wiedziałam ile już tu siedziałam, ale nie miałam zamiaru wychodzić. -Kochanie ja ide na trening wrócę za trzy godziny i mam nadzieję, że porozmawiamy na spokojnie - powiedział przez drzwi, po chwili usłyszałam dźwięk przekręcającego się zamka, znowu wybuchłam głośnym płaczem, nie chciałam już z nim rozmawiać, chciałam stamtąd wyjść, wszędzie czułam zapach jego perfum, w całym mieszkaniu go widziałam. Wyjęłam z torebki notes i zaczęłam, postanowiłam napisać mu krótki list 

Nie sądziłam, że tak szybko się rozstaniemy, nigdy bym nie sądziła, że w taki sposób, ale stało się. Nie mogę żyć z mężczyzną, który mi nie ufa, który wolał zaufać kobiecie, która tak go zraniła.Myślałam, ze jesteś inny, myślałam, że jesteś idealny, mężczyzna idealny, kochający, czuły, a okazałeś się być taki sam jak inni. Boli mnie teraz serce, boli mnie, bo rozstaje się z miłością mojego życia, rozstaję się z facetem, który w tak krótkim okresie dał mi tyle szczęścia. Chce Ci podziękować ze ten cudowny czas, chodź był on krótki, to bardzo owocny. Przez te pół roku czułam się radosna, szczęśliwa, ale przede wszystkim kochana. W twoich objęciach czas się zatrzymywał, nie liczyło się nic poza Tobą, wszystkie problemy znikały. Chcę byś wiedział, że nie żałuję niczego co z Tobą zrobiłam, te pięć miesięcy to najlepsze chwile w moim życiu, bardzo Cię kocham, ale nie potrafię Ci wybaczyć tego bólu jaki mi sprawiłeś. Zapomnij o mnie, znajdź sobie kogoś, zasługujesz na miłość.

                                                                                                                     Żegnaj, Diana

Wstałam zostawiając list na stole, wzięłam klucze, które znajdowały się przy drzwiach. Zamykając te drzwi, czułam jak bym zamykała jakiś rozdział mojego życia, ruszyłam w stronę lotniska, lot miałam dopiero za dwie godziny, wiec po prostu czekałam. Cały czas nie mogłam uwierzyć w to co się własnie stało, przeglądając nasze zdjęcia, nie mogłam uwierzyć w to, że już go przy mnie nie będzie, nie będę czuła ciepła jego ciała, nie posmakuje smaku jego ust, nie zobaczę jego zaspanej czasem nieogolonej twarzy budząc się, czułam, że z moich policzków spływają łzy, jedna po drugiej. Cały czas patrzyłam w stronę wyjścia, nie wiem po co, może liczyłam, że jeszcze przyjdzie, że będzie przepraszał. Po półtorej godzinie siedzenia na włoskim lotnisku ruszyłam w stronę odprawy nagle usłyszałam wołanie mojego imienia 
-Diana! - biegł w moja stronę, a ja stałam jak wryta w ziemie - Dianka kochanie zostań porozmawiamy - mówił podchodząc do bramki  
-Bartek ja już Ci wszystko napisałam, związek bez zaufania nie ma sensu - powiedziałam spuszczając głowę w dół
-Proszę nie zostawiaj mnie - mówił łamiącym głosem, zbliżyłam się do niego, pomimo bramki dzieliły nas centymetry, delikatnie przyciągnął mnie do siebie, po raz ostatni wbiłam się w jego usta, chciałam zapamiętać ich słodki smak, całował delikatnie, odsunęłam się
-Zegnaj - powiedziałam po czym odwróciłam się i szłam w stronę tunelu 
-Kocham Cię - krzyknął chyba przez łzy, nie wiem nie chciałam się już odwracać, cholernie trudne było zostawić go tam, tym bardziej, że wiedziałam, że już nie jest mój, wsiadłam na pokład samolotu, cały lot przepłakałam słuchając ulubionej muzyki, koło 22 byłam już przed murami własnego bloku, weszłam na górę z nadzieją, że Martyny albo nie ma, albo śpij. Tworzyłam cichutko drzwi żeby mnie nie usłyszała, tak jak myślałam spała, rozpakowałam swoją walizkę po czym poszłam wziąć prysznic, cały czas o nim myślałam, cały czas go widziałam, widziałam jego smutne oczy, wiedziałam, że mnie kocha, ale strasznie mnie zranił tymi oskarżeniami, nie mogłam w ogolę spać cały czas myślałam o nim. Koło pierwszej w nocy dostałam wiadomość
