niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 27

Kilka minut po piątej wstałam, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w wygodny, ale elegancki strój, włosy związałam w wysokiego kucyka po czym ruszyłam w stronę kuchni by coś zjeść. Obudziłam Martynę, która miała mnie odwieźć na lotnisko. Kilka minut przed siódmą wyjechałyśmy.
-Nie ciesz się już tak - szturchnęła mnie przyjaciółka
-Nie widziałam go aż trzy miesiące, jestem ciekawa czy się ucieszy 
-Na pewno, cudowna niespodzianka go czeka - uśmiechnęła się, po tych słowach usłyszałyśmy z głośników, słowa świadczące o naszej rozłące - Baw się dobrze - mówiła przytulając mnie
-Jak by coś się działo to dzwoń - przytuliłam ją jeszcze mocniej
-Widzimy się za dwa dni - pomachała mi jeszcze na pożegnanie
Wsiadłam do samolotu, byłam taka podekscytowana tym, że wreszcie go zobaczę. Cały lol praktycznie przespałam stewardessa obudziła mnie przed samym lądowaniem. Od razu ruszyłam w stronę lotniska, by odebrać swój bagaż. Po około 20 minutach wraz małą walizką ruszyłam przed budynek ogromnego lotniska, podeszłam do stojącej taksówki po czym wskazałam mu adres. Włosi jeździli jak chcieli, czasami aż się bałam patrzeć, na szczęście po około pół godziny byłam pod blokiem siatkarza. Stojąc przed drzwiami do jego mieszkania zaczęłam się denerwować, zadzwoniłam dzwonkiem, chwile poczekałam, drzwi po chwili otworzyły się Bartek spojrzał na mnie zdziwiony może zaskoczony
-Cześć kochanie - rzuciłam mu się na szyje 
-Cześć, co Ty tutaj robisz - powiedział oschle, bez żadnych emocji
-Dostałam kilka dni wolnego i chciałam Cię odwiedzić - powiedziałam odsuwając się od niego
-Wejdź - odsunął się, wpuszczając mnie - jesteś głodna - spojrzał na mnie 
-Nie dzięki - powiedziałam stawiając swoja walizkę na podłodze
-Rozgość się - zaprowadził mnie do salonu ogromnego mieszkania, usiadłam na dużej skórzanej kanapie, on wybrał fotel, nawet na mnie nie patrzył, nie okazywał żadnych emocji, nie wiedziała co się dzieje. - O co Ci chodzi - spytałam przerywając niezręczną ciszę
-O co mi chodzi - wybuchł śmiechem - Ty się jeszcze mnie pytasz o co mi chodzi ? - zaczął podnosić głos, spojrzał na mnie, nagle wstał i sięgnął do jednej z szafek, wyjął z niej kopertę, którą rzucił w moim kierunku - Szybko się pocieszyłaś nie ma co - podszedł do okna, a ja wyciągnęłam z koperty zdjęcia. Na tych zdjęciach były sytuacje wyrwane z kontekstu, patrząc na nie można by myśleć o zdradzie. Byłam na nich z Przemkiem, jedno było zrobione w klubie akurat gdy przytulałam go na powitanie, drugie gdy obejmował mnie ramieniem, kolejne było zrobione w kawiarni, a ostatnie przedstawiało Przemka całującego mnie w policzek. Do tego dołączony liścik
Faktycznie kochana, ale chyba przez innego, teraz masz dowód jej miłości, gdy Ci mówiłam, że małolata nie da Ci szczęścia nie słuchałeś mnie, teraz masz za swoje. 
Kocham 
<N>
-Bartek to nie tak jak myślisz - powiedziałam podchodząc do niego
-Natalia też tak mówiła, to nie tak jak myślisz, Bartek to tylko mój kolega, wiesz, ze Cie kocham,a potem znowu do niego leciała i bzykała się z nim Bóg jeden wie ile razy mnie zdradziła - odwrócił się w moja stronę i zaczął krzyczeć
-Ja nie jestem Natalia, nigdy bym Cie nie zdradziła, tak bardzo Cie kocham oddałam Ci się a Ty po głupich nic nie znaczących zdjęciach zarzucasz mi zdradę - nie byłam mu dłużna też zaczęłam na niego krzyczeć - To jest tylko mój kolega znam go od sześciu lat, nic nigdy nas nie łączyło i czemu miało by łączyć teraz skoro mam Ciebie 
-Skoro się z nim spotkałaś to dlaczego mi o nim nie powiedziałaś co, myślałaś, że się nie dowiem, Boże dlaczego ja jestem taki naiwny, po raz kolejny zakochałem się i zostałem tak zraniony, ale po Tobie bym się tego nie spodziewał, myślałem, że łączy nas naprawdę coś wyjątkowego, pięknego, a Ty raz mówisz, jak to bardzo mnie kochasz, a potem spotykasz się z innym, co myślałaś, że spotkałaś sławnego frajera, dzięki któremu się wybijesz? -po tych słowach w moich oczach pojawiły się łzy
-Mówiłam Ci o spotkaniu z nim gdy rozmawiałam z Toba na skeypie pamiętasz ? Ale nie Ty od razu stwierdziłeś, ze Cię zdradziłam, wolałeś zaufać swojej byłej. - Wykrzyczałam zalana łzami, on patrzył na mnie swoimi niebieskimi oczami - Nigdy nie pomyślałam, ze jesteś frajerem dzięki któremu mogę coś osiągnąć, do wszystkiego zawsze chciałam dojść sama, ale Ty myśl sobie co chcesz - odwróciłam się i usiadłam na kanapie, po chwili podszedł do mnie, przykucnął 
-Kochanie przepraszam powinienem od razu Cię zapytać kto to, ale sama widzisz te zdjęcia, patrząc na nie pomyślałem tylko, że mnie zdradziłaś, byłem załamany widząc je, sam nie wiedziałem co mam myśleć, ale już wszystko rozumiem - zaczął się do mnie zbliżać 
-Odsuń się - powiedziałam oschło, nie zareagował - Odsuń się słyszysz - krzyknęłam, po czym wstałam i poszłam do łazienki, zamknęłam drzwi po czym po prostu osunęłam się po ścianie. Popłakałam się jak dziecko, nie ufał mi, bo gdyby miał do mnie zaufanie nie dopuścił by do siebie myśli o zdradzie.
-Otwórz proszę - słyszałam ciągle, powtarzał to w kółko swoim ciepłym spokojnym głosem, nie chciałam go słuchać chciałam po prostu wrócić do domu, nie chciałam już go oglądać, cudowny weekend zamienił się w koszmar. Nie wiedziałam ile już tu siedziałam, ale nie miałam zamiaru wychodzić. -Kochanie ja ide na trening wrócę za trzy godziny i mam nadzieję, że porozmawiamy na spokojnie - powiedział przez drzwi, po chwili usłyszałam dźwięk przekręcającego się zamka, znowu wybuchłam głośnym płaczem, nie chciałam już z nim rozmawiać, chciałam stamtąd wyjść, wszędzie czułam zapach jego perfum, w całym mieszkaniu go widziałam. Wyjęłam z torebki notes i zaczęłam, postanowiłam napisać mu krótki list 

Nie sądziłam, że tak szybko się rozstaniemy, nigdy bym nie sądziła, że w taki sposób, ale stało się. Nie mogę żyć z mężczyzną, który mi nie ufa, który wolał zaufać kobiecie, która tak go zraniła.Myślałam, ze jesteś inny, myślałam, że jesteś idealny, mężczyzna idealny, kochający, czuły, a okazałeś się być taki sam jak inni. Boli mnie teraz serce, boli mnie, bo rozstaje się z miłością mojego życia, rozstaję się z facetem, który w tak krótkim okresie dał mi tyle szczęścia. Chce Ci podziękować ze ten cudowny czas, chodź był on krótki, to bardzo owocny. Przez te pół roku czułam się radosna, szczęśliwa, ale przede wszystkim kochana. W twoich objęciach czas się zatrzymywał, nie liczyło się nic poza Tobą, wszystkie problemy znikały. Chcę byś wiedział, że nie żałuję niczego co z Tobą zrobiłam, te pięć miesięcy to najlepsze chwile w moim życiu, bardzo Cię kocham, ale nie potrafię Ci wybaczyć tego bólu jaki mi sprawiłeś. Zapomnij o mnie, znajdź sobie kogoś, zasługujesz na miłość.

