Następnego poranka obudził mnie zapach świeżo parzonej kawy, kierowałam się w stronę dochodzącej woni. Doszłam do kuchni moim oczom ukazał się zastawiony stół. Spojrzałam na zegarek i z wrażenia aż usiadłam, była jedenasta. Rzadko tak długo śpię chyba że mam wolne, ale nawet wtedy biegam. W łazience leciała woda, więc chyba Martyna brała prysznic. Poszłam sobie przygotować ubranie na dziś. Moim oczom ukazało się duuuuuże zdjęcie, którego wcześniej nie zauważyłam, byłam na nim ja, Martyna i Paweł. Było zrobione na przyjęciu pożegnalnym, które dla mnie zorganizowali. Wszystko odbyło się na wakacjach na Sielpi. Pojechaliśmy tam ze znajomymi ze szkoły. Nastawiliśmy się na opijanie wakacji i naszych wyjazdów ( ja od września miałam chodzić do szkoły do Łodzi, a Martyna do Kielc ). Przez wszystkie 3 dni wszyscy się świetnie bawili. Spaliśmy do 11, wspólne śniadania potem na plaże, obiad i imprezy. Ostatniego dnia wszyscy zachowywali się dość dziwnie. Wstałam po 10, w domku nie było nikogo, a to ja prawie zawsze stawałam pierwsza. Posprzątałam domek, zrobiłam śniadanie i zawołałam wszystkich. Patrzyli na mnie i się głupio uśmiechali, czułam się wtedy bardzo niezręcznie, najchętniej pojechałabym wtedy do domu, bo mnie denerwowało jak szepczeli coś gdy się odwracałam lub odchodziłam. Miałam ich gdzieś poszłam na plaże. Nasmarowałam kremem do opalania, leżałam tak chwile kiedy ktoś nagle stanął nade mną .
-Przepraszam bardzo, ale Pan/Pani zasłania mi słońce - powiedziałam nie otwierając oczu.
-Jeszcze płci nie zmieniłem - usłyszałam znajomy śmiech
-Przemek weź odejdź, ostatni dzień chce się trochę opalić - Przemek to chłopak z mojego rocznika. Od samego początku mieliśmy dobry kontakt, siedzieliśmy zawsze razem w ławce, chodziliśmy na wagary, mieliśmy dużo tematów do rozmów. Każda dziewczyna zazdrościła mi, że tak się dobrze rozumiemy, on miły, przystojny, wysoki chłopak, podobał się każdej. To właśnie z nim poszłam na pierwszy trening siatkówki i tak zaczęła się nasz przygoda, to był też jego pierwszy trening. Ze swoimi dwoma metrami wybrał środek, a ja z moimi stu osiemdziesięcioma pięcioma przyjęcie. Z Przemkiem było tak jak teraz z Karolem, chodź z Przemkiem spróbowaliśmy być parą, ale wtedy nasze relacje się trochę zmieniły, ale na szczęście nasza szczerość nie. Po długiej rozmowie postanowiliśmy się tylko przyjaźni, na szczęście on nie jest taki jak inni i po zerwaniu było tak jak wcześniej. Martyna zawsze się śmiała, że on jest drugą wersją mnie tylko w męskim wydaniu. Mieliśmy taki samo podejście do życia, każde z nas stawiało na siatkówkę, chodź by miało się nie udać, to próbowaliśmy. Nasze drogi się rozeszły własnie jak ja jechałam do Łodzi on wtedy do Warszawy. Jak grał w AZS Politechnika Warszawska to widywaliśmy się przynajmniej raz w tygodniu, teraz kiedy gra Andreoli Latina nie widujemy się w ogóle, mamy tylko kontakt telefoniczny.
-Choć na miasto - wyrwał mnie z rozmyśleń.
-Nigdzie nie idę - powiedziałam stanowczo nie zwracając na niego uwagi, nagle poczułam, że mnie podnosi, szybko otworzyłam oczy, tak jak myślałam niósł mnie w stronę jeziora.