Przepraszam, że pisze do Ciebie w środku nocy, mam nadzieję, że Cię nie obudzę. Cały czas o Tobie myślę, kochanie tak strasznie mi Ciebie brakuje, wiem, że popełniłem największy błąd swojego życia, nie wiem czy dam bez Ciebie radę, jesteś dla mnie wszystkim, przy Tobie tylko czuję się szczęśliwy, nie znajdę sobie żadnej innej liczysz się tylko Ty, będę o Ciebie walczył. Kocham Cię 
                                                                                                     Bartek
Czytając tą wiadomość popłakałam się, sama już nie wiedziałam czy dobrze zrobiłam rozstając się z nim ale zasłużył sobie na to, przesadził oskarżając mnie o zdradę, zastanawiałam się tylko nad tą jego "karą" przez to wszystko karałam też siebie i to było najgorsze, byłam cholernie rozbita, ale musiałam wziąć się w garść, przede wszystkim musiałam przestać o nim myśleć. Nie wiem kiedy usnęłam.

Rozdział 26

Obudził mnie dźwięk budzika wskazujący godzinę ósmą, niewyspana wstałam zrobiłam śniadanie,ubrałam się, napisałam przyjaciółce kartkę, że jestem na treningu i wyszłam z mieszkania. Trening był dzisiaj bardzo męczący, ćwiczyłyśmy różne nowe zagrania, w połowie treningu na trybunach znalazła się Martyna o dziwno nie była sama. Był z nią Przemek, nie przeszkadzało mi to, pomachałam im i wróciłam do gry. Po skończonych ćwiczeniach trener rozdzielił nas na dwa zespoły, grało mi się wręcz świetnie, po miesiącu pod okiem Anastaisiego i chłopaków, nie sprawiały mi problemu żadne mocne zagrywki i ataki, podbijałam wszystko. Po około godzinie trener skończył trening, po czym podszedł do mnie
-Co za forma, jestem pod wrażeniem, oby tak dalej - uśmiechnął się i odszedł
Byłam szczęśliwa, bo jak na razie w moim życiu układało się bardzo dobrze, wychodząc z hali usłyszałam brawa, obejrzałam się za siebie, byli to Martyna z Przemkiem
-MVP meczu jak nic - zaśmiał się Przemek
-Oj nie przesadzaj - stuknęłam go w ramię i uśmiechnęłam się
-Byłaś najlepsza - podeszła do mnie przyjaciółka i przytuliła mnie
-Co Ty tutaj robisz przecież dzisiaj masz ślub brata - zwróciłam się do Chojnackiego
-Ślub jest dopiero o 18, a nie mogłem odpuścić sobie takiego widowiska, dawno nie widziałem jak grasz - uśmiechnął się i objął mnie ramieniem, które po chwili od razu zrzuciłam
-Nie rób tak ja mam chłopaka - powiedziałam, patrząc na niego karcącym wzrokiem
-Przepraszam - spojrzał w dół
-Chodźcie pójdziemy na kawę - niezręczną ciszę przerwała Martyna
-Aa chętnie - powiedziałam. Od razu wyszyliśmy w stronę mojego samochodu, po czym zatrzymaliśmy się w pobliskiej kawiarence, wspominaliśmy wspólne chwile, śmiałam się na samą myśl o nich, kiedyś życie było takie beztroskie, chociaż zawsze były jakieś problemy, ale zawsze dawałam sobie z nimi radę. Koło czternastej rozeszliśmy się, Przemek poszedł w jedną stronę, my z Martyna w drugą. Wracałyśmy do domu w świetnych humorach, śmiałyśmy się jak głupie, wychodząc z windy zauważyłyśmy postać mężczyzny, spojrzałam na Martynę, w jej oczach pojawiły się łzy.