                                                                                                                     Żegnaj, Diana

Wstałam zostawiając list na stole, wzięłam klucze, które znajdowały się przy drzwiach. Zamykając te drzwi, czułam jak bym zamykała jakiś rozdział mojego życia, ruszyłam w stronę lotniska, lot miałam dopiero za dwie godziny, wiec po prostu czekałam. Cały czas nie mogłam uwierzyć w to co się własnie stało, przeglądając nasze zdjęcia, nie mogłam uwierzyć w to, że już go przy mnie nie będzie, nie będę czuła ciepła jego ciała, nie posmakuje smaku jego ust, nie zobaczę jego zaspanej czasem nieogolonej twarzy budząc się, czułam, że z moich policzków spływają łzy, jedna po drugiej. Cały czas patrzyłam w stronę wyjścia, nie wiem po co, może liczyłam, że jeszcze przyjdzie, że będzie przepraszał. Po półtorej godzinie siedzenia na włoskim lotnisku ruszyłam w stronę odprawy nagle usłyszałam wołanie mojego imienia 
-Diana! - biegł w moja stronę, a ja stałam jak wryta w ziemie - Dianka kochanie zostań porozmawiamy - mówił podchodząc do bramki  
-Bartek ja już Ci wszystko napisałam, związek bez zaufania nie ma sensu - powiedziałam spuszczając głowę w dół
-Proszę nie zostawiaj mnie - mówił łamiącym głosem, zbliżyłam się do niego, pomimo bramki dzieliły nas centymetry, delikatnie przyciągnął mnie do siebie, po raz ostatni wbiłam się w jego usta, chciałam zapamiętać ich słodki smak, całował delikatnie, odsunęłam się
-Zegnaj - powiedziałam po czym odwróciłam się i szłam w stronę tunelu 
-Kocham Cię - krzyknął chyba przez łzy, nie wiem nie chciałam się już odwracać, cholernie trudne było zostawić go tam, tym bardziej, że wiedziałam, że już nie jest mój, wsiadłam na pokład samolotu, cały lot przepłakałam słuchając ulubionej muzyki, koło 22 byłam już przed murami własnego bloku, weszłam na górę z nadzieją, że Martyny albo nie ma, albo śpij. Tworzyłam cichutko drzwi żeby mnie nie usłyszała, tak jak myślałam spała, rozpakowałam swoją walizkę po czym poszłam wziąć prysznic, cały czas o nim myślałam, cały czas go widziałam, widziałam jego smutne oczy, wiedziałam, że mnie kocha, ale strasznie mnie zranił tymi oskarżeniami, nie mogłam w ogolę spać cały czas myślałam o nim. Koło pierwszej w nocy dostałam wiadomość
Przepraszam, że pisze do Ciebie w środku nocy, mam nadzieję, że Cię nie obudzę. Cały czas o Tobie myślę, kochanie tak strasznie mi Ciebie brakuje, wiem, że popełniłem największy błąd swojego życia, nie wiem czy dam bez Ciebie radę, jesteś dla mnie wszystkim, przy Tobie tylko czuję się szczęśliwy, nie znajdę sobie żadnej innej liczysz się tylko Ty, będę o Ciebie walczył. Kocham Cię 
                                                                                                     Bartek
Czytając tą wiadomość popłakałam się, sama już nie wiedziałam czy dobrze zrobiłam rozstając się z nim ale zasłużył sobie na to, przesadził oskarżając mnie o zdradę, zastanawiałam się tylko nad tą jego "karą" przez to wszystko karałam też siebie i to było najgorsze, byłam cholernie rozbita, ale musiałam wziąć się w garść, przede wszystkim musiałam przestać o nim myśleć. Nie wiem kiedy usnęłam.

Rozdział 26

Obudził mnie dźwięk budzika wskazujący godzinę ósmą, niewyspana wstałam zrobiłam śniadanie,ubrałam się, napisałam przyjaciółce kartkę, że jestem na treningu i wyszłam z mieszkania. Trening był dzisiaj bardzo męczący, ćwiczyłyśmy różne nowe zagrania, w połowie treningu na trybunach znalazła się Martyna o dziwno nie była sama. Był z nią Przemek, nie przeszkadzało mi to, pomachałam im i wróciłam do gry. Po skończonych ćwiczeniach trener rozdzielił nas na dwa zespoły, grało mi się wręcz świetnie, po miesiącu pod okiem Anastaisiego i chłopaków, nie sprawiały mi problemu żadne mocne zagrywki i ataki, podbijałam wszystko. Po około godzinie trener skończył trening, po czym podszedł do mnie
-Co za forma, jestem pod wrażeniem, oby tak dalej - uśmiechnął się i odszedł
Byłam szczęśliwa, bo jak na razie w moim życiu układało się bardzo dobrze, wychodząc z hali usłyszałam brawa, obejrzałam się za siebie, byli to Martyna z Przemkiem
-MVP meczu jak nic - zaśmiał się Przemek
-Oj nie przesadzaj - stuknęłam go w ramię i uśmiechnęłam się
-Byłaś najlepsza - podeszła do mnie przyjaciółka i przytuliła mnie
-Co Ty tutaj robisz przecież dzisiaj masz ślub brata - zwróciłam się do Chojnackiego
-Ślub jest dopiero o 18, a nie mogłem odpuścić sobie takiego widowiska, dawno nie widziałem jak grasz - uśmiechnął się i objął mnie ramieniem, które po chwili od razu zrzuciłam
-Nie rób tak ja mam chłopaka - powiedziałam, patrząc na niego karcącym wzrokiem
-Przepraszam - spojrzał w dół
-Chodźcie pójdziemy na kawę - niezręczną ciszę przerwała Martyna
-Aa chętnie - powiedziałam. Od razu wyszyliśmy w stronę mojego samochodu, po czym zatrzymaliśmy się w pobliskiej kawiarence, wspominaliśmy wspólne chwile, śmiałam się na samą myśl o nich, kiedyś życie było takie beztroskie, chociaż zawsze były jakieś problemy, ale zawsze dawałam sobie z nimi radę. Koło czternastej rozeszliśmy się, Przemek poszedł w jedną stronę, my z Martyna w drugą. Wracałyśmy do domu w świetnych humorach, śmiałyśmy się jak głupie, wychodząc z windy zauważyłyśmy postać mężczyzny, spojrzałam na Martynę, w jej oczach pojawiły się łzy.
-Cześć - powiedział spokojnym głosem
-Co Ty tutaj robisz - warknęłam na niego
-Chciałem porozmawiać - spojrzał na Martynę
-Nie ma o czym już za bardzo ją skrzywdziłeś - stanęłam przed nim gdy zauważyłam, że zbliża się do mojej przyjaciółki
-Spokojnie, dam sobie radę - powiedziała moja przyjaciółka patrząc się na mnie - O czym chcesz rozmawiać ? - zwróciła się do niego - o Tym jak było Ci dobrze w łóżku z tamtą, po jaką cholerę tu przyjechałeś, myślałeś, że zawsze będę taka głupia ? Myślałeś, że nie dam sobie bez Ciebie rady, jak widzisz daje świetnie, już Cię nie potrzebuje - warknęła, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza, którą od razu wytarła - Masz rozmowę, której chciałeś, a teraz spieprzaj stąd - wskazała mu drogę ręką
-Martynka to nie tak, ja nie chciałem, ale Ciebie nie było, byłem pijany , samo tak wyszło - powiedział łapiąc ją za rękę, którą od razu zabrała
-To, że byłeś pijany nie zmienia niczego, ciebie też nie było wiele razy i nie szłam do łóżka z pierwszym lepszym, zejdź mi z oczu i zniknij z mojego życia, nie chce Cię już znać - weszła do mieszkania, po czym zaraz wróciła - Weź to i jej daj, ja już tego nie potrzebuje - wsadziła mu w rękę pierścionek, który dal jej pół roku temu, popatrzyła jeszcze na niego, po czym złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę mieszkania. Od razu się do mnie przytuliła i wybuchła płaczem, wiem jakie było dla niej to ciężkie, wiem, że to była jedna z najtrudniejszych chwil w jej życiu, płakała jak dziecko, znowu byłam taka bezradna
-Nie płacz miśku, już będzie tylko lepiej - mówiłam głaszcząc ją po głowie, po tych słowach jak by się trochę uspokoiła
-Będzie lepiej - odsunęła się ode mnie po czym się uśmiechnęła. Tego wieczoru, oglądałyśmy jakieś komedie, jedząc popcorn. W niedzielne popołudnie zadzwonił do mnie Przemek prosząc o spotkanie, przebrałam się, po czym wyszłam na spotkanie, obie z Martyną nie wiedziałyśmy o co chodzi. Zatrzymałam się przy kawiarni, w której zawsze się spotykaliśmy, siedział tam jak gdyby zamyślony, na mój widok szeroko się uśmiechnął. Zamówiliśmy sobie kawę, po czym nastała niezręczna cisza, którą po chwili przerwałam
-Po co chciałeś się ze mną spotkać ? I dlaczego miałam przyjechać sama - spytałam spojrzał na mnie, nic nie mówiąc, zdenerwowałam się i zaczęłam zbierać się do wyjścia
-Nie wychodź, proszę - złapał mnie za rękę
-To mów o co chodzi, bo to już mnie wkurza - wyrwałam rękę
-Wszystko Ci powiem tylko proszę nie przerywaj mi dobrze ?- spojrzał na mnie, ja tylko kiwnęłam głową twierdząco - Odkąd wyjechałem strasznie mi brakowało kontaktu z Tobą, ale nie chciałem zawracać Ci głowy, nie było dnia żebym o Tobie nie myślał, nie wspominał naszych wspólnych chwil, bardzo często oglądałem nasze zdjęcia, często miałem ochotę do Ciebie zadzwonić, wybierałem Twój numer, ale nie miałem odwagi nacisnąć "zadzwoń" - patrzyłam na niego nie wiedząc do czego dąży, ale nie chciałam mu przerwać, siedziałam i słuchałam jego opowieści dalej - Cały czas szukałem o Tobie jakiś informacji, cieszyłem się z Twoich sukcesów, cieszyłem się z tego, że spełniałaś swoje marzenia, ale jeszcze bardziej cieszyłem się gdy w wywiadach nie wspominałaś o żadnym facecie, a gdy czerwcu znalazłem Twoje zdjęcie z Kurkiem, zatkało mnie nie wiedziałem czy to prawda, nie chciałem myśleć, że Cię straciłem. Jadąc tu miałem nadzieję, że Cię zobaczę i tu nagle widzę Cię w klubie taką piękną, bałem się podejść widziałem, że nie jesteś sama, ale wykorzystałem okazję, byłaś jak zawsze taka uśmiechnięta, tak strasznie brakowało mi Twojego głosu, Twojego spojrzenia, ale przede wszystkim Twojego ciepła, cieszyłem się, że mogę sobie z Tobą rozmawiać, ale było mi przykro gdy wspominałaś o swoim chłopaku, nie wiedziałem czemu tak o nim gadasz skoro ma Cie gdzieś, mając taki skarb powinien być tutaj, wspierać Cie i kochać, tak jak ja - zatkało mnie, nie wiedziałam co mam myśleć, patrzyłam na niego jak na wariata, nie sądziłam, że usłyszę od niego kiedyś takie słowa, gdy wszystko do mnie dotarło przerwałam jego wypowiedź
-Co Ty pieprzysz - prawie, że krzyknęłam
-Strasznie żałuje, że nam się kiedyś nie udało, jak bym mógł cofnął bym czas, kocham Cię rozumiesz, tak strasznie Cię kocham - złapał mnie za rękę i spojrzał mi w oczy.
-Nie będę tego słuchać Ty zwariowałeś - powiedziałam po czym zaczęłam wychodzić, szybko szłam w stronę samochodu, dogonił mnie, po raz kolejny złapał mnie za rękę, patrzył na mnie tymi swoimi brązowymi oczami, był w nich smutek
-Przepraszam, ale musiałem Ci o tym powiedzieć, nie mogłem już dużej tego ukrywać, kocham Cie - zbliżył się do mnie, odwróciłam twarz w drugą stronę, pocałował mnie w policzek, po czym odszedł.
 Nie chciałam jeszcze wracać do domu, byłam w takim dziwnym stanie, że nie interesowało mnie to co się dzieje w wokół, ruszyłam w stronę parku, siadłam na pierwszej wolnej ławce. Nie wiedziałam nawet co mam myśleć, traktowałam Przemka jak przyjaciela, zawsze nim był, znałam go już od tylu lat, nie sądziłam, że darzy mnie aż tak silnym uczuciem, jego słowa były szczere, jego uczucia chyba też, ale nie mogłam ich odwzajemnić, miałam Bartka, którego kochałam całym sercem. Przemek był przystojnym mężczyzna, wiedziałam, że prędzej czy później, znajdzie sobie partnerkę, która na niego zasługuje,on też zakocha się i będzie szczęśliwy. Po godzinie spędzonej w parku zmarnowana wróciłam do domu, Martyna patrzyła na mnie widującym spojrzeniem, ale nie pytała o nic, widziała, że coś się musiało stać, bez słowa weszłam do łazienki, wzięłam prysznic i wszystko jej opowiedziałam, jej mina była nie do opisania, była w ogromnym szoku.
-Nie przejmuj się kocie - przytuliła mnie - Powiesz Bartkowi ? - spytała po chwili
-Nie wiem, co ja mam mu powiedzieć, pomyśli, że go oszukiwałam go czy coś - teraz to w moich oczach pojawiły się łzy.
 Dni mijały, jeden po drugim, po woli wracał i mi humor, pomimo wszystkiego, treningów, całego zamieszania związanego z szukaniem mieszkania Martynie cały czas w głowie miałam słowa Przemka. Było trudno pogodzić mi się z utratą przyjaciela, ale wiedziałam, że nasza przyjaźń nie będzie miała już sensu.
-Diana chodź chciałbym z Tobą porozmawiać - zwrócił się do mnie trener podczas czwartkowego treningu, nie wiedziałam o co może mu chodzić,  ręką wskazał mi miejsce spoczynku po czym zaczął - Przez ostatnie dwa tygodnie na treningach radzisz sobie świetnie i postanowiłem w ramach tego dać Ci trzy dni wolnego - uśmiechnął się
-Naprawdę? Dziękuje - uściskałam trenera po czym wyszłam. Po drodze zajechałam na lotnisko, żeby kupić sobie bilet na najbliższy lot do Włoszech, lot miałam już jutro o 8 rano, wróciłam do domu, od razu zaczęłam się pakować, po czym zjadłyśmy z Martyną kolację, porozmawiałyśmy sobie jeszcze trochę po czym poszłyśmy spać.

Rozdział 25

Dni mijały, wszystko się niby trochę uspokoiło, na treningach było całkiem nieźle wróciłam do formy, dawałam z siebie jak najwięcej by grać na najwyższym poziomie. Po skończonym treningu wracałam do domu gdzie czekała na mnie Martyna. Sytuacja z nią nie zmieniła się, cały czas była smutna,przygnębiona, siedziała w domu, nie chciała wychodzić, ze mną też mało rozmawiała. Trochę przypominała mi mnie po wyjeździe Bartka i wiem, że jego wyjazd, a strata ukochanego bardzo się od siebie różnią, ale kiedyś musiała się przełamać. Paweł cały czas dzwonił i się o nią pytał, to było dla niej jeszcze cięższe, z czasem już jej nawet nie mówiłam o jego telefonach, bo na samo wspomnienie o nim znowu płakała.
Po piątkowym treningu jak zawsze wróciłam do domu, gdzie siedziała moja przyjaciółka, jak codziennie w tym samym miejscu, wykonując tą samą czynność, już zaczęło mnie to powoli wkurzać, nie była tą samą, uśmiechniętą, pozytywnie do wszystkiego nastawioną osobą, tracąc jego straciła cząstkę siebie. Bezradna weszłam do pokoju i wyłączyłam jej telewizor, usiadłam obok niej i zaczęłam swój monolog.
-Kurwa Martyna tak dłużej być nie może, minęły już dwa tygodnie, siedzisz cały czas w tym mieszkaniu, nie chcesz z nikim rozmawiać zauważyłam też, że nawet ze mną unikasz rozmowy, co ja Ci takiego zrobiłam co? - spojrzała na nią, nic nie odpowiedziała, cały czas patrzyła w jeden punkt  - Dziewczyno weź się za siebie, ile można płakać przez takiego gnojka, wiem co czujesz, wiem jak to boli, bo przeżywam to tak samo jak Ty, może nie w takim samym stopniu, ale też jest mi z tym ciężko, straciłaś go, ale przez własną głupotę tracisz też innych, tracisz ludzi którym na Tobie zależy, nie wiem już co z Tobą robić, co Ci mówić skoro masz to wszystko gdzieś i tak zrobisz to co będziesz chciała, ja teraz wychodzę, a Ty się zastanów - powiedziałam po czym opuściłam swoje mieszkanie. Musiałam sobie pobiegać, poczuć się wolna, bo to wszystko już mnie po woli przygnębiało i dobijało, z Bartkiem podczas ostatniej rozmowy też się pokłóciłam o najmniejszą pierdołe, ale ten stan udzielał mi się od niej. Wyciągnęła telefon, jeden sygnał, drugi sygnał, nic, trzeci, odebrał, usłyszałam jego głos, pomimo tego, że nie był ciepły i spokojny, poczułam na całym ciele dreszcz.
-Jeśli zamierzasz się ze mną po raz kolejny kłócić to daruj sobie tą rozmowę
-Kochanie przepraszam - przerwała na chwilę, rozumiałam swój błąd - wszystko teraz zwaliło mi się na głowę, sama już nie wiem co robić - powiedziałam, smutnym, spokojnym głosem
-Co się dzieje - spytał, a ja nie chcąc go martwić problemami mojej przyjaciółki po prostu mu nie mówiłam
-Pamiętasz Martynę, o której tyle Ci opowiadałam ? - zaczęłam
-Tą Twoją przyjaciółkę, która mieszka z narzeczonym w Kielcach - odpowiedział pewny
-No właśnie już nie, rozstali się dwa tygodnie temu ... - opowiedziałam mu mniej więcej jak to było i jest teraz - No a teraz Martyna codziennie siedzi przed tym telewizorem, płaczę, chociaż nie robi tego przy mnie, ale po jej zaczerwienionych oczach widać wszystko, a ja nie wiem co mam robić, co jej mówić, denerwuje mnie moja bezsilność dlatego cały czas jestem zdenerwowana. Przepraszam kochanie, że mówię to Tobie, ale nie mam się komu wygadać
-Od tego jestem bąbelku - powiedział już dobrze mi znanym ciepłym i spokojnym głosem
-Nie gniewasz się już na mnie ? - spytałam siatkarza
-Oczywiście, ze nie, ale po raz kolejny nie dotrzymujesz obietnicy, miałaś mi mówić o wszystkim.- powiedział, wyobraziłam sobie teraz jego karcącą minę
-Nie chciałam zawracać Ci głowy. Nawet nie wiesz jak za Tobą tęsknie - powiedziałam, łamanym głosem
-Ja też bardzo, ale do świat został miesiąc, już niedługo się zobaczymy - powiedział, dając mi nadzieję, że już niedługo koszmar bez niego się skończy, może na krótko, ale zawsze coś
Porozmawialiśmy jeszcze trochę po czym siatkarz musiał iść na trening. Po około dwóch godzinach wróciłam o domu, już na korytarzu było czuć cudowne zapachy, weszłam do mieszkania, zobaczyłam uśmiechniętą przyjaciółkę, aż nie mogłam w to uwierzyć, była spokojna, uśmiechnięta, wreszcie chyba zrozumiała moje słowa, zrozumiała, że sama musi coś zmienić, zrozumiała, że ma przy sobie osoby, które zawsze jej pomogą, zrozumiała, że potrafi bez niego żyć. Podeszła do mnie i mocno się przytuliła
-Potrzebowałam tego - powiedziała - Dałaś mi porządnego kopa, ale teraz musi być już tylko lepiej, dziękuje - pocałował mnie w policzek - A teraz jedź - uśmiechnęła się. Na stole stały same pyszności, zapomniałam już jak dobrze radziła sobie w kuchni, była świetna, jej potrawy zawsze były pyszne. Po zjedzonym posiłku położyłyśmy się na łóżku i zaczęłyśmy rozmawiać, po raz pierwszy od dwóch tygodni bez łez, na spokojnie.
-Chyba przeprowadzę się do Łodzi - powiedziała uśmiechając się
-Serio ? Przecież nigdy nie lubiłaś tego miasta - spytałam patrząc na nią
-Niby tak, ale jesteś tu Ty, Natala, Karol teraz was potrzebuje - przytuliłam ją
-Możesz się wprowadzić do mnie - zaproponowałam
-Niedługo przyjedzie Bartek, nie chce wam przeszkadzać
-Bartek jeszcze przez ponad pół roku będzie we Włoszech, potem i tak ma zgrupowanie, więc nie masz się o co martwić
-Dziękuje, ale i tak będę sobie szukała jakiegoś małego mieszkanka - uśmiechałam się do niej.
Usłyszałam dźwięk mojego telefonu, szybko się podniosłam i odebrałam
-Dzwonił Karol idą dzisiaj na mała imprezkę i pytają czy mamy ochotę iść z nimi - zapytałam, bo nie wiedziałam czy się zgodzi po tych ostatnich przeżyciach, chwilę się zastanawiała
-Jasne chodźmy, za długo siedzimy w tym domu
-No i to mi się podoba - uśmiechałam się i oddzwoniłam do przyjaciela.
Zaraz zaczęłyśmy się szykować, poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic,ubrałam się, włosy wyprostowałam i lekko podtapirowałam, oczy podkreśliłam elaynerem i wyszłam z łazienki
-Łoo pięknie wyglądasz - usłyszałam słowa przyjaciółki po czym zniknęła za drzwiami łazienki. Zrobiłam sobie zdjęcie po czym wysłałam Bartkowi
Idę z Martyną i resztą bandy do klubu, na imprezkę, żałuję tylko, że Ciebie nie ma .. 
Długo nie czekałam na odpowiedź:
Pięknie wyglądasz kochanie, baw się dobrze, tylko bądź grzeczna :D Kocham Cię ;*
Zawsze jestem ;* Całuje
Odłożyłam telefon i ujrzałam stojącą w drzwiach Martynę
-Nie przesadziłam ? - spytała gdy patrzyłam na nią nic nie mówiąc
-Cudownie wyglądasz - miała na sobie prostą małą czarną ( trochę dłuższą niż na zdjęciu), a włosy pofalowała. Obie już gotowe zeszłyśmy na dół i ruszyłyśmy w stronę Karola i Natalki.
Jechałam swoim samochodem, bo nie miałam ochoty pić, było mi przykro, że ja się będę dobrze bawić, a mój ukochany jest teraz sam. 
Weszliśmy do klubu, spotkałam się z dawno niewidzianą bandą dwumetrowców, wszyscy zaczeli się świetnie bawić, każdy z nich brał Martynę do tańca, wiedzieli co się stało, ale nie wspominali i o nic jej nie pytali, patrząc na nią taką uśmiechniętą i szczęśliwą, na mojej twarzy też pojawiał się uśmiech. Zmęczona tańcem poszłam zamówić sobie sok pomarańczowy, stałam przy barze gdy nagle ktoś zasłonił mi oczy, byłam pewna, że to któryś z tych wariatów, odwróciłam się i nie mogłam uwierzyć kogo spotkałam. Nie widziałam się z nim strasznie długo, kontaktu też ze sobą nie mieliśmy, ja byłam w Łodzi on we Włoszech
-Co Ty tutaj robisz ? - spytałam zaskoczona 
-Tak witasz starego znajomego ? - podszedł bliżej i mnie przytulił - Przyjechałem na weekend, mój brat ma jutro ślub, a dzisiaj wieczór kawalerski
-Dlaczego nic mi nie powiedziałeś ? Przecież mogłeś zadzwonić - skarciłam go wzrokiem 
-Nie wiedziałem czy szanowana pani znajdzie czas dla takiego jak ja - zaśmiał się 
-Zawsze byłeś taki głupi ? - spytałam po czym oboje zaczęliśmy się śmiać
-Co robisz tutaj sama - spytał 
-Nie jestem sama tylko ze znajomymi i z Martyną 
-Z Martyną ? gdzie ona jest? - od razu zaczął szukać ją wzrokiem -O jest widze ją - uśmiechnął się-  A gdzie Paweł? - spytał, a mi momentalnie uśmiech zszedł z twarzy
-Rozstali się długa historia - odpowiedziałam, jeszcze trochę mnie znał i nie drążył tematu. Podeszliśmy do Martyny, wyściskała go chyba za wszystkiego czasy, potem już bawiliśmy się razem.  
-Nie poszłabyś ze mną na wesele mojego brata jutro ? - spytał już lekko podpity. Zdziwiło mnie jego pytanie, ale bez zastanowienia odpowiedziałam 
-Dziękuje za zaproszenie, ale nie skorzystam, nie chce sprawiać przykrości mojemu chłopakowi
-Szczęściarz - spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
Koło drugiej wyszliśmy z klubu, odwiozłam Natalię i Karola po czym wróciłam z Martyna do mieszkania. Ona od razu położyła się spać, ja wzięłam prysznic i położyłam się na łóżku, nie chciało mi się spać odpaliłam jeszcze mojego laptopa, na skeypie zauważyłam zieloną kropeczkę przy zdjęciu mojego ukochanego, od razu do niego zadzwoniłam, odebrał niemalże od razu. Opowiedziałam mu o dzisiejszej zabawie, rozmawialiśmy długo cały czas mieliśmy jakiś temat, godzinami mogłam z nim rozmawiać i nie nudziło by się nam. Po skończonej rozmowie weszłam jeszcze na konta społecznościowe, miałam kilka wiadomości, ale jedna zaskoczyła mnie szczególnie była od Przemka.
Dziękuje za dzisiejszy wieczór, dawno się tak dobrze nie bawiłem, a nic dziwnego w twoim towarzystwie, zawsze tak było, brakuje mi tego, brakuje mi Ciebie. Dobranoc, mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy. 
Nie myślałam o tym jakoś szczególnie, wiedziałam, że zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi i on też o tym wiedział. Przed piątą położyłam się spać.

sobota, 28 marca 2015

Rozdział 24

Od kilku dni nie wiałam wgl humoru, na treningach nic mi się wychodziło, siedziałam cały czas w mieszkaniu, do nikogo nie wychodziłam. Chłopaki codziennie do mnie dzwonili żebym gdzieś z nimi wyszła, ale nie miałam ochoty, z Bartkiem miałam kontakt tylko smsowy, cały czas miał treningi i nawet dwu godzinna zmiana czasu nam nie pomagała.Patrząc w lusterko nie poznawałam siebie, wiedziałam, że musiałam się kiedyś ogarnąć, ale jeszcze nie byłam na to gotowa, sama musiałam sobie wyczystko przemyśleć i poukładać. Siedziałam na kanapie, oglądając "Ukrytą prawdę", ktoś zaczął strasznie pukać i dzwonić do drzwi, ale nawet nie wstawałam, bo to był z pewnością Karol, a nie miałam ochoty na głupie pogadanki typu"ogarnij się", "weź coś zrób","nie możesz tak o tym myśleć" i tak dalej. Nagle drzwi mojego mieszkania zaczęły się otwierać, szybko zerwałam się na równe nogi i zobaczyłam jak do mojego mieszkania wchodzi Karol, Natala, Mariusz, Paulina, Winiar no i  Daga.
-Cześć - powiedzieli chórem
-Co wy tu robicie ? - spytałam lekko zdenerwowana
-Chcieliśmy Cie odwiedzić - powiedział nieśmiało Winiar
-Wcale was o to nie prosiłam - spojrzałam na nich chamsko
-Oj Dianka nie bądź zła, martwiliśmy się o Ciebie - powiedziała Paulina
-Siedzisz sama już tydzień - powiedziała Natala, a ja aż się zdziwiłam, że już tyle czasu siedzę sama
-Musisz się trochę rozerwać - zaśmiał się Mariusz
-I my mamy coś dla Ciebie - wskazał ręką swoje zakupy Karol
-Dobra wchodźcie i rozgłoście się ja pójdę się ogarnąć - powiedziałam po czym poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i zmieniłam dwudniowy dres, a coś elegantszego, włosy związałam w niedbałego koczka, który o dziwo wyszedł mi bardzo fajny, umalowałam się i poszłam do nich. Moi goście już się obsłużyli stół był zastawiony różnego rodzaju słodkościami, jak i trunkami. Spojrzeli na mnie i każdy z nich się do mnie uśmiechnął, zrobiło mi się jakoś lepiej jak miałam ich przy sobie.
-No, no patrzcie jak kąpiel zmienia człowieka- powiedział Karol a wszyscy wraz ze mną zaczęli się śmiać
-Ale śmieszne, myślał by kto - odpowiedziałam mu złośliwie i zaczęłam się śmiać. Siadłam sobie na mojej pokojowej huśtawce
-Czyżby Ci trochę humor wrócił ? - spytała nieśmiało Daga
-Tak, znaczy chyba trochę, patrząc w to lusterko siebie samej nie poznałam, spojrzałam na siebie jak na  jakaś wariatkę, sama już stwierdziłam, ze tak dłużej nie może być i chciałam was przeprosić za to jak was powitałam - lekko się uśmiechnęłam
-Nic się nie stało, ale serio strasznie się o Ciebie martwiliśmy - powiedziała Wlazła i mnie przytuliła
-Przepraszam, ale potrzebowałam trochę czasu, zrozumcie - powiedziałam
-Rozumiemy, ale od teraz ma wrócić dawna Wróblewska zrozumiano - zapytał Wlazły po czym podał mi kieliszek
-Tak jest - zasalutowałam mu
-No to zdrówko moi mili - powiedział Karol. Tego wieczoru trochę pobalowaliśmy, położyłam się spać koło 2 w nocy, rano wstałam z okropnym bólem głowy, szybko wzięłam sobie jakaś aspirynę,ubrałam się i wyszłam z mieszkania. Ruszyłam w stronę galerii, po niecałych dziesięciu minutach byłam już na miejscu, cały czas miałam dziwne uczucie, że ktoś mnie obserwuje, co chwile odwracałam się za siebie sprawdzając.
Po dwóch godzinach mając marynarkę i cudowną małą czarna, opadałam zmęczona na fotel jeden z kawiarni, zamówiłam sobie ulubioną kawę i usłyszałam naglę dźwięk swojego dzwonka od razu uśmiechnęłam się na widok zdjęcia
-Cześć kochanie - powiedziałam radośnie
-Jak się ma moja piękna ? - zapytał szczęśliwy słysząc mój głos
-Dobrze, właśnie byłam na zakupach, a teraz siedzę w kawiarni i czekam na kawę, a Ty jak tam ?
-Dobrze, ale strasznie tęsknie za Tobą, w ogóle nie mogłem sobie znaleźć miejsca przez kilka dni ..- mówił smutnym głosem
-Ja też nie .. - opowiedziałam mu co się ze mną działo przez ostatni tydzień
-Miałaś do mnie dzwonić jak by się coś działo - powiedział lekko zdenerwowany
-Kochanie nic się działo, po prostu miałam gorsze dni, ale już jest dobrze - chciałam go jakoś pocieszyć
-Chyba muszę zadzwonić do Karola i mu podziękować i powiedzieć żeby Cię przypilnował - zaśmiał się
Porozmawialiśmy tak jeszcze z pół godzinki, bardzo brakowało mi jego głosu, po tej rozmowie cieszyłam się jak głupia, nic mi nie mogło zepsuć tego dnia. W drodze powrotnej wstąpiłam jeszcze do sklepu by kupić najpotrzebniejsze rzeczy. Wychodząc z windy, usłyszłam płacz, spojrzała w stronę schodów, na których znajdowała się moja przyjaciółka, była zdruzgotana, makijaż miała cały rozmazany, w tym stanie to jej chyba nigdy nie widziałam, gdy tylko mnie dostrzegła od razu rzuciła mi się na szyję i zaczęła jeszcze głośniej płakać.
-Co się stało mała - zapytałam
-On.... on...mnie...zdradził...- po tych słowach wybuchała jeszcze głośniej. Przytuliłam ją, stałyśmy tak może około dziesięciu minut, byłam jakby wryta w ziemie po tych słowach, po chwili powiedziała
-Chodź porozmawiamy w domu - nie powiedziała nic tylko weszła za mną. Wszystkie rzeczy położyłam na kuchennym blacie, wstawiłam wodę na herbatę po czym dałam jej jakąś tabletkę na uspokojenie, siadłam koło niej, a ona wtuliła się we mnie, tak jak w dzieciństwie.
-Diana, on mnie zdradził, po co były te oświadczyny - spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, po czym zaczęła opowiadać z najdrobniejszymi szczegółami- Wróciłam z turnieju dzień wcześniej, nic mu nie mówiłam, chciałam zrobić mu niespodziankę, jechałam do niego taka szczęśliwa, cieszyłam się, że nareszcie go zobaczę po dwóch tygodniach nieobecności, cicho weszłam do domu by go nie obudzić, było dość wcześnie. Od samych drzwi na podłodze leżały już jakieś rzeczy, w moich oczach już wtedy pojawiły się łzy, weszłam do sypialni w której spali, oboje nadzy, wtuleni w siebie, wybuchłam płaczem, obudziłam ich on spojrzał na mnie i zapytał co tu robię, zaczął się pośpiesznie ubierać, cały czas mówił to nie tak jak myślisz, Martynka kochanie wiesz że Cie kocham, wybuchłam, zaczęłam go bić, wyzywać, nawet się nie bronił, ona też dostała, wzięłam torbę, którą dopiero przywiązałam z turnieju, zatrzymywał mnie, prosił, ona nic nie mówiła, stała owinięta kołdrą, patrzac w podłogę, spojrzałam na nich po moim policzku poleciała łza, którą szybko otarłam, spojrzałam na niego po czym dodałam jak wrócę ma Cię tutaj nie być, wyszłam trzaskając drzwi, siadłam na schodach i wybuchałam głośnym płaczem, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, postanowiłam, że przyjadę do Ciebie - mówiła to cały czas płacząc, widząc jej smutek, sama się popłakałam, mocno ją przytuliłam nie mówiąc nic, wiedziałam że to nic nie zmieni -Dziękuje - powiedziała - Dziękuje, że jesteś -wyszeptała.
-Zawszę będę - odpowiedziałam, sama nie wiedziałam co mogę jej jeszcze powiedzieć, nigdy bym się tego po nim nie spodziewała, byli ze sobą już strasznie długo, wydawać by się mogło, że byli parą idealną, rzadko się kłócili, zawsze mieli te same poglądy i plany, już planowali ślub, a on zdradził ją, kto wie czy nie robił już tego wcześniej. Po dłuższej chwili mojego myślenia, nie słyszałam już płaczu, spojrzałam na przyjaciółkę, która spała. Wstałam delikatnie, przykrywając ją kocem,po czym poszłam do kuchni. Zadzwoniłam do mojego trenera, mówiąc, że dzisiaj mnie nie będzie, nie pytał dlaczego, wiedział, że musiało się coś stać bym nie przyszła. Byłam w tak ogromnym szoku, że nie mogłam się na niczym skupić. Siedziałam na kuchennym blacie pijąc kawę i patrząc na ulice, samochody, ale także ludzi, każdy się gdzieś spieszył, ja myślałam tylko o swojej przyjaciółce, wręcz siostrze, nie wiedziałam, jak ona da sobie teraz radę był dla niej całym światem,przypominałam sobie ich chwilę, nasze wspólne, on też bym moim przyjacielem, dobrze się znaliśmy, ufałam mu, a teraz go wręcz nienawidziła, po moim policzku spłynęła łza. Nie wiedziałam, co mam zrobić, ale wiedziałam, że muszę ją teraz wspierać, po prostu przy niej być. Wstałam i wzięłam się robienia obiadu, od razu pomyślałam o spaghetti, które tak bardzo lubiła.
-Przepraszam - usłyszałam głos swojej przyjaciółki
-Nie masz za co -odpowiedziałam, podchodząc do niej
-Chyba niepotrzebnie przyjechałam, zawracam Ci tylko głowę moimi problemami
-Weź przestań pieprzyć, od tego jestem rozumiesz ? - powiedziałam przytulając ją
-Dziękuje - wyszeptała
-Tyle dziękuje to w życiu chyba od Ciebie nie usłyszałam, uważaj bo się przyzwyczaję - zaśmiałam się, po czym zobaczyłam delikatny uśmiech na twarzy mojej przyjaciółki - Chodź zjemy, ugotowałam spaghetti
-Nie chce mi się jeść - znowu zesmutniała
-Nic mnie to nie interesuje, będziesz musiała - spojrzałam na nią, po czym zaczęłam jej nakładać, wiedziała, ze jej nie odpuszczę. Obiad zjadłyśmy w ciszy, po skończonym obiedzie, zebrałam naczynia i włożyłam je do zmywarki, z lodówki wyciągnęłam schłodzone wino, które kupiłam dzisiaj, wiedziała, ze tego potrzebuje. -Jak Ty dobrze mnie znasz - powiedziała patrząc na mnie potem na butelkę - Nie napijesz się ze mną ? - spytała po chwili
-Nie mogę jutro mam trening
-No weź chociaż jedną lampkę - spojrzała na mnie tymi swoimi zielonymi, smutnymi oczami i nie mogłam jej odmówić. Piła jeden kieliszek za drugim, po pół godzinie, butelka była już pusta
-Jakie to życie jest głupie - mówiła spoglądając raz na mnie raz na kieliszek, w którym znajdowała się jeszcze niewielka ilość alkoholu - Wypijmy na zdrajców - powiedziała po czym znowu w jej oczach pojawiły się łzy ...

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 23

-Kochanie dlaczego płaczesz ?- spytałem zmartwiony
-Ze szczęścia misiu, ze szczęścia - powiedziała wtulając się we mnie
-Jesteś dla mnie najlepszym prezentem, wiesz ? - powiedziałem szepcząc jej do ucha
-Aa Ty jesteś moim światem, moim życie, dzięki Tobie czuje się szczęśliwa - powiedziała po czym zaczęła wstawać, założyła na sobie moja koszulkę, pocałowała mnie - Zaraz przyjdę. Po chwili znowu była w pokoju w ręce miała butelkę wina i dwa kieliszki - Masz ochotę ? - spytała po chwili
-Na Ciebie zawsze- zaśmiałem się i posadziłem sobie ją na kolanach, piliśmy wino i rozmawialiśmy o przyszłości
-Chciałbym żebyśmy kiedyś byli rodziną, mieli dom z ogródkiem na którym będą bawić się dzieciaki, a my będziemy siedzieć w siebie wtuleni i patrzeć na radość naszych szkrabów - powiedziałem wtulając się w nią -kochanie ile byś chciała mieć dzieci ? - zapytałem po chwili
-Dwójkę, chłopczyka i dziewczynkę - dokończyła z uśmiechem jak by się rozmarzyła
-Tylko dwójkę ? Ja myślałem o jakiejś gromadce nie wiem pięcioro, sześcioro - zaśmiałem się
-Pierwsza szóstka by już była - moja ukochana zaśmiała się i pocałował mnie
-Córce dam na imię Dianka, żeby była taka cudowna jak swoja mamusia
-Zwariowałeś chyba, ja bym chciała żeby dzieciaki miały Twój uśmiech taki od ucha do ucha - powiedziała dotykając delikatnie mojej twarzy
-Lepiej żeby były podobne do Ciebie, będą słodkie takie jak Ty - powiedziałem całując ja w czółko, ona się tylko zaśmiała - Może już teraz się o nie postaramy - spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Zacząłem całować ja delikatnie po szyi, po barku w miejscach, w których to najbardziej lubiła, ona nie była mi dłużna całowała mnie po klatce piersiowej i po brzuchu, zdjąłem jej moja koszulkę pod, którą miała tylko bieliznę i znowu nasze ciała połączyły się, oboje ciężko oddychaliśmy i pracowaliśmy tak szybko swoimi ciałami żeby drugiemu zrobić przyjemność, po dłuższej chwili znowu opadłem na niej zmęczony.
-Kocham Cię - wyszeptała mi do ucha
-Kocham Cię - odpowiedziałem i zasnąłem.
Obudziłem się rano, moja ukochana jeszcze spała spojrzałem na zegarek 5:30. Nie chciałem jej budzić więc nic nie robiłem tylko patrzyłem się jak słodko śpij. Uwielbiałem na nią patrzeć, śpiąca była taka delikatna, bezbronna, chciałem zawsze być przy niej. Koło 6 wstałem i zrobiłem dla niej śniadanie gdy wróciłem już nie spała, podeszła do mnie i przytuliła się od tyłu.
-Dlaczego mnie nie obudziłeś pomogłabym Ci - powiedziała jeszcze zaspanym głosikiem
-Kochanie nie miałem serca i zobacz jak sam sobie świetnie dałem radę - wskazałem ręką zastawiony stół. - Siadaj i jedź bąbelku - powiedziałem odsuwając jej krzesełko.
Śniadanie jedliśmy rozmawiając i śmiejąc się, oboje mieliśmy świetne humory. Po śniadaniu położyliśmy się jeszcze, Dianka wtuliła się w moja klatkę i kiziała mnie po niej
-Dziękuje Ci, że jesteś - powiedziała
-To ja powinienem dziękować Tobie, że to właśnie mnie wybrałaś z pośród wielu - pocałowałem ją w główkę
-Nie ma tak wielu dwumetrowców na tym świecie - zaśmiała się
-Ach tak to wybrałabyś innego? - zapytałem
-A no nie wiem może blondyn - znowu się zaśmiała
-Osz Ty babo - zacząłem ją łaskotać, była taka radosna nie chciałem przerywać tej chwili, ale było już przed 8 i musiałem się zbierać - Kochanie ja muszę już jechać mam trening o dziewiątej, a nie chcę się spóźnić
-Tak rozumiem - spuściła główkę w dół
-Kochanie nie smuć się niedługo się zobaczymy - pocałowałem ją po czym wstałem
-Odprowadzę Cię na dół - powiedziała z zamiarem wstania z łóżka
-Nie, lepiej nie, rozstańmy się już tutaj tam będzie dla nas obojga jeszcze ciężej - powiedziałem po czym jeszcze raz ją pocałowałem i wyszedłem.