-Przemek dobrze pójdę z Tobą jeśli mnie puścisz - powiedziałam błagalnym tonem.
-Okej masz piętnaście minut, będę stał przy brami, jeśli nie przyjdziesz wiesz co Cię czeka - powiedział stawiając mnie na brzegu. Szybko zabrałam swoje rzeczy i udałam się w stronę domu. Po drodze nie spotkałam nikogo znajomego, weszłam do domku, wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i pognałam w stronę bramy. Długo chodziliśmy po mieście, zbliżała się dziewiętnasta i robiło się już chłodno.
-Przemek wracajmy już, jestem zmęczona i jest mi zimno - powiedziałam
-W sumie możemy już wracać w ramach przeprosin wskakuj - nachylił się i niósł mnie do ośrodka na barana.
-Już dojdę, dziękuje, dobranoc - pocałowałam go w policzek po czym weszłam do domu, a tam zapłakana Martyna
-Co się stało kocie? - spytałam podbiegając do niej
-Pokłóciłam się z Pawłem - powiedziała, usłyszałam, że się kąpał więc postanowiłam stamtąd wyjść
-Chodź się przejdziemy tam - wskazałam drogę Martyna się nie odzywała, nagle zmieniła kierunek. Doszłyśmy na koniec ośrodka.
-NIESPODZIANKA - krzyknęli wszyscy, zrobili mi przyjęcie pożegnalne przy ognisku, jak się okazało wszyscy byli w to zamieszani, rano stali po ósmej pojechali po zakupy, gromadzili drewno, szykowali ławki. Przemek musiał mnie wyprowadzić żeby mogli przygotować jedzenie, a Martyna musiała mnie przyprowadzić, wcale nie pokłóciła się z Pawłem Wszyscy dobrze się bawili, śpiewali tańczyli, każdy chciał się napić więc postanowiliśmy, ze zostaniemy jeszcze na jedna noc. Zawała skończyła się wraz ze wschodem słońca, wszyscy udali się do domków, żeby iść spać. Razem z Przemkiem wstaliśmy po szesnastej ( mieszkaliśmy w domku we czwórkę), ubraliśmy się i poszliśmy sprzątać. Zrobiliśmy kolacje, wszyscy zjedli z nami, postanowiliśmy ze jutro wyjdziemy około trzynastej, bo znając nas wstaniemy po jedenastej, a jeszcze trzeba się spakować. Jak uzgodniliśmy tak też zrobiliśmy. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Martyny
-O czym tak myślisz?
-Wypominam wakacje na Sielpi - powiedziałam, ona oparła się na mnie i zaczęła wspominać ze mną.
-Twoja mina podczas śniadania była najlepsza, przyznaj ze byłaś wkurzona - zaśmiała się Dąbkowa.
-Wkurzona? Ja tam byłam wkurwiona - powiedziałam po czym zaczęłyśmy się śmiać. Poszłam się wykąpać, po czym zjadłyśmy śniadanie, o piętnastej poszłyśmy na trening Martyny, na którym i ja sobie pograłam, a potem na basen. Wróciłyśmy do domu po ósmej, Martyna poszła się kapać ja zrobiłam kolacje i poszłam pod prysznic. Martyna zmęczona treningiem ( w końcu jak była u mnie tydzień w ogóle nie grała ) poszła spać. Postanowiłam zadzwonić do Karola, odebrał po drugim sygnale
-hej siostrzyczko - usłyszałam jego radosny głos i uwiadomiłam sobie, ze tęsknie bardzo się zżyliśmy kiedy jesteśmy w Łodzi widujemy się codziennie.
-Witaj Złoty Kłosie - zaczęłam się śmiać.
-widziałaś? - spytał, jestem pewna ze spalił buraka, ale po chwili zaczął się śmiać razem ze mną.
-A ktoś nie widział ?
-No nie wiem - znowu Karol się zaśmiał. Długo rozmawialiśmy, a to o przyjeździe do Bełchatowa, wyjeździe do Warszawy, a nawet o tym jak bardzo tęskni. Przed dwunastą położyłam się obok Martyny. Następne dwa dni minęły nam bardzo szybko, dużo z Martyną rozmawiałyśmy powiedziałam jej nawet o Bartku chodź praktycznie nie było co opowiadać, ona zawsze wiedziała że fascynowała mnie jego gra i osobowość, ale to tylko młodzieńcze zauroczenia. W środę wieczorem spakowałam się, ostatni raz zjadłyśmy z Martyną kolacje, wykąpałyśmy się i poszłyśmy spać. Następnego ranka obudził mnie dźwięk MS był od Pawła.
Jestem już w Kielcach mam do Ciebie prośbę spotkajmy się w naszej kawiarni o 9, nic nie mów Martynie, proszę ;)
Nie wiedziałam o co mu chodzi, wie, ze nie lubię i nie umiem jej okłamywać. Wstałam, wykąpałam, ubrałam się i poszłam do sklepu po coś na śniadanie. Postawiłam na sałatkę owocową i gofry z bita śmietaną. Martyna je uwielbiała, a ja chciałam jej podziękować. Kilka minut po tym jak wszystko było gotowe moja przyjaciółka wstała, zjadłyśmy razem śniadanie po czym przyszedł czas na pożegnanie.
-Dziękuje Ci za wszystko - powiedziałam łamanym głosem do przyjaciółki.
-To ja CI dziękuje - powiedziała
- Będę tęsknić. - przytuliłam ją. - Pamiętaj o mnie.
- Zawsze pamiętam - ryczałyśmy z 10 minut- Nie płacz już przed Tobą kawałek drogi, niedługo cię odwiedzę.
- Mówisz prawdę ? - uśmiechnęłam się.
- Pewnie, że tak. - przytuliła mnie
-Trzymaj się , dzwoń, wygrywaj mecze - powiedziałam z uśmiechem na jednym oddechu.
-Ty też, jak będziesz w tej Spale to pogadaj z tym Bartkiem - poruszyła śmiesznie brwiami, obie wybuchłyśmy śmiechem - dzwoń, wpadaj - przytuliła mnie
-Kocham Cię - powiedziałam
-Ja Cię bardziej - przytulia mnie jeszcze raz i wyszłam z mieszkania, znowu płacząc. Wsiadłam do samochodu, musiałam chwile się uspokoić, włączyłam radio i już było okej. Ruszyłam w stronę ulicy Wesołej 38, po pięciu minutach byłam już na miejscu. W środku wypatrzyłam Pawła. Przywitałam się z nim po czym zamówiłam sobie late.
-Nie ukrywam, że Twój dzisiejszy SMS mnie zdziwił - powiedziałam prosto z mostu
-Wiem, ale tu chodzi o Martynę.
-Coś się stało? Chyba nie chcesz jej zostawić? - zapytałam przerażona
-Nie ! Kocham ją nad życie - powiedział od razu
-Więc o co chodzi ? - zapytałam ciekawa
-Bo wiesz ... - Paweł się zawiesił
-No właśnie nie wiem - powiedziała podirytowana
-Bo wiesz ... - Znowu to samo
-Paweł cholera jasna ! - krzyknęłam
-Bo wiesz ... - spojrzałam na niego piorunującym spojrzeniem - jestem z Martyna już cztery lata i chciałem się ... - przerwał na chwile wziął głęboki oddech - chciałem się oświadczyć- ja aż pisnęłam z radości, przytuliłam go od razu - i chciałem zapytać czy nie pomogła byś mi w wyborze pierścionka ? -zapytał z nadzieją w głosie
-Oczywiście, że pomogę - bez namysłu powiedziałam
- Jejku dziękuje - przytulił mnie
-Nie masz za co, ale powiedz kiedy chcesz to zrobić ? - spytałam ciekawska
-Na jej urodzinach - romantyk pomyślałam. Pogadaliśmy tak jeszcze z godzinę, ustaliliśmy wszystko w sprawie i urodzin, i zaręczyn, po czym ruszyłam w drogę do mojego rodzinnego domu. Nagle dostałam telefon, nie patrząc na ekran odebrałam.