-Cześć - powiedział spokojnym głosem
-Co Ty tutaj robisz - warknęłam na niego
-Chciałem porozmawiać - spojrzał na Martynę
-Nie ma o czym już za bardzo ją skrzywdziłeś - stanęłam przed nim gdy zauważyłam, że zbliża się do mojej przyjaciółki
-Spokojnie, dam sobie radę - powiedziała moja przyjaciółka patrząc się na mnie - O czym chcesz rozmawiać ? - zwróciła się do niego - o Tym jak było Ci dobrze w łóżku z tamtą, po jaką cholerę tu przyjechałeś, myślałeś, że zawsze będę taka głupia ? Myślałeś, że nie dam sobie bez Ciebie rady, jak widzisz daje świetnie, już Cię nie potrzebuje - warknęła, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza, którą od razu wytarła - Masz rozmowę, której chciałeś, a teraz spieprzaj stąd - wskazała mu drogę ręką
-Martynka to nie tak, ja nie chciałem, ale Ciebie nie było, byłem pijany , samo tak wyszło - powiedział łapiąc ją za rękę, którą od razu zabrała
-To, że byłeś pijany nie zmienia niczego, ciebie też nie było wiele razy i nie szłam do łóżka z pierwszym lepszym, zejdź mi z oczu i zniknij z mojego życia, nie chce Cię już znać - weszła do mieszkania, po czym zaraz wróciła - Weź to i jej daj, ja już tego nie potrzebuje - wsadziła mu w rękę pierścionek, który dal jej pół roku temu, popatrzyła jeszcze na niego, po czym złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę mieszkania. Od razu się do mnie przytuliła i wybuchła płaczem, wiem jakie było dla niej to ciężkie, wiem, że to była jedna z najtrudniejszych chwil w jej życiu, płakała jak dziecko, znowu byłam taka bezradna
-Nie płacz miśku, już będzie tylko lepiej - mówiłam głaszcząc ją po głowie, po tych słowach jak by się trochę uspokoiła
-Będzie lepiej - odsunęła się ode mnie po czym się uśmiechnęła. Tego wieczoru, oglądałyśmy jakieś komedie, jedząc popcorn. W niedzielne popołudnie zadzwonił do mnie Przemek prosząc o spotkanie, przebrałam się, po czym wyszłam na spotkanie, obie z Martyną nie wiedziałyśmy o co chodzi. Zatrzymałam się przy kawiarni, w której zawsze się spotykaliśmy, siedział tam jak gdyby zamyślony, na mój widok szeroko się uśmiechnął. Zamówiliśmy sobie kawę, po czym nastała niezręczna cisza, którą po chwili przerwałam
-Po co chciałeś się ze mną spotkać ? I dlaczego miałam przyjechać sama - spytałam spojrzał na mnie, nic nie mówiąc, zdenerwowałam się i zaczęłam zbierać się do wyjścia
-Nie wychodź, proszę - złapał mnie za rękę
-To mów o co chodzi, bo to już mnie wkurza - wyrwałam rękę
-Wszystko Ci powiem tylko proszę nie przerywaj mi dobrze ?- spojrzał na mnie, ja tylko kiwnęłam głową twierdząco - Odkąd wyjechałem strasznie mi brakowało kontaktu z Tobą, ale nie chciałem zawracać Ci głowy, nie było dnia żebym o Tobie nie myślał, nie wspominał naszych wspólnych chwil, bardzo często oglądałem nasze zdjęcia, często miałem ochotę do Ciebie zadzwonić, wybierałem Twój numer, ale nie miałem odwagi nacisnąć "zadzwoń" - patrzyłam na niego nie wiedząc do czego dąży, ale nie chciałam mu przerwać, siedziałam i słuchałam jego opowieści dalej - Cały czas szukałem o Tobie jakiś informacji, cieszyłem się z Twoich sukcesów, cieszyłem się z tego, że spełniałaś swoje marzenia, ale jeszcze bardziej cieszyłem się gdy w wywiadach nie wspominałaś o żadnym facecie, a gdy czerwcu znalazłem Twoje zdjęcie z Kurkiem, zatkało mnie nie wiedziałem czy to prawda, nie chciałem myśleć, że Cię straciłem. Jadąc tu miałem nadzieję, że Cię zobaczę i tu nagle widzę Cię w klubie taką piękną, bałem się podejść widziałem, że nie jesteś sama, ale wykorzystałem okazję, byłaś jak zawsze taka uśmiechnięta, tak strasznie brakowało mi Twojego głosu, Twojego spojrzenia, ale przede wszystkim Twojego ciepła, cieszyłem się, że mogę sobie z Tobą rozmawiać, ale było mi przykro gdy wspominałaś o swoim chłopaku, nie wiedziałem czemu tak o nim gadasz skoro ma Cie gdzieś, mając taki skarb powinien być tutaj, wspierać Cie i kochać, tak jak ja - zatkało mnie, nie wiedziałam co mam myśleć, patrzyłam na niego jak na wariata, nie sądziłam, że usłyszę od niego kiedyś takie słowa, gdy wszystko do mnie dotarło przerwałam jego wypowiedź
-Co Ty pieprzysz - prawie, że krzyknęłam
-Strasznie żałuje, że nam się kiedyś nie udało, jak bym mógł cofnął bym czas, kocham Cię rozumiesz, tak strasznie Cię kocham - złapał mnie za rękę i spojrzał mi w oczy.
-Nie będę tego słuchać Ty zwariowałeś - powiedziałam po czym zaczęłam wychodzić, szybko szłam w stronę samochodu, dogonił mnie, po raz kolejny złapał mnie za rękę, patrzył na mnie tymi swoimi brązowymi oczami, był w nich smutek
-Przepraszam, ale musiałem Ci o tym powiedzieć, nie mogłem już dużej tego ukrywać, kocham Cie - zbliżył się do mnie, odwróciłam twarz w drugą stronę, pocałował mnie w policzek, po czym odszedł.
 Nie chciałam jeszcze wracać do domu, byłam w takim dziwnym stanie, że nie interesowało mnie to co się dzieje w wokół, ruszyłam w stronę parku, siadłam na pierwszej wolnej ławce. Nie wiedziałam nawet co mam myśleć, traktowałam Przemka jak przyjaciela, zawsze nim był, znałam go już od tylu lat, nie sądziłam, że darzy mnie aż tak silnym uczuciem, jego słowa były szczere, jego uczucia chyba też, ale nie mogłam ich odwzajemnić, miałam Bartka, którego kochałam całym sercem. Przemek był przystojnym mężczyzna, wiedziałam, że prędzej czy później, znajdzie sobie partnerkę, która na niego zasługuje,on też zakocha się i będzie szczęśliwy. Po godzinie spędzonej w parku zmarnowana wróciłam do domu, Martyna patrzyła na mnie widującym spojrzeniem, ale nie pytała o nic, widziała, że coś się musiało stać, bez słowa weszłam do łazienki, wzięłam prysznic i wszystko jej opowiedziałam, jej mina była nie do opisania, była w ogromnym szoku.
-Nie przejmuj się kocie - przytuliła mnie - Powiesz Bartkowi ? - spytała po chwili
-Nie wiem, co ja mam mu powiedzieć, pomyśli, że go oszukiwałam go czy coś - teraz to w moich oczach pojawiły się łzy.
 Dni mijały, jeden po drugim, po woli wracał i mi humor, pomimo wszystkiego, treningów, całego zamieszania związanego z szukaniem mieszkania Martynie cały czas w głowie miałam słowa Przemka. Było trudno pogodzić mi się z utratą przyjaciela, ale wiedziałam, że nasza przyjaźń nie będzie miała już sensu.
-Diana chodź chciałbym z Tobą porozmawiać - zwrócił się do mnie trener podczas czwartkowego treningu, nie wiedziałam o co może mu chodzić,  ręką wskazał mi miejsce spoczynku po czym zaczął - Przez ostatnie dwa tygodnie na treningach radzisz sobie świetnie i postanowiłem w ramach tego dać Ci trzy dni wolnego - uśmiechnął się
-Naprawdę? Dziękuje - uściskałam trenera po czym wyszłam. Po drodze zajechałam na lotnisko, żeby kupić sobie bilet na najbliższy lot do Włoszech, lot miałam już jutro o 8 rano, wróciłam do domu, od razu zaczęłam się pakować, po czym zjadłyśmy z Martyną kolację, porozmawiałyśmy sobie jeszcze trochę po czym poszłyśmy spać.

Rozdział 25

Dni mijały, wszystko się niby trochę uspokoiło, na treningach było całkiem nieźle wróciłam do formy, dawałam z siebie jak najwięcej by grać na najwyższym poziomie. Po skończonym treningu wracałam do domu gdzie czekała na mnie Martyna. Sytuacja z nią nie zmieniła się, cały czas była smutna,przygnębiona, siedziała w domu, nie chciała wychodzić, ze mną też mało rozmawiała. Trochę przypominała mi mnie po wyjeździe Bartka i wiem, że jego wyjazd, a strata ukochanego bardzo się od siebie różnią, ale kiedyś musiała się przełamać. Paweł cały czas dzwonił i się o nią pytał, to było dla niej jeszcze cięższe, z czasem już jej nawet nie mówiłam o jego telefonach, bo na samo wspomnienie o nim znowu płakała.
Po piątkowym treningu jak zawsze wróciłam do domu, gdzie siedziała moja przyjaciółka, jak codziennie w tym samym miejscu, wykonując tą samą czynność, już zaczęło mnie to powoli wkurzać, nie była tą samą, uśmiechniętą, pozytywnie do wszystkiego nastawioną osobą, tracąc jego straciła cząstkę siebie. Bezradna weszłam do pokoju i wyłączyłam jej telewizor, usiadłam obok niej i zaczęłam swój monolog.
-Kurwa Martyna tak dłużej być nie może, minęły już dwa tygodnie, siedzisz cały czas w tym mieszkaniu, nie chcesz z nikim rozmawiać zauważyłam też, że nawet ze mną unikasz rozmowy, co ja Ci takiego zrobiłam co? - spojrzała na nią, nic nie odpowiedziała, cały czas patrzyła w jeden punkt  - Dziewczyno weź się za siebie, ile można płakać przez takiego gnojka, wiem co czujesz, wiem jak to boli, bo przeżywam to tak samo jak Ty, może nie w takim samym stopniu, ale też jest mi z tym ciężko, straciłaś go, ale przez własną głupotę tracisz też innych, tracisz ludzi którym na Tobie zależy, nie wiem już co z Tobą robić, co Ci mówić skoro masz to wszystko gdzieś i tak zrobisz to co będziesz chciała, ja teraz wychodzę, a Ty się zastanów - powiedziałam po czym opuściłam swoje mieszkanie. Musiałam sobie pobiegać, poczuć się wolna, bo to wszystko już mnie po woli przygnębiało i dobijało, z Bartkiem podczas ostatniej rozmowy też się pokłóciłam o najmniejszą pierdołe, ale ten stan udzielał mi się od niej. Wyciągnęła telefon, jeden sygnał, drugi sygnał, nic, trzeci, odebrał, usłyszałam jego głos, pomimo tego, że nie był ciepły i spokojny, poczułam na całym ciele dreszcz.