Oczami Diany 

-Nie, lepiej nie, rozstańmy się już tutaj tam będzie dla nas obojga jeszcze ciężej - powiedział po czym jeszcze raz pocałował mnie i wyszedłem. Położyłam się na poduszeczce, na której było czuć jeszcze zapach jego perfum i rozpłakałam się. Nienawidziłam się z nim rozstawać, to było zbyt bolesne, ale musiałam wziąć się w garść. Wstałam wzięłam relaksacyjną kąpiel, ubrałam się i wyszłam na trening. Tam mijały każdy dzień trening dom i tak w kółko dni były strasznie podobne do siebie. W między czasie chłopaki wygrali mistrzostwo strasznie się w tedy cieszyłam ich miny, bezcenne. Po mistrzostwach nadszedł najgorszy dzień w moim życiu, rozłąka z Bartekiem na czas nieokreślony, sama nie wiedziałam co mam czuć w nocy obudziłam się, stanęłam w futrynie i patrzyłam na jego zaspaną buźkę, tej nocy nie mogłam spać, strasznie się denerwowałam tym rozstaniem, nie wiedziałam co ze sobą zrobić wzięłam sobie koc i poszłam na balkon, patrzyłam w gwiazdy i rozmyślałam jak to będzie. Czy będziemy mieli dla siebie chociaż trochę czasu, czy nasze uczucie się nie wypali będąc od siebie tak daleko, czy nie pozna tam żadnej innej tysiące takich pytań krążyło mi po głowie, sama już tak na prawdę nie wiedziałam nic.Spojrzałam na zegarek była druga w nocy, nie miałam co robić, położyłam się na łóżku i wtuliłam się w siatkarza, on przytsunął mnie jeszcze bliżej siebie, czując jego bliskość po raz ostatni, zaczęłam szlochać, co obudziło mojego ukochanego.
-Kochanie wszystko będzie dobrze, obiecuje - nachylił się nade mną i mnie pocałował
-Bartek nie wiesz jak będzie nikt tego nie wie więc nic mi nie obiecuj, bo nie chce się rozczarować, może być nawet tak że zobaczymy się dwa razy w tym pierdolonym roku rozumiesz dwa razy - wykrzyczałam i zaczęłam jeszcze głośniej płakać, on nie powiedział nic tylko mnie do siebie przytulił i ocierał mi łzy
-Ci maleńka nie płacz - powiedział po chwili cały czas całując mnie po głowie, wstałam i poszłam na balkon, on podszedł do mnie i mnie przytulił -Kochanie nie kłóćmy się podczas ostatnich naszych wspólnych chwil, ja ze swojej strony obiecuję, że będę się starał dzwonić, pisać tak często jak tylko będę mógł, nie zrezygnuje z Ciebie nigdy i nie ma w ogóle opcji żebyś się mnie pozbyła- wygłosił swój monolog a potem mocno mnie pocałował. Przed 8 wstaliśmy ja poszłam się kąpać, a Bartek poszedł robić śniadanie.
-Mmm kochanie pięknie wyglądasz - powiedział podchodząc do mnie
-Aa dziękuje to specjalnie dla Ciebie - pocałowałam go, po czym zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w stronę samochodu na lotnisku nie oderwałam się od niego nawet na chwilę.
-Kochanie jak by coś się działo to od razu do mnie dzwon i nocy o północy dobrze- powiedział nagle 
-Oczywiście, że będę dzwonić - pocałowałam go
-Musisz mi obiecać jeszcze jedno - powiedział patrząc mi głęboko w oczy 
-Co takiego - spytałam ciekawa
-Nie znajdziesz sobie żadnego innego, żadnych dwumetrowych blondynów jasne ? - zaśmiał się i spojrzał na mnie
-Gdzie ja znajdę drugiego takiego jak Ty - odpowiedziałam mu tym samym po czym w głośnikach usłyszeliśmy, że osoby lecące do Włoch mają sprawić się już na odprawę, Bartek wtedy bardzo mocno mnie przytulił -Kochanie nie chcę żebyś jechał, nie chce żebyś mnie zostawiał - powiedziałam przez łzy
-Misiu popatrz na mnie - chwycił moją twarz w dłonie i uniósł ją lekko do góry, jego oczy zaszkliły się, były pełne smutku - Nigdy Cię nie zostawię, zawsze będziesz w moim serduszku, a teraz nie płacz rozstajemy się tylko na trochę rozumiesz, na trochę - powiedział łamiącym głosem - Kocham Cię - pocałował mnie po czym odszedł
-Kocham Cię - krzyknęłam - Bartek słyszysz kocham Cie - pobiegłam za nim, odwrócił się i zaczął mnie całować
-Wariatko idź już - mówił pomiędzy pocałunkami, nagle przerwał popatrzył na mnie zalany łzami i odszedł
Upadłam na podłogę i zaczęłam ryczeń, było mi tak cholernie ciężko, nic nie wiedziałam, to było dla mnie najgorsze, mój ukochany będzie tyle kilometrów ode mnie, nie będę mogła się przytulić, wyżalić, wypłakać, będę sama w tym cholernym mieszkaniu, patrząc jak jego samolot odlatuje czułam się jeszcze gorzej, ale wiedziałam, że nie mogę płakać, muszę dać sobie radę tak jak zawsze, Włochy to nie koniec świata, a rok szybko minie tak musiałam sobie to tłumaczyć. Wsiadłam do samochodu, spojrzałam na fotel, na którym jeszcze niedawno siedział Bartek, leżało na nim nasze pierwsze zdjęcie, z tyłu był napis
Uśmiechaj się jak tamtego razu, Twój uśmiech to najpiękniejszy widok, tylko nie płacz
 nim się obejrzysz ja wrócę, tylko nie zapominaj o mnie.
Strasznie mocno Cię kocham, jesteś moim życiem i Ty mnie motywujesz do dalszej 
walki w życiu i na boisku, jesteś dla mnie wszystkim i wiem, że ja dla Ciebie też
dlatego musimy dać sobie radę. Już tęsknie, Twój Bartek .
Uśmiechałam się patrząc na to zdjęcie, było takie zabawne, on zawsze wiedział jak poprawić mi humor, patrząc na to zdjęcie czułam sie lepiej ruszyłam w drogę na trening. Po niecałych trzech godzinach byłam w domu, na telefonie miałam wiadomość od Bartka
                        Już jestem w mieszkaniu, ale nie mogę się tutaj teraz bez Ciebie odnaleźć,
                         mam nadzieję, że u Ciebie jest trochę lepiej niż u mnie. Kocham Cie :*
 Trochę zaczęłam się o niego martwić był tam sam, nie znał nikogo oprócz kolegów z druzyny, którzy też mają swoje rodziny, a on biedny był tam sam, napisałam mu smska:   Też strasznie tęsknie, ale wiem, że nic nas nie rozdzieli nawet głupie dwa tysiące kilometrów. Kocham Cię bąbelku :*
po czym wykąpałam się i poszłam spać...

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 22

-Cześć kochana - przywitała się ze mną Wlazła 
-Cześć Paulina, dziękuje, że się zgodziłaś
-Czy Panie życzą sobie czegoś ? - podszedł do nas miły kelner
-Zamawiamy coś ? - zapytał Paula
-Tak to co zwykle - jak idziemy sobie pogadać czy nawet po zakupach to zawsze przychodzimy do tej kawiarni i zawsze zamawiamy to samo.
-Dwie kawy z mlekiem i dwie szarlotki poprosimy - powiedziała do kelnera -  A teraz opowiadaj - zwróciła się do mnie. 
-Chodzi o Bartka, a dokładniej o Natalie ... - opowiedziałam jej wszystko to co się działo w samolocie, to co mi powiedziała i co powiedział mi Bartek - I czasem mam myśli, że on wciąż ją kocha, a ze mną jest żeby nie wiem odkochać się w niej, może się na niej odegrać, po prostu cały czas mam w głowie jej słowa, że "on jest z Tobą żebym ja była zazdrosna, taka gówniara nie da mu szczęścia"
-Natalia to jest dziewczyna zapatrzona w siebie, wiesz jak były mecze chłopaków to my zawsze wszystkie siedziałyśmy razem, rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się, plotkowałyśmy, ale oczywiście im kibicowałyśmy i kiedyś była taka sytuacja, że chłopaki przegrywali dwa do zera w setach, ale nie pamiętam już z kim no i Bartek podszedł do band, żeby go jakoś zmotywowała czy coś a ta do niego o sorki mam telefon. I tak serio to my Bartkowi mówiliśmy wszyscy, że to nie jest osoba dla niego, ale on ją kochał, trenował i nie widział wszystkiego co robi, dopiero gdy chłopaki pokazali mu zdjęcia dopiero zaczął w nią wątpić. I co do twoich obaw to nie masz się czym przejmować, Bartek nie jest z tych osób, co mówi jedno myśli drugie. Widać, że bardzo się kochacie, Mariusz jak do mnie dzwoni to mówi, że Bartek co chwile coś o Tobie gada. A co do Natalii to po prostu jest teraz zazdrosna, że Bartek ma nową miłość i zapewniam Cię, że nie masz czym się przejmować.
-Ale on jest ode ładniejsza i w ogóle
-Nie no Ty to już serio chyba zwariowałaś, z której strony możesz mi powiedzieć ? -obie zaczęłyśmy się śmiać i tak upłynęła nam reszta wieczoru. Wróciłam do domu już kładłam się spać, ale usłyszałam SMS:
Przepraszam kochanie, że dzisiaj nie zadzwoniłem,
ale miałem dzisiaj dwa treningi i byłem już zmęczony,
jutro zadzwonię. Słodkich snów moja Ty siatkareczko,
 bardzo Cie kocham i myślę o Tobie cały czas:*