-Tak słucham?
-Hej siostra, to prawda, że dziś przyjeżdżasz do domu ?
-Gośka?
-Taak, dzwonił do mnie tata i mówił, że dzisiaj będziesz
-No właśnie wyjeżdżam z Kielc
-O to weź do mnie wpadnij bo się stęskniłam i Karol ma do Ciebie jakąś sprawę
-No okej będę za pół godziny - powiedziałam po czym się rozłączyłam. Karol to brat męża mojej siostry, cztery lata ode mnie starszy, ale nigdy nie zwracaliśmy na to uwagi, zawsze dobrze się dogadywaliśmy, ufaliśmy sobie, oboje kochaliśmy siatkówkę. Będąc u nich cały czas spędzaliśmy razem, wygłupialiśmy się, oglądaliśmy mecze, graliśmy w siatkę, ach piękne wspomnienia.
Nawet nie zorientowałam się kiedy dojechałam. Zaparkowałam samochód pod domem, z bagażnika wyjęłam prezenty dla dziewczyn, rzadko tu bywam, a chce trochę po rozpieszczać moje siostrzenice, weszłam jak zwykle bez pukania. W mieszkaniu było strasznie cicho.
-Gośka jesteś ?- krzyknęłam na schodach od razu pojawiła się moja siostra ze swoimi pociechami, wyściskałyśmy się za wszystkie czasy, dałam dziewczyną prezenty po czym zostałam nazwana mianem najlepszej cioci, i najgorszej siostry, bo ona mnie prosiła żebym nic nie kupowała bla,bla,bla. Długo rozmawiałyśmy a to o mojej grze, dziewczynach, rodzince, kiedy nagle Goska wypaliła.
-A jak Ci się z Karolem układa ? - od razu skarciłam ją wzrokiem, ale wiedziałam, ze prędzej czy później o to zapyta zawsze myślała, ze my coś razem, rok temu byliśmy na wspólnych wakacjach bardzo go wtedy polubiła i za każdym razem tak bredziła.
-Dobrze, jesteśmy przyjaciółmi - powiedziałam z uśmiechem
-Oj, ale nie o to mi chodzi baranie
-To mój znak zodiaku, fajny nie ? - lubiłam się tak z nią droczyć
-Oj wiesz co nienawidzę Cię - powiedziała robiąc obrażoną minę
-A ja Cię kocham - podeszłam do niej i ją przytuliłam, nagle do mieszkania wszedł Karol, tą swoja ukochana ...
-A co to za czułości beze mnie - powiedział przytulając nas, kiedy wyrwałam się z tego uścisku, zostałam po raz kolejny przytulona tym razem przez samego Karola.
-Co tam u Ciebie kochana mordo - powiedział z uśmiechem
-Kochana - powiedziała z ironią Kaśka,dziewczyna Figla
-Dobrze, cały czas treningi, wyjazdy, mecze, uczelnia i tak w kółko - powiedziałam nie zwracając uwagi na Packową
-No wiem, śledzę na bieżąco - zaśmiał się Karol
-A jak tam Twoja gra? - Karol też grał w siatkówkę, ale nie zawodowo tylko dla przyjemności
-Tak sobie, teraz rzadko bywam na treningach, ostatni rok studiów zobowiązuje jeszcze praca i Kasia - powiedział, a z jego twarzy znikł uśmiech, zawsze kochał siatkówkę to on też po części mnie nią zaraził i pomagał - nawet dzisiaj mam trening, ale nie pojadę bo Ty przyjechałaś jest Kasia i chce z wami pogadać
- O której masz trening ?