-Jeśli zamierzasz się ze mną po raz kolejny kłócić to daruj sobie tą rozmowę
-Kochanie przepraszam - przerwała na chwilę, rozumiałam swój błąd - wszystko teraz zwaliło mi się na głowę, sama już nie wiem co robić - powiedziałam, smutnym, spokojnym głosem
-Co się dzieje - spytał, a ja nie chcąc go martwić problemami mojej przyjaciółki po prostu mu nie mówiłam
-Pamiętasz Martynę, o której tyle Ci opowiadałam ? - zaczęłam
-Tą Twoją przyjaciółkę, która mieszka z narzeczonym w Kielcach - odpowiedział pewny
-No właśnie już nie, rozstali się dwa tygodnie temu ... - opowiedziałam mu mniej więcej jak to było i jest teraz - No a teraz Martyna codziennie siedzi przed tym telewizorem, płaczę, chociaż nie robi tego przy mnie, ale po jej zaczerwienionych oczach widać wszystko, a ja nie wiem co mam robić, co jej mówić, denerwuje mnie moja bezsilność dlatego cały czas jestem zdenerwowana. Przepraszam kochanie, że mówię to Tobie, ale nie mam się komu wygadać
-Od tego jestem bąbelku - powiedział już dobrze mi znanym ciepłym i spokojnym głosem
-Nie gniewasz się już na mnie ? - spytałam siatkarza
-Oczywiście, ze nie, ale po raz kolejny nie dotrzymujesz obietnicy, miałaś mi mówić o wszystkim.- powiedział, wyobraziłam sobie teraz jego karcącą minę
-Nie chciałam zawracać Ci głowy. Nawet nie wiesz jak za Tobą tęsknie - powiedziałam, łamanym głosem
-Ja też bardzo, ale do świat został miesiąc, już niedługo się zobaczymy - powiedział, dając mi nadzieję, że już niedługo koszmar bez niego się skończy, może na krótko, ale zawsze coś
Porozmawialiśmy jeszcze trochę po czym siatkarz musiał iść na trening. Po około dwóch godzinach wróciłam o domu, już na korytarzu było czuć cudowne zapachy, weszłam do mieszkania, zobaczyłam uśmiechniętą przyjaciółkę, aż nie mogłam w to uwierzyć, była spokojna, uśmiechnięta, wreszcie chyba zrozumiała moje słowa, zrozumiała, że sama musi coś zmienić, zrozumiała, że ma przy sobie osoby, które zawsze jej pomogą, zrozumiała, że potrafi bez niego żyć. Podeszła do mnie i mocno się przytuliła
-Potrzebowałam tego - powiedziała - Dałaś mi porządnego kopa, ale teraz musi być już tylko lepiej, dziękuje - pocałował mnie w policzek - A teraz jedź - uśmiechnęła się. Na stole stały same pyszności, zapomniałam już jak dobrze radziła sobie w kuchni, była świetna, jej potrawy zawsze były pyszne. Po zjedzonym posiłku położyłyśmy się na łóżku i zaczęłyśmy rozmawiać, po raz pierwszy od dwóch tygodni bez łez, na spokojnie.
-Chyba przeprowadzę się do Łodzi - powiedziała uśmiechając się
-Serio ? Przecież nigdy nie lubiłaś tego miasta - spytałam patrząc na nią
-Niby tak, ale jesteś tu Ty, Natala, Karol teraz was potrzebuje - przytuliłam ją
-Możesz się wprowadzić do mnie - zaproponowałam
-Niedługo przyjedzie Bartek, nie chce wam przeszkadzać
-Bartek jeszcze przez ponad pół roku będzie we Włoszech, potem i tak ma zgrupowanie, więc nie masz się o co martwić
-Dziękuje, ale i tak będę sobie szukała jakiegoś małego mieszkanka - uśmiechałam się do niej.
Usłyszałam dźwięk mojego telefonu, szybko się podniosłam i odebrałam
-Dzwonił Karol idą dzisiaj na mała imprezkę i pytają czy mamy ochotę iść z nimi - zapytałam, bo nie wiedziałam czy się zgodzi po tych ostatnich przeżyciach, chwilę się zastanawiała
-Jasne chodźmy, za długo siedzimy w tym domu
-No i to mi się podoba - uśmiechałam się i oddzwoniłam do przyjaciela.
Zaraz zaczęłyśmy się szykować, poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic,ubrałam się, włosy wyprostowałam i lekko podtapirowałam, oczy podkreśliłam elaynerem i wyszłam z łazienki
-Łoo pięknie wyglądasz - usłyszałam słowa przyjaciółki po czym zniknęła za drzwiami łazienki. Zrobiłam sobie zdjęcie po czym wysłałam Bartkowi
Idę z Martyną i resztą bandy do klubu, na imprezkę, żałuję tylko, że Ciebie nie ma .. 