Odpisałam mu tylko Dobranoc kochanie, kocham Cię :*
i od razu zasnęłam. Każdy dzień stawał się podobny do następnego nie miałam co robić, gdy chłopaki byli na zgrupowaniu. Czułam się strasznie samotnie, z Bartkiem też nie rozmawialiśmy codziennie, bo wiadomo, że on się musi skupić na Mistrzostwach. Każdy dzień mijał mi tak szybko, że nawet nie spostrzegłam, że mój ukochany ma niedługo urodziny. Postanowiłam zadzwonić do Anastasiego żeby 29-ego dał mu dzień wolny. On oczywiście się zgodził, powiedział, że robi to dla naszych dzieci. 
No i nadszedł ten wyczekiwany przeze mnie 29 sierpień, była piękna pogoda słoneczko świeciło, choć był delikatny wietrzyk, od samego rana cieszyłam się na myśl, że wreszcie się zobaczymy, serducho waliło mi jak głupie. Przy śniadaniu rozmyślałam jak ona zareaguje na spotkanie, ze mną miałam nadzieje, że nie będzie zły mimo tego, że ostatnim czasem w ogóle nie miałam praktycznie z nim kontaktu. Przed wyjściem przebrałam się, zapakowałam prezent i ruszyłam w stronę Spały.
Oczami Bartka :
Przez ostatni czas chodziłem strasznie zdołowany, nie wiedziałem co się dzieje z Diana, bo co do niej dzwoniłem to pogadała ze mną chwile i musiał gdzieś iść, albo coś robiła, zastanawiałem się w ogóle czy znajdzie chwile dzisiaj dla mnie w ten dzień.. Z moich rozmyśleń wyrwało mnie płukanie do drzwi. 
-Mogę ? - zapytał 
-Tak oczywiście trenerze
-Bartek wszystkiego najlepszego z okazji urodzin - Anastasi podszedł do mnie i mnie przytulił - Ale pamiętaj, że to nie zwalnia Cię od treningu - zaśmiał się - więc po woli się szykuj - dodał przy drzwiach i wyszedł.
Trochę się zdołowałem, myślałem jednak, że dostane dzień wolny jak zawsze, ale nie ma co rozmyślać przebrałem się i zszedłem na stołówkę. Był tam straszny hałas, a gdy wszedłem cisza, speszyłem się gdy każdy na mnie się spojrzał, ale wziąłem tace i usiadłem sobie sam obok okna.
-Ej stary co Ci jest ? - podszedł do mnie Winiar
-Nic kurwa - wstałem i ruszyłem w stronę hali.
-Samochód Diany ? Nie dzisiaj ma spring wiec nie możliwe by tu była - powiedziałem sam do siebie
-Bartek rozgrzewaj się, zaraz przyjdzie reszta - powiedział A.A
Byłem już rozgrzany, a chłopaków cały czas nie było, byłem strasznie wkurzony, wszyscy praktycznie zapomnieli o moich urodzinach.
-Bartek chodź dzisiaj są zdjęcia nad jeziorem, zapominałem Ci dzisiaj rano powiedzieć
-Jak to zdjęcia ? -zapytałem zdziwiony
-Chodź i nie gadaj tyle
Szliśmy w ciszy, ten dzień zaczął się strasznie dziwnie doszliśmy nad jezioro, chłopaki stali do nas tyłem
-Panowie jesteśmy już, przepraszam, że musieliście czekać, Barek się ociągał - zaśmiał się Anastasi
-Wszystkiego najlepszego Siurak -zaczęli krzyczeć, podbiegli do mnie i zaczęli mnie podrzucać
Nie wiedziałem co się dzieje, stanąłem zdezorientowany
-Dzięki chłopaki - nagle w tym czasie małe rączki zasłoniły mi oczy, już wiedziałem do kogo należą odwróciłem się i mocno ją przytuliłem
-Wszystkiego najlepszego kochanie - powiedziała i wbiła się w moje usta
Teraz wszystko zrozumiałem nie miała ze mną kontaktu, bo to wszystko planowała.
Z chłopaki spędziliśmy jeszcze dwie godziny, trener pozwolił im napić się piwka, siedzieliśmy i gadaliśmy o głupotach
-Zostawimy was już samych - powiedział Winiar
-No panowie nie słyszeliście słów kapitana - Dianka zaśmiała się, oni spojrzeli na nią zabójczym spojrzeniem a ta posłała im promienny uśmiech. Po pięciu minutach zostaliśmy już sami.
-Kochanie myślałeś, ze zapomniałam ? - spytała
-Troszeczkę tak,bo nie miałaś ze mną praktycznie w ogóle kontaktu i dzisiaj rano wstałem i nie zobaczyłem żadnego smska  było mi smutno - zrobiłem smutna minkę, a ta wtuliła się we mnie i zaczęła mnie całować
-Mam coś dla Ciebie, ale zamknij oczy i nie podglądaj - pogroziła mi palcem i zaczęła się śmiać - Nie wiedziałam co mogę Ci kupić więc zrobiłam to - moim oczom ukazał się album z naszym zdjęciami, z naszych pierwszych wspólnych wakacji i tych spędzonych na Teneryfie, moje przypałowe selfie z chłopaki i w ogóle masa cudownych zdjęć wiążąca się z moją miłością i najlepszymi przyjaciółmi - Kochanie czemu nic nie mówisz, nie podoba Ci się - powiedział i spuściła główkę na dół
-Oczywiście, ze mi się podoba misiu, to najlepszy prezent jaki mogłem dostać - pocałowałem ją i  zaczęliśmy oglądać te zdjęcia, trochę nam to zajęło, bo przy każdym wypominaliśmy sytuacje w jakiej zostało zrobione. Potem siedzieliśmy i rozmawialiśmy już tylko o nas, siedziała wtulona we mnie i oglądała zachodzące słońce.
-Idealny moment na kolejne zdjęcie kochanie - odwróciła się i pocałowała mnie
-Strasznie mocno Cie kocham - powiedziała po czym znowu mnie pocałowała
-Ja też Cię strasznie mocno kocham bąbelku
-Bąbelku ? - zaczęła się śmiać - Chodź do wody jest cudowna pogoda
-Teraz ? już późno
-Nie chcesz to nie idź dziadku - zaśmiał się i zaczęła się rozbierać. Wchodząc do wody pokazała mi jeżyk
-O nie mała tak nie będzie - zdjąłem koszulkę i zacząłem biec w jej kierunku
-Bartek kochanie został mnie - mówiła przez śmiech
-Teraz to kochanie,a tak to dziadku - po tych słowach wbiła się w moje usta
-Jak za pierwszym razem co - zapytał gdy wychodziliśmy w wody
-Pamiętam jak by to było wczoraj - przytuliła się do mnie
-Muszę już jechać - zrobiła smutną minkę
-Nie smuć się kocie, zobaczymy się na meczach, już nie długo, objąłem ją ramieniem ona wtuliła się i tak szliśmy do samochodu. Żegnając się z nią czuje straszny ból i smutek. Nawet nie wiedziałem, że można kogoś tak kochać, z nią wszystko miało sens, bez niej byłem mało wart.
-Kochanie o czym myślisz - zapytała wyrywając mnie z rozmyśleń
-O tym jak bardzo mocno Cię kocham - przytuliła się, a ja pocałowałem ją w czółko, podniosłem jej główkę do góry zobaczyłem jej zły -Nie płacz misiu
-Nic nie mów tylko mnie pocałuj - wbiłem się w jej usta, gdy skończyłem pocałował mnie jeszcze raz po czym wsiadła do samochodu, uśmiechnęła się przez łzy i ruszyła w kierunku swojego mieszkania. Usiadłem sobie na ławce, na której to pierwszy raz ją własnie pocałowałem, miałem mieszane uczucia z jednej strony spotkanie z nią było dla mnie najlepszym prezentem, ale teraz kiedy jej przy mnie nie ma czułem się strasznie samotny, po moim policzku spłynęła łza. Strasznie nie lubię się z nią żegnać, dla nas obojga to jest najgorszy moment, teraz nawet gdy jesteśmy od siebie kilka kilometrów i wiemy kiedy się spotkamy, a co będzie gdy będę musiał się z nią pożegnać w hali odlotów i wtedy będziemy od siebie tysiące kilometrów i wtedy już nie będę wiedział kiedy się z nią spotkamy nic nie będę wiedział w głowie miałem teraz pustkę z tych moich rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk sms:
                                                    Jestem już w tym pustym mieszkaniu ...   
                                                 Strasznie za Tobą tęsknie i odliczam dni i godziny
                                            do naszego następnego spotkanie
 Kocham Cię całym moim maleńkim serduszkiem bąbelku ;*

Uśmiechnąłem się do ekranu mojego telefonu, spojrzałem na zegarek było prze 18, szybko pobiegłem na górę
-Trenerze mogę - spytałem nieśmiało
-Jasne, co się stało - zapytał przestraszony
-Chciałbym jechać do Diany, bo płakał mi do słuchawki przed chwila
-Coś się stało? -spytał przestraszony
-Po prostu jest jej smutno
-Masz wolny cały dzień i zrobisz z nim co będziesz chciał tylko jutro 9 rano trening pamiętaj - uśmiechnął się
-Dzięki trenerze
-Pozdrów Diankę - powiedział gdy byłem już przy drzwiach .
Szybko pobiegłem do pokoju po kluczyki
-Gdzie tak się śpieszysz - Spytał Pit
-Jadę do Diany
-Pozdrów ją - krzyknęli
Moja droga minęła mi bardzo szybko, jechałem jak wariat i złamałem chyba większość przepisów dotyczących prędkości, po drodze wstąpiłem do kwiaciarni po jedną czerwona róże. PO dziesięciu minutach byłem już pod jej blokiem samochód zaparkowałem z drugiej strony budynku żeby mnie nie zobaczyła. Windą wjechałem na górę, zapukałem do drzwi róże położyłem na wycieraczce a sam stanąłem na schodach tak żeby mnie nie zobaczyła, drzwi otworzyła moja mała mała kruszynka. Zaczęła się rozglądać w wokół, spojrzała w dół podniosła róże i uśmiechała się 
-Od kogo to - zapytała głośno.
-Od kogoś kto Cię bardzo mocno kocha - powiedziałem po czym wyszedłem za rogu. Jej mina bezcenna podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyje, delikatnie ją podniosłem, ona swoimi długimi nogami oplotła się w wokół mnie, zacząłem ja całować na początku delikatnie idąc w stronę mieszkania, zamknąłem drzwi nie odrywając się od niej, ruszyłem w stronę sypialni tam delikatnie położyłem swoja ukochana na łóżku i dalej ja całowałem, ona po woli pozbywała się mojej garderoby, nasze ciała połączyły się w jedność naszej miłości, starałem się być jak najdelikatniejszy, z nią było mi tak jak z żadną inną nawet w łóżku rozumieliśmy się bez słów, delikatnie całowałem ją po szyi ciężko przy tym oddychając, chciałem żeby moja kobieta była szczęśliwa dla niej mógłbym zrobić wszystko, po chwili opadałem na nią wyczerpany, spojrzałem na nią po policzku spływała jej jedna łezka...