-Za dwie godziny - powiedział nie wiedząc o co chodzi
-W takim razie szykuj dupę za godzinę jedziemy - jego mina bezcenna, i ten błysk w oku, natomiast mina jego dziewczyny, razem z Goską wybuchłyśmy niepohamowanym śmiechem. Pogadaliśmy jeszcze chwile, zjedliśmy obiad, spakowałam swój strój na trening i wyjechaliśmy Karol siedział obok i się ze mnie śmiał, czegoś szukał w schowku znalazł płytę naszego ukochanego zespołu, oby dwoje zaczęliśmy śpiewać Kaska coś tam jęczała, ale nie zwracaliśmy na nią uwagi. Całą drogę zdzieraliśmy sobie gardła, po godzinie jazdy dojechaliśmy do Kielc, Karol poszedł ze mną do trenera, trochę się zdziwił na mój widok, pozwolił mi zostać, ale pod warunkiem, że zagram, bez namysły zgodziłam się. Razem z Karolem w stronę szatni natomiast Packowa na trybuny, przebraliśmy się i poszliśmy na hale. Większość chłopaków znałam, bo przyjeżdżali do Figla. Panowie od razu się na mnie rzucili, w końcu ponad rok się nie widzieliśmy, ściskali mnie około dziesięciu minut, chyba by było dużej, ale uspokoił nas trener. Po pół godzinnym rozciąganiu Kowalski rozdzielił nas na dwie drożyny i mieliśmy zagrać mały sparing. Razem z Karolem grałam na przyjęciu, Olek z Mikołajem na środku, na ataku Jasiek, rozegranie Seba i libero Kuba.
Z Sebastianem jeszcze się nie znałam, ale widać, że chłopak chciał mnie przetestować, bo piłki na kontrze kierowane były do mnie. Bez problemu odnalazłam się na boisku, kochałam grać, a ta tygodniowa przerwa pokazała jak bardzo, moja drużyna wygrała 3:0. Przez całą drogę powrotną gadaliśmy z Karolem olewając Kaśkę, ona tak się zdenerwowała, że kazała się odwieźć do domu, w sumie było mi to na rękę, bo będę mogła normalnie pogadać z Karolem. Od razu po dojechaniu poszłam po raz kolejny pod prysznic, założyłam piżamke, wieczorem wszyscy oglądaliśmy jakiś film. W nocy nie mogłam spać, postanowiłam, że pójdę do pokoju Karola, zawsze tak robiliśmy jak tam byłam. Na szczęście nie spał, położyłam się koło niego, zaczęliśmy gadać o wszystkim, o siatkówce, o Kłosie ( Figiel był zazdrosny, bo Karolem spędzam sporo czasu, a jego widywałam raz na ruski rok), nawet o tej Kaśce, ale ten temat nie przypadł nam do gustu więc go zmieniliśmy.
-Ej, bo jak gadałam dzisiaj z Gośka powiedziała, że masz do mnie jakąś sprawę - przypomniałam sobie nagle
-Aa właśnie - Karol wstał podszedł do biurka i coś wyciągnął - pojedziesz ze mną ? - zapytał dając mi do ręki bilety na mecz POLSKA-SERBIA
-Skąd je masz ? - spytałam mega szczęśliwa
-Kupiłem przecież same z nieba nie spadły inteligentko - powiedział po czym zaczął się ze mnie śmiać za co dostał kuksańca w bok - To jak pojedziesz ze mną ?
-Jasne, że tak - przytuliłam go szczęśliwa - mecz jest dwudzuestego piątego, a ja dwudziestego siudemgo mam się wstawić w Spale - pomyślałam głośno
-Gdzie ? - spytał zszokowany Karol
-No w Spale, na słuch Ci siadło czy co - zaśmiałam się
-Ale jak kto ? - dopytywał ciekawski, więc powiedziałam mu wszystko i kolo drugiej poszliśmy spać .