Długo nie czekałam na odpowiedź:
Pięknie wyglądasz kochanie, baw się dobrze, tylko bądź grzeczna :D Kocham Cię ;*
Zawsze jestem ;* Całuje
Odłożyłam telefon i ujrzałam stojącą w drzwiach Martynę
-Nie przesadziłam ? - spytała gdy patrzyłam na nią nic nie mówiąc
-Cudownie wyglądasz - miała na sobie prostą małą czarną ( trochę dłuższą niż na zdjęciu), a włosy pofalowała. Obie już gotowe zeszłyśmy na dół i ruszyłyśmy w stronę Karola i Natalki.
Jechałam swoim samochodem, bo nie miałam ochoty pić, było mi przykro, że ja się będę dobrze bawić, a mój ukochany jest teraz sam. 
Weszliśmy do klubu, spotkałam się z dawno niewidzianą bandą dwumetrowców, wszyscy zaczeli się świetnie bawić, każdy z nich brał Martynę do tańca, wiedzieli co się stało, ale nie wspominali i o nic jej nie pytali, patrząc na nią taką uśmiechniętą i szczęśliwą, na mojej twarzy też pojawiał się uśmiech. Zmęczona tańcem poszłam zamówić sobie sok pomarańczowy, stałam przy barze gdy nagle ktoś zasłonił mi oczy, byłam pewna, że to któryś z tych wariatów, odwróciłam się i nie mogłam uwierzyć kogo spotkałam. Nie widziałam się z nim strasznie długo, kontaktu też ze sobą nie mieliśmy, ja byłam w Łodzi on we Włoszech
-Co Ty tutaj robisz ? - spytałam zaskoczona 
-Tak witasz starego znajomego ? - podszedł bliżej i mnie przytulił - Przyjechałem na weekend, mój brat ma jutro ślub, a dzisiaj wieczór kawalerski
-Dlaczego nic mi nie powiedziałeś ? Przecież mogłeś zadzwonić - skarciłam go wzrokiem 
-Nie wiedziałem czy szanowana pani znajdzie czas dla takiego jak ja - zaśmiał się 
-Zawsze byłeś taki głupi ? - spytałam po czym oboje zaczęliśmy się śmiać
-Co robisz tutaj sama - spytał 
-Nie jestem sama tylko ze znajomymi i z Martyną 
-Z Martyną ? gdzie ona jest? - od razu zaczął szukać ją wzrokiem -O jest widze ją - uśmiechnął się-  A gdzie Paweł? - spytał, a mi momentalnie uśmiech zszedł z twarzy
-Rozstali się długa historia - odpowiedziałam, jeszcze trochę mnie znał i nie drążył tematu. Podeszliśmy do Martyny, wyściskała go chyba za wszystkiego czasy, potem już bawiliśmy się razem.  
-Nie poszłabyś ze mną na wesele mojego brata jutro ? - spytał już lekko podpity. Zdziwiło mnie jego pytanie, ale bez zastanowienia odpowiedziałam 
-Dziękuje za zaproszenie, ale nie skorzystam, nie chce sprawiać przykrości mojemu chłopakowi
-Szczęściarz - spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
Koło drugiej wyszliśmy z klubu, odwiozłam Natalię i Karola po czym wróciłam z Martyna do mieszkania. Ona od razu położyła się spać, ja wzięłam prysznic i położyłam się na łóżku, nie chciało mi się spać odpaliłam jeszcze mojego laptopa, na skeypie zauważyłam zieloną kropeczkę przy zdjęciu mojego ukochanego, od razu do niego zadzwoniłam, odebrał niemalże od razu. Opowiedziałam mu o dzisiejszej zabawie, rozmawialiśmy długo cały czas mieliśmy jakiś temat, godzinami mogłam z nim rozmawiać i nie nudziło by się nam. Po skończonej rozmowie weszłam jeszcze na konta społecznościowe, miałam kilka wiadomości, ale jedna zaskoczyła mnie szczególnie była od Przemka.
Dziękuje za dzisiejszy wieczór, dawno się tak dobrze nie bawiłem, a nic dziwnego w twoim towarzystwie, zawsze tak było, brakuje mi tego, brakuje mi Ciebie. Dobranoc, mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy. 
Nie myślałam o tym jakoś szczególnie, wiedziałam, że zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi i on też o tym wiedział. Przed piątą położyłam się spać.