Obudził mnie dźwięk budzika wskazujący godzinę ósmą, niewyspana wstałam zrobiłam śniadanie,ubrałam się, napisałam przyjaciółce kartkę, że jestem na treningu i wyszłam z mieszkania. Trening był dzisiaj bardzo męczący, ćwiczyłyśmy różne nowe zagrania, w połowie treningu na trybunach znalazła się Martyna o dziwno nie była sama. Był z nią Przemek, nie przeszkadzało mi to, pomachałam im i wróciłam do gry. Po skończonych ćwiczeniach trener rozdzielił nas na dwa zespoły, grało mi się wręcz świetnie, po miesiącu pod okiem Anastaisiego i chłopaków, nie sprawiały mi problemu żadne mocne zagrywki i ataki, podbijałam wszystko. Po około godzinie trener skończył trening, po czym podszedł do mnie
-Co za forma, jestem pod wrażeniem, oby tak dalej - uśmiechnął się i odszedł
Byłam szczęśliwa, bo jak na razie w moim życiu układało się bardzo dobrze, wychodząc z hali usłyszałam brawa, obejrzałam się za siebie, byli to Martyna z Przemkiem
-MVP meczu jak nic - zaśmiał się Przemek
-Oj nie przesadzaj - stuknęłam go w ramię i uśmiechnęłam się
-Byłaś najlepsza - podeszła do mnie przyjaciółka i przytuliła mnie
-Co Ty tutaj robisz przecież dzisiaj masz ślub brata - zwróciłam się do Chojnackiego
-Ślub jest dopiero o 18, a nie mogłem odpuścić sobie takiego widowiska, dawno nie widziałem jak grasz - uśmiechnął się i objął mnie ramieniem, które po chwili od razu zrzuciłam
-Nie rób tak ja mam chłopaka - powiedziałam, patrząc na niego karcącym wzrokiem
-Przepraszam - spojrzał w dół
-Chodźcie pójdziemy na kawę - niezręczną ciszę przerwała Martyna
-Aa chętnie - powiedziałam. Od razu wyszyliśmy w stronę mojego samochodu, po czym zatrzymaliśmy się w pobliskiej kawiarence, wspominaliśmy wspólne chwile, śmiałam się na samą myśl o nich, kiedyś życie było takie beztroskie, chociaż zawsze były jakieś problemy, ale zawsze dawałam sobie z nimi radę. Koło czternastej rozeszliśmy się, Przemek poszedł w jedną stronę, my z Martyna w drugą. Wracałyśmy do domu w świetnych humorach, śmiałyśmy się jak głupie, wychodząc z windy zauważyłyśmy postać mężczyzny, spojrzałam na Martynę, w jej oczach pojawiły się łzy.
-Cześć - powiedział spokojnym głosem
-Co Ty tutaj robisz - warknęłam na niego
-Chciałem porozmawiać - spojrzał na Martynę
-Nie ma o czym już za bardzo ją skrzywdziłeś - stanęłam przed nim gdy zauważyłam, że zbliża się do mojej przyjaciółki
-Spokojnie, dam sobie radę - powiedziała moja przyjaciółka patrząc się na mnie - O czym chcesz rozmawiać ? - zwróciła się do niego - o Tym jak było Ci dobrze w łóżku z tamtą, po jaką cholerę tu przyjechałeś, myślałeś, że zawsze będę taka głupia ? Myślałeś, że nie dam sobie bez Ciebie rady, jak widzisz daje świetnie, już Cię nie potrzebuje - warknęła, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza, którą od razu wytarła - Masz rozmowę, której chciałeś, a teraz spieprzaj stąd - wskazała mu drogę ręką
-Martynka to nie tak, ja nie chciałem, ale Ciebie nie było, byłem pijany , samo tak wyszło - powiedział łapiąc ją za rękę, którą od razu zabrała
-To, że byłeś pijany nie zmienia niczego, ciebie też nie było wiele razy i nie szłam do łóżka z pierwszym lepszym, zejdź mi z oczu i zniknij z mojego życia, nie chce Cię już znać - weszła do mieszkania, po czym zaraz wróciła - Weź to i jej daj, ja już tego nie potrzebuje - wsadziła mu w rękę pierścionek, który dal jej pół roku temu, popatrzyła jeszcze na niego, po czym złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę mieszkania. Od razu się do mnie przytuliła i wybuchła płaczem, wiem jakie było dla niej to ciężkie, wiem, że to była jedna z najtrudniejszych chwil w jej życiu, płakała jak dziecko, znowu byłam taka bezradna
-Nie płacz miśku, już będzie tylko lepiej - mówiłam głaszcząc ją po głowie, po tych słowach jak by się trochę uspokoiła
-Będzie lepiej - odsunęła się ode mnie po czym się uśmiechnęła. Tego wieczoru, oglądałyśmy jakieś komedie, jedząc popcorn. W niedzielne popołudnie zadzwonił do mnie Przemek prosząc o spotkanie, przebrałam się, po czym wyszłam na spotkanie, obie z Martyną nie wiedziałyśmy o co chodzi. Zatrzymałam się przy kawiarni, w której zawsze się spotykaliśmy, siedział tam jak gdyby zamyślony, na mój widok szeroko się uśmiechnął. Zamówiliśmy sobie kawę, po czym nastała niezręczna cisza, którą po chwili przerwałam
-Po co chciałeś się ze mną spotkać ? I dlaczego miałam przyjechać sama - spytałam spojrzał na mnie, nic nie mówiąc, zdenerwowałam się i zaczęłam zbierać się do wyjścia
-Nie wychodź, proszę - złapał mnie za rękę
-To mów o co chodzi, bo to już mnie wkurza - wyrwałam rękę
-Wszystko Ci powiem tylko proszę nie przerywaj mi dobrze ?- spojrzał na mnie, ja tylko kiwnęłam głową twierdząco - Odkąd wyjechałem strasznie mi brakowało kontaktu z Tobą, ale nie chciałem zawracać Ci głowy, nie było dnia żebym o Tobie nie myślał, nie wspominał naszych wspólnych chwil, bardzo często oglądałem nasze zdjęcia, często miałem ochotę do Ciebie zadzwonić, wybierałem Twój numer, ale nie miałem odwagi nacisnąć "zadzwoń" - patrzyłam na niego nie wiedząc do czego dąży, ale nie chciałam mu przerwać, siedziałam i słuchałam jego opowieści dalej - Cały czas szukałem o Tobie jakiś informacji, cieszyłem się z Twoich sukcesów, cieszyłem się z tego, że spełniałaś swoje marzenia, ale jeszcze bardziej cieszyłem się gdy w wywiadach nie wspominałaś o żadnym facecie, a gdy czerwcu znalazłem Twoje zdjęcie z Kurkiem, zatkało mnie nie wiedziałem czy to prawda, nie chciałem myśleć, że Cię straciłem. Jadąc tu miałem nadzieję, że Cię zobaczę i tu nagle widzę Cię w klubie taką piękną, bałem się podejść widziałem, że nie jesteś sama, ale wykorzystałem okazję, byłaś jak zawsze taka uśmiechnięta, tak strasznie brakowało mi Twojego głosu, Twojego spojrzenia, ale przede wszystkim Twojego ciepła, cieszyłem się, że mogę sobie z Tobą rozmawiać, ale było mi przykro gdy wspominałaś o swoim chłopaku, nie wiedziałem czemu tak o nim gadasz skoro ma Cie gdzieś, mając taki skarb powinien być tutaj, wspierać Cie i kochać, tak jak ja - zatkało mnie, nie wiedziałam co mam myśleć, patrzyłam na niego jak na wariata, nie sądziłam, że usłyszę od niego kiedyś takie słowa, gdy wszystko do mnie dotarło przerwałam jego wypowiedź
-Co Ty pieprzysz - prawie, że krzyknęłam
-Strasznie żałuje, że nam się kiedyś nie udało, jak bym mógł cofnął bym czas, kocham Cię rozumiesz, tak strasznie Cię kocham - złapał mnie za rękę i spojrzał mi w oczy.
-Nie będę tego słuchać Ty zwariowałeś - powiedziałam po czym zaczęłam wychodzić, szybko szłam w stronę samochodu, dogonił mnie, po raz kolejny złapał mnie za rękę, patrzył na mnie tymi swoimi brązowymi oczami, był w nich smutek
-Przepraszam, ale musiałem Ci o tym powiedzieć, nie mogłem już dużej tego ukrywać, kocham Cie - zbliżył się do mnie, odwróciłam twarz w drugą stronę, pocałował mnie w policzek, po czym odszedł.
Nie chciałam jeszcze wracać do domu, byłam w takim dziwnym stanie, że nie interesowało mnie to co się dzieje w wokół, ruszyłam w stronę parku, siadłam na pierwszej wolnej ławce. Nie wiedziałam nawet co mam myśleć, traktowałam Przemka jak przyjaciela, zawsze nim był, znałam go już od tylu lat, nie sądziłam, że darzy mnie aż tak silnym uczuciem, jego słowa były szczere, jego uczucia chyba też, ale nie mogłam ich odwzajemnić, miałam Bartka, którego kochałam całym sercem. Przemek był przystojnym mężczyzna, wiedziałam, że prędzej czy później, znajdzie sobie partnerkę, która na niego zasługuje,on też zakocha się i będzie szczęśliwy. Po godzinie spędzonej w parku zmarnowana wróciłam do domu, Martyna patrzyła na mnie widującym spojrzeniem, ale nie pytała o nic, widziała, że coś się musiało stać, bez słowa weszłam do łazienki, wzięłam prysznic i wszystko jej opowiedziałam, jej mina była nie do opisania, była w ogromnym szoku.
-Nie przejmuj się kocie - przytuliła mnie - Powiesz Bartkowi ? - spytała po chwili
-Nie wiem, co ja mam mu powiedzieć, pomyśli, że go oszukiwałam go czy coś - teraz to w moich oczach pojawiły się łzy.
Dni mijały, jeden po drugim, po woli wracał i mi humor, pomimo wszystkiego, treningów, całego zamieszania związanego z szukaniem mieszkania Martynie cały czas w głowie miałam słowa Przemka. Było trudno pogodzić mi się z utratą przyjaciela, ale wiedziałam, że nasza przyjaźń nie będzie miała już sensu.
-Diana chodź chciałbym z Tobą porozmawiać - zwrócił się do mnie trener podczas czwartkowego treningu, nie wiedziałam o co może mu chodzić, ręką wskazał mi miejsce spoczynku po czym zaczął - Przez ostatnie dwa tygodnie na treningach radzisz sobie świetnie i postanowiłem w ramach tego dać Ci trzy dni wolnego - uśmiechnął się
-Naprawdę? Dziękuje - uściskałam trenera po czym wyszłam. Po drodze zajechałam na lotnisko, żeby kupić sobie bilet na najbliższy lot do Włoszech, lot miałam już jutro o 8 rano, wróciłam do domu, od razu zaczęłam się pakować, po czym zjadłyśmy z Martyną kolację, porozmawiałyśmy sobie jeszcze trochę po czym poszłyśmy spